10 najlepszych piosenek U2

U2 fot. Universal Music Polska/NajlepszePiosenki.pl

Nowa płyta U2 tak nas zainspirowała, że postanowiliśmy napisać też o… najlepszych piosenkach U2. Najlepszych, nie znaczy najpopularniejszych. Jest ich tylko 10, bo i tak, ile byśmy nie zamieścili w zestawieniu, i tak będzie mało.

„Wire”

To nie tak, że chce się snobować na superznawcę U2 i na pierwszy ogień idzie nie jakiś superhicior, tylko piosenka, która nie ma nawet swojej podstrony na Wikipedii. Ja naprawdę uwielbiam ten numer. Jego surowość, dynamikę, tę fantastycznie metaliczną, świrdującą gitarę. Jest w tym utworze świetna dramaturgia i kapitalna energia, nie wspominając o niemal hiphopowym finale. Polecam wersje koncertowe, z czasów gdy Bono jeszcze nie skrywał kurzych łapek i worków pod oczami za gigantycznymi ciemnymi okularami.

„Discotheque”

Każdy artysta chce zrobić coś takiego, ale niewielu się udaje. Porzucić sprawdzone schematy, wyjść ze swojej strefy bezpieczeństwa, spróbować czegoś zupełnie innego. U2 pokazali, jak to się robi. Elektroniczne U2? A co, żyje się raz. Fani i dziennikarze byli osłupieni i… podzieleni. Nie każdego przekonało mniej rockowe, bardziej syntetyczne oblicze Irlandczyków. Ja się będę upierać, że to bardzo fajna piosenka z megafajnym teledyskiem, przypominającym, że wbrew obiegowej opinii muzycy mają dystans do siebie.

„The Fly”

Dla kontrastu U2 w swym najbardziej rockowym wcieleniu. Kto kojarzy zespół z ostatnich dość miałkich radiowych singli, niech sprawdzi „The Fly”. Rockową, mroczną bestię z gęściutką, oczywiście fantastycznie metaliczną gitarą.



Trzeba przyznać, że U2 potrafi wybierać pierwsze single i intrygować swych sympatyków. Po mięciutkim, organicznym, amerykańskim „The Joshua Tree”, dostaliśmy zimne, stalowe, nasączone Berlinem granie. Bono opisał swój wokal w piosence, jako brzmienie „człowieka robiącego Joshua Tree”. Nic dodać, nic ująć.

„With or Without You”

Może to i wyświechtana piosenka, ale przepięknie brzmi w „Przyjaciołach”, a że to najlepszy serial wszech czasów z pięknym romantycznym wątkiem Rossa i Rachel, to miejsce dla „With or Without You” musi się znaleźć miejsce w tym zestawie.

Utwór był pierwszym singlem promującym album „The Joshua Tree” i pierwszy numer 1 zarówno w Stanach jak i Kanadzie. „Rolling Stone” umieścił piosenkę na 132. miejscu zestawienia „The 500 Greatest Songs of All Time”.

„October”

„October” to zupełnie inny rodzaj ballady. Skromny, wręcz ascetyczny, niemal klasyczny, piękny fortepianowy utwór. Prawie instrumentalne nagranie z kruchym, wyjątkowo subtelnym śpiewem Bono.

„Hold Me, Thrill Me, Kiss Me, Kill Me”

„Batman Forever” nie jest arcydziełem kinematografii. Val Kilmer średnio przekonuje jako Człowiek-Nietoperz, ale soundtrack był całkiem fajny, mimo, iż tylko 5 piosenek z płyty można było usłyszeć w filmie, m.in. właśnie „Hold Me, Thrill Me, Kiss Me, Kill Me” U2. Bardzo zgrabny, kinowy numer z rozmachem, który zawdzięczamy lekko orientalnymi smyczkom.

Według Bono to utwór o byciu gwiazdą i członkiem rockowej kapeli.

„Vertigo”

Metallica ma „Fuel”, a U2 „Vertigo”, czyli piosenkę, która na żywo osiąga metapoziom. Umówmy się. W wersji studyjnej, jest trochę zbyt gładko, delikatnie (szczególnie w porównaniu z takim „The Fly”). Brakuje pazura i powera, które jednak pojawiają się i zalewają tłumy, gdy Irlandczycy wykonują tę piosenkę na swych gigantycznych, wypasionych scenach.

Ale, co ja się znam. Trzy nagrody Grammy i 64. miejsce notowania 100 najlepszych piosenek dekady („Rolling Stone”).

„When Love Comes To Town”

„Rattle And Hum” to obok „Stop Making Sense” Talking Heads najlepsza koncertowa płyta lat 80. (choć część materiału jest studyjna). Dzieje się tam mnóstwo kapitalnych, organicznych rzeczy. Nawet jeśli dziś U2 są „przyjaciółmi” Apple, to wciąż muzycy z krwi i kości, którzy mieli (a może i wciąż mają) frajdę z grania. „When Love Comes To Town” to ponadto przykład jeszcze jednego z – jak się okazuje bardzo wielu – muzycznych wcieleń U2. Blues i soul i całe mnóstwo organicznych dźwięków.

Utwór został zarejestrowany w legendarnym Sun Studio w Memphis, gdzie nagrywali Johnny Cash, Elvis Presley, Roy Orbison i B.B. King. U2 już go nie gra na koncertach, ale B.B. owszem.

„Ordinary Love”

„Ordinary Love” to piosenka, która podoba się nawet tym, którzy nienawidzą U2. Utwór ujmuje delikatnością, zwiewnością, wręcz elegancją. Numer bez patetycznych zapędów, bez napompowanej dramaturgii, ale po brzegi wypełniony emocjami. Piękna kompozycja i piękna aranżacja.

Dziejową niesprawiedliwością było przyznanie Oscara piosence z „Krainy lodu”, a nie tej perełce. Pamiętajmy bowiem, iż Bono i spółka nagrali ten numer do obrazu „Mandela: Long Walk to Freedom”. Kompozycja ukazała się na singlu 29 listopada, na kilka dni przed śmiercią Nelsona Mandeli.

„Acrobat”

Tak, wiem, że na koniec powinno być „One” albo chociaż „Even Better Than the Real Thing” czy któryś z przebojów z „The Joshua Tree”, ale przy żadnej z tych piosenek nie zawirujecie tak jak przy „Acrobat”. Cudny, karuzelowy rytm zbudowany na szorstkim riffie, podskórna nerwowość i coś subtelnie melancholijnego sprawia, że to absolutnie wyjątkowo, wzruszająca piosenka.

Numer podobno nigdy nie był wykonywany na żywo. Piosenka dedykowana jest Delmore’owi Schwartzowi, amerykańskiemu poecie i noweliście, którego cytat z opowiadania „In Dreams Begin Responsibilities” pojawia się w końcówce tekstu. The Edge wymyślił główny riff podczas próby w Auckland w Nowej Zelandii.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.