10 najlepszych piosenek Coldplay



Coldplay to bardzo dobry zespół, który ma naprawdę sporo bardzo dobrych piosenek. Anglicy jednak nie zawsze się tym chwalą, wybierając nie zawsze najlepsze single. Dlatego postanowiliśmy ich nieco wyręczyć. Z okazji premiery nowej płyty („A Head Full of Dreams” w sprzedaży 4 grudnia), przedstawiamy nieoczywiste, najlepsze piosenki Coldplay. Te mniej znane.

„Politik”

Takim graniem jak „Politik” zespół Coldplay zdobył moje serce. Kruchy, łamliwy, wręcz płaczliwy głos Chrisa Martina oraz spokojny fortepian zderzone z potężnym, huczącym brzmieniem. Z dudniącymi bębnami i głośnymi gitarami. Piękne kontrasty, idealnie dopełniające się elementy delikatne i silne. Pełen dramaturgii i emocji utwór, który na żywo przyprawia o ciarki.

Politik – Coldplay



„42”

Jedna z niedocenionych (w odróżnieniu od kilku przecenionych) ballad Coldplay. Tym razem fortepianowa, z beatlesowskim harmoniami i przyjemną orkiestracją w tle. To jednak tylko połowa. W drugiej jest już głośno, nawet rzężąco, ale i skocznie, rockowo.

Coldplay – 42

„Low”

Prześliczna kompozycja. Melancholijna a zarazem dynamiczna. Rozpędzona, ale pełna urzekających drobiazgów. Monumentalny a jednocześnie poruszający utwór.
Jasne, przypomina nieco U2, ale to najlepsze.

„You Only Live Twice”

Coldplay byłyby całkiem niezłym wyborem na wykonawcę piosenki do kolejnego filmu o przygodach Jamesa Bonda. Może nie wydaje się to takie oczywiste, ale ich muzyka jest nośna, chwytliwa, bez problemu łączy się ze smyczkowymi aranżacjami, a dramaturgia im nieobca. Zresztą Chris Martin i spółka już kiedyś pokazali, że czują Bonda. Ich interpretacja „You Only Live Twice” (w oryginale wykonywała piosenkę Nancy Sinatra) jest bardziej niż przekonująca.

Coldplay – You Only Live Twice (live)

„Careful Where You Stand”

W tym przypadku mamy Coldplay jeszcze z czasów minimalistycznych. Prościutki, liryczny kawałek z łkającą gitarą, migoczącymi ozdobnikami i półszeptami Chrisa Martina. Naprawdę bardzo ładna piosenka o miłości.


Coldplay – Careful Where You Stand

„A Rush of Blood to the Head”

Pełen niuansów numer z delikatnym odchyleniem w stronę folku. Genialnie się ten kawałek rozwija i rozrasta. Ze skromnej akustycznej piosenki przeradza się w pełnokrwisty rockowy utwór.

Zawsze też lubiłam ten tekst, niby kolejne egzystencjalne rozważania nad życiem, śmiercią, wojną, ale jakoś skłania do refleksji. No i sam tytuł, plastyczny, sugestywny…

Coldplay – A Rush of Blood to the Head

„Bigger Stronger”

Najśliczniejsza ze wszystkich „bigger stronger” piosenek i jeden z klejnotów w dyskografii Coldplay. Cudowne harmonie, mnóstwo emocji, niebanalne brzmienie.

Piosenka pochodzi z pierwszego wydawnictwa angielskiego kwartetu, EP-ki „Safety” z 1998 roku. Zespół z menedżerem Philem Harveyem sam sfinansował krążek, czyli wydał jakieś 200 funtów. Wytłoczono około 500 kopii, ale większość trafiła do mediów, wytwórni i znajomych, a do sklepów zaledwie z 50 sztuk. W efekcie za egzemplarz trzeba dziś zapłacić ponad 2 tysiące funtów.

Coldplay – Bigger Stronger (Official Video)

„Major Minus”

Znów pachnie U2, ale numer kapitalny. Taki trochę niepasujący do Coldplay, szczególnie ten zniekształcony wokal, choć i surowy riff też dość zaskakujący. – To taki nasz piosenkowy czarny charakter, mroczny – wyjaśniał Chris Martin.

Utwór zainspirowała książka Cormaca McCarthy’ego, „Droga”. – Chodzi o dwoje ludzi uciekających przed kafkowską czy też orwellowską sytuacją – tłumaczył frontman.

„Oceans”

Gdyby nie jakość dźwięku i produkcji, spokojnie można by pomyśleć, że „Oceans” pochodzi z początków kariery Coldplay, nie z 2013 roku. Balladowy, smutny, w dużej mierze akustyczny numer.

– Cały zamysł „Ghost Stories” to: „W jaki sposób pozwalasz sprawom z przeszłości, duchom, wpływać na Twoje obecnie życie i na Twoją przyszłość” – tłumaczył frontman. – Przez pewien czas czułem bowiem, że moje duchy ciągną mnie w dół i próbują zrujnować życie moje i moich bliskich.

„Spies”

Uwielbiałam to wczesne brzmienie Coldplay. Przestrzenne, a jednocześnie gęste, metaliczne, pełne drgań, mikrodźwięków. Trochę brudne, przesterowane. Takie wręcz post-rockowe granie. „Spies” dodatkowo ma niezwykła wirująco-spiralową, pełną zmiennych konstrukcję.


Komentarze

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.