10 najlepszych piosenek Led Zeppelin



Z okazji reedycji albumów „Led Zeppelin”, „Led Zeppelin II” i „Led Zeppelin III” przygotowaliśmy zestawienie 10 najlepszych piosenek grupy z tych właśnie płyt.

Album „Led Zeppelin”

„Babe I’m Gonna Leave You”

Zapewne nie wszyscy wiedzą, że „Babe I’m Gonna Leave You” to cover folkowej piosenki, którą pod koniec lat 50. napisała niejaka Anne Bredon. Najpierw po utwór sięgnęła Joan Baez (1962), a później Led Zeppelin, którzy przerobili wersję Baez. Nagrywając swoja interpretację nawet nie wiedzieli, iż to dzieło Bredon (dopiero wiele lat później załatwiono sprawę tantiem itp). „Babe I’m Gonna Leave You” odkrył wokalista Jimmy Page. Krążą plotki, iż zarejestrował cover najpierw ze Steve’em Winwoodem, ale brakuje na to dowodów. Najważniejsze, że ostatecznie nagrał ten numer z Led Zeppelin, tworząc niesamowitą, fantastycznie rozkręcającą się rockowo piosenkę. Utwór pełen dramaturgii uwypuklonej przez histeryczny śpiew Roberta Planta. Spokojne akustyczne intro zdradzające folkowe pochodzenie kawałek zupełnie nie wskazuje, w jak dynamicznym, ostrym kierunku rozwinie się nagranie. Mój ulubiony, rozdzierający serce fragment piosenki, to ten gdy Plant wykrzykuje „We gonna go walkin’ through the park every day”.

„Dazed and Confused”

Znów, nie do końca autorska kompozycja Led Zeppelin, ale nikt chyba nie myśli o niej w innych kategoriach. Numer napisał Jake Holmes, acz jego wersja pozbawiona była zupełnie perkusji. Znów, pierwszy odkrył ją Jimmy Page, gdy Holmes grał przed jego wcześniejszą kapelą, The Yardbirds. Ku zaskoczeniu Holmesa, piosenka (choć zmodyfikowana w warstwie muzyczne i tekstowej) niespodziewanie pojawiła się na debiutanckim albumie Led Zepplin, bez żadnych informacji, iż twórcą jest Holmes. Sprawa trafiła do sądu, acz została odrzucona, a strony ostatecznie zawarły ugodę w styczniu 2012 roku.

Jimmy zagrał nam ten riff na naszej pierwszej wspólnej próbie – wspominał basista, John Paul Jones.

Nagranie, które znamy powstało w londyńskich Olympic Studios. Zasłynęło m.in. z tego, iż Page grał na gitarze używając smyczka.

Osobiście, bardziej od gitary, większe wrażenie robi na mnie w tym utworze sekcja rytmiczna, zarówno w w pierwszej, skradającej się części, jak i w dalszych, rozpędzonych momentach. Środek utworu to typowa dla lat 60. i 70. konstrukcja będąca punktem wyjścia dla koncertowych improwizacji.

„Communication Breakdown”

Mocna, rockowa piosenka, która podobno miała wpływ na styl gry Johnny’ego Ramone. Mnie bardziej niż z The Ramones kojarzy się z… Black Sabbath, a dokładnie z „Paranoid”. Pewnie przez ten riff, dość szybkie tempo i trzymający całość w ryzach bulgoczący bas.

Był to jedyny utwór, wykonywany na żywo w podczas każdej trasy koncertowej zespołu. Najczęściej otwierał lub zamykał set.

W chórkach śpiewał Jimmy Page, czego nie zbyt często.

„How Many More Times”

Przez długi czas był to mój ulubiony numer na „Led Zeppelin”. Prawdopodobnie dlatego, że uwielbiam piosenki z wyrazistym, charakterystycznym rytmem, a taki właśnie ma „How Many More Times” (i nie chodzi tylko o bolero). Ponieważ mamy do czynienia z ponad ośmiominutowym kawałkiem, który powstał w latach 60., nie trudno się domyślić, iż w utworze wiele się dzieje. Tak naprawdę mamy do czynienia z kilkoma mocno różniącymi się od siebie „modułami”, raz raz bardziej rockowymi, raz bardziej rythmandbluesowymi i z „rozsypanymi kartoflami” w finale. To również jedna z piosenek, w której dość wyraźnie słychać, kto był wokalnym mistrzem Chrisa Cornella.

Album „Led Zeppelin II”

„Heartbreaker”

Dwa w jednym. Nie dość, że mamy do czynienia z jednym z najwspanialszych riffów w historii do tego dochodzi równie wyszukana solówka, która do dziś stanowi wzór do naśladowania. Podobno Page nagrał ją bez żadnych prób, po prostu improwizując. Słuchając utworu można zauważyć przerwę przed i po solówce – wynika to z tego iż została ona dograna na samym końcu w innym studiu i brzmi inaczej niż reszta piosenki. Kompozycja często była grana jako pierwsza podczas koncertów Led Zeppelin ze względu na prośby publiczności.

„What Is and What Should Never Be”

Jedna z pierwszych piosenek Led Zeppelin, na której Page używa gitary Gibson Les Paul. To także jeden z pierwszych tekstów napisanych przez Roberta Planta. Podobno odnosi się on do romansu wokalisty z młodszą siostrą ówczesnej żony. Trzeba przyznać, że jak mało kto Plant potrafi wyrażać pożądanie w piosenkach. Spokojniejsze liryczne fragmenty przeplatają się fantastycznie z pełnym energii refrenem.

„Whole Lotta Love”

Jeden z najwspanialszych utworów w historii muzyki rockowej. Definicja hard rocka. Wspaniały riff, genialna solówka, niesamowita energia. I to fantastyczne niemal free-jazzowe wyciszenie z kapitalnymi krzykami Roberta Planta. Takie piosenki powstają raz na 50 lat. Absolutny klasyk.

Chciałoby się by piosenka taka jak ta zrodziła się w genialnych umysłach muzyków i tak zapewne było, ale nie w przypadku tekstu. Robert Plant choć nagrał znakomity wokal za jednym podejściem, przy pisaniu tekstu „inspirował się” utworem „You Need Love” Williego Dixona z 1962 roku. Sprawa trafiła do sądu i w 1985 roku doszło do ugody, na mocy której Dixon otrzymał odszkodowanie od Led Zeppelin. Twórca który tę piosenkę napisał dla Muddy’ego Watersa widnieje także jako współautor na kolejnych wydaniach albumu.


Robert Plant, wielki fan soulu i bluesa znany jest zresztą z tego, że często cytuje swoich ulubionych wykonawców.

Riff Jimmy’ego Page’a był na początku – wspomina Robert Plant. – Zastanawiałem się co zaśpiewać i skorzystałem z utworu, który znałem. To był plagiat, za który sporo zapłaciliśmy, ale wtedy myśleliśmy, że to było tak dawno i tak odległe od nas stylistycznie, że nie będzie przez to kłopotów. Prawda jest taka, że szansa na złapanie jest tylko wtedy, gdy stajesz się naprawdę sławny. Na tym ta gra polega.

Utwór wzbudził i wzbudza delikatne kontrowersję z powodu linijki „I’m gonna give ya every inch of my love”. Gdy 24 sierpnia 2008 Leona Lewis wraz z Jimmym Page’em zaśpiewała utwór podczas zamknięcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie zrezygnowała z tego wersu słusznie uznając, że w ustach kobiety deklaracja o centymetrach miłości zabrzmi dość dziwacznie.

Album „Led Zeppelin III”

„Immigrant Song”

Jeśli ktoś śmiałby podważać wokalny talent Roberta Planta, proszę najpierw go znieważyć dowolnie wybraną obelgą, a następnie włączyć „Immigrant Song”. Piosenkę wyróżnia jednak nie tylko przeszywający krzyk frontmana, ale i fantastyczny galopujący, zapętlony rytm i rwany riff.

Numer powstał podczas trasy wizyty zespołu na Islandii. Tekst opowiada o Wikingach płynących ze Skandynawii w poszukiwaniu nowych lądów. – Polecieliśmy na Islandię, zaczęliśmy myśleć o Wikingach, wielkich statkach i brzuchu Johna Bonham – i tak powstało „Immigrant Song” żartował Jimmy Page. Słowa miały zainspirować później rzesze heavymetalowych artystów z Iron Maiden i Manowar na czele.

To jeden z nielicznych singli zespołu (na stronę B trafił numer „Hey Hey What Can I Do”). Pierwsze amerykańskie tłoczenie wyróżnia wygrawerowany cytat Aleistera Crowleya (osławionego okultysty) – „Do what thou wilt shall be the whole of the Law”.

Trzeba przyznać, że naprawdę udany cover popełnił Trent Reznor, Atticus Ross oraz godnie próbująca dorównać Plantowi Karen O z Yeah Yeah Yeahs. Ich bardziej drapieżna wersja uświetniła soundtrack „Dziewczyny z tatuażem” Davida Finchera.

„Since I’ve Been Loving You”

Najpiękniejsza, najbardziej przejmująca piosenka Led Zeppelin. Mocno nasycona bluesem, z delikatnymi psychodelicznymi motywami (to zasługa Jonesa i jego gry na Hammondach) oraz niezmiennie wspaniałym solo na gitarze. Niejeden zespół przez całą karierę nie jest w stanie przekazać takich emocji, co Led Zeppelin w tym utworze. Nie chodzi tylko o wokal Planta, ale i całą resztę, tu bowiem każdy instrument brzmi jak na granicy płaczu/krzyku.

„Friends”

Gdyby ktoś się zastanawiał, skąd się brały akustyczne, grunge’owe piosenki, to jedną z dobrych wskazówek bez wątpienia jest „Friends” Led Zeppelin. Niby to prosty kawałek w średnim tempie, ale w finale pojawiają się i smyki (to rzadkość w przypadku tego zespołu) i kosmiczny Moog, a całość ma lekko egzotyczny, wschodni posmak.

Utwór powstał w Bron-Yr-Aur, niewielkiej wiosce w Walli. Jeśli się dobrze wsłuchać, nim wchodzi gitara Page’a, w prawym kanale można usłyszeć głos menedżera, Petera Granta.

Dziś (2 czerwca) do sklepów trafiły reedycje trzech pierwszych albumów Led Zeppelin – „Led Zeppelin”, „II” i „III”. Jimmy Page zremasterował albumy na podstawie oryginalnych analogowych taśm. Artysta przeczesał także domowe archiwa, w poszukiwaniu nagrań z dawnych czasów, celem uatrakcyjnienia reedycji. Każda reedycja uzupełniona jest dodatkowym krążkiem bonusowym. Poniżej tracklisty tych właśnie dodatkowych płyt.

„Led Zeppelin” Deluxe Edition Bonus Disc: Live At The Olympia – Paris, France, October 10, 1969:

„Good Times Bad Times”/”Communication Breakdown”
„I Can’t Quit You Baby”
„Heartbreaker”
„Dazed And Confused”
„White Summer”/”Black Mountain Side”
„You Shook Me”
„Moby Dick”
„How Many More Times”

„Led Zeppelin II” Deluxe Edition Bonus Disc:

„Whole Lotta Love” (alternate mix)
„What Is and What Should Never Be” (alternate mix)
„Thank You” (backing track)
„Heartbreaker” (alternate mix)
„Living Loving Maid (She’s Just A Woman)” (backing track)
„Ramble On” (alternate mix)
„Moby Dick” (alternate mix)”
„La La” (previously unreleased song)

„Led Zeppelin III” Deluxe Edition Bonus Disc:

„The Immigrant Song” (unreleased version)
„Friends” (unreleased version)
„Celebration Day” (unreleased version)
„Since I’ve Been Loving You” (unreleased version)
„Bathroom Sound” (instrumental version of „Out on the Tiles”)
„Gallows Pole” (unreleased version)
„That’s the Way” (unreleased version)
„Jennings Farm Blues” (previously unreleased song)
„Keys to the Highway”/”Trouble in Mind” (previously unreleased song)

Wydawnictwa można już kupić w Empiku. Niestety nie są tanie. Ekskluzywne wersje (konkretnie to Super Deluxe Edition Box) płyt „II” i „III” kosztują 469,99 zł. Debiutancki album kosztuje aż 499,99 zł.


Komentarze

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.