11 najlepszych piosenek Marka Lanegana

Mark Lanegan fot. Archiwum Artysty/NajlepszePiosenki.pl


Za działkę trawki dostał pół zestawu perkusyjnego, a potem został znakomitym, rockowym wokalistą. Nazywa się Mark Lanegan i wkrótce przyjedzie do Polski.

Nie miałem pojęcia jak grać muzykę – opowiadał w jednym z wywiadów Mark Lanegan. – Byłem kompletnie zielony. Jedyny powód, dla którego wzięli mnie do zespołu, bym został perkusistą, to fakt, że posiadałem pół zestawu, który jakiś koleś dał mi w zamian za trochę trawki. Nie wzięli mnie dlatego, że umiałem grać.



Tak zaczęła się muzyczna przygoda Marka Lanegana. Jedni kojarzą go głównie z grunge’owych czasów, inni z rozmaitej współpracy z Gregiem Dullim, a jeszcze inni z samodzielnych poczynań. Jedno jest pewne, kto raz słyszał ten głos, nigdy go nie zapomni i rozpozna zbudzony w środku nocy. Aby pokazać jak wielobarwnym, nieszablonowym, plastycznym twórcą jest Mark Lanegan poniżej prezentujemy nagrania, które popełnił z różnymi artystami. Solowy dorobek Amerykanina będzie można sprawdzić podczas koncertów, które odbędą się 18 lutego w warszawskiej Progresji oraz dzień później w krakowskiej Fabryce. Na drugi z występów niebawem będziemy mieć do rozdania bilety.

The Twilight Singers – „Live With Me”

Kiedy myślę o Marku Laneganie, w pierwszej kolejności pojawia się ten utwór. Lanegan i Greg Dulli to starzy, dobrzy kumple, którzy współpracują regularnie (czego inne dowody znajdziecie poniżej). „Live With Me” nie jest ich flagową piosenką, bo to nawet nie ich piosenka. Numer stanowi bowiem cover kawałka Massive Attack. Ten mroczny, smutny, gorzki utwór, w interpretacji Lanegana i The Twilght Singers stał się jeszcze bardziej przejmujący. Szczególnie, gdy panowie śpiewają w duecie, pojedynkując się na emocje. Triphopową kompozycję Amerykanie zmienili w bluesowo-rockowy, lekko hałaśliwy, dramatyczny numer.

Kawałek trafił na EP-kę „A Stitch in Time”. Nagranie powstało w Helsinkach.

Queens Of The Stone Age – ” A Song For The Dead”

Miałam przyjemność widzieć koncert Queens Of The Stone Age z udziałem Marka Lanegana. Jeśli myślicie, że w towarzystwie Josha Homme’a i spółki, a przede wszystkim ich energicznej muzyki, jegomość staje się bardziej ruchliwy, jesteście w błędzie. Facet lubi skupienie i statyczną „ekspresję”. No dobra, może czasem machnie głową.

Na „Songs for the Deaf” jest kilka utworów z udziałem Lanegana, nie mówiąc, że jest on współtwórcą „No One Knows” (i pod koniec pojawia się w klipie). Wybrałam jednak „A Song For The Dead”, bo Mark brzmi tu wyjątkowo zadziornie. Nie prezentuje swego charakterystycznego, głębokiego, niskiego timbre, lecz raczej szorstką, chropowatą „wersję” swego głosu. Gdyby zawsze tak śpiewał, mógłby próbować dostać angaż w AC/DC.

The Twilight Singers – „Number Nine”

Dla kontrastu teraz „Number Nine”, czyli Mark Lanegan robiący konkurencję Leonardowi Cohenowi. Delikatna ballada okraszona smykami i miauczącą gitarą. Piosenka byłaby raczej przeciętna, ładna, choć na pewno nie z topowych popisów Dulliego i spółki. I tu pojawia się magia Marka Lanegana, bo tylko i wyłącznie jego mruczący głos sprawia, że człowiek ma ciarki na plecach.

Mad Season – „Long Gone Day”

O tym niektórzy mogli zapomnieć. Mark Lanegan był jednak zaangażowany w projekt Mad Season. Wokalista Screaming Trees zaśpiewał w „I’m Above” i „Long Gone Day” z jedynej płyty formacji „Above”. Drugi z utworów, w którym Lanegan i Layne Staley kapitalnie uzupełniają się wokalnie, należy do najbardziej nietypowych propozycji grunge’owej supergrupy. Słychać tu np. elementy bluesa i jazzu. Na saksofonie zagrał niejaki Skerik.

Muzycy Mad Season przygotowali razem z Markiem więcej utworów (Lanegan pisał słowa), które powstały z myślą o drugiej płycie. Ta jednak nigdy nie powstała. – Nie dokończyliśmy jej ponieważ (basista) John Baker Saunders i Layne umarli – tłumaczył perkusista Barrett Martin.

Screaming Trees – „Nearly Lost You”

Skoro już cofnęliśmy się do lat 90. i grunge’u, oczywiście musimy przypomnieć Screaming Trees, którzy w końcu byli protoplastami gatunku. I musi to być „Nearly Lost You”. Nie tylko dlatego, że to największy przebój zespołu i długowłosego wówczas jeszcze Marka. Numer znalazł się na soundtracku do filmu „Samotnicy” („Singles”) Camerona Crowe’a, który (zarówno soundtrack jak i film) dla każdego fana grunge’u jest jak biblia. Piosenka choć ma charakterystyczne dla tamtych czasów, nieco już przestarzałe brzmienie, nadal jest świetna. Zgrabna melodia, nieco liryzmu i podskórnej melancholii, chwytliwy refren, gęste gitary.


Moby – „The Lonely Night” (feat. Mark Lanegan)

Zmieniamy klimat o 180 stopni. Skoro Moby to i syntetyczne dźwięki. Elektroniczne, jakby nokturnowe krajobrazy z (w zasadzie) melorecytacją Mark Lanegan. Utwór ma w sobie coś filmowego, ilustracyjnego. Pasowałby do jakiejś samotnej sceny po zmroku w wielkim mieście.

Wideo do piosenki, składające się z pięknych ujęć rozmaitych miejsc, nakręcił Colin Rich. Remiksy utworu popełnili Photek, Gregor Tresher, Freescha i Moby.

The Bootleggers – „White Light/ White Heat” (feat. Mark Lanegan)

Pozostańmy przy filmowych klimatach. Nazwa The Bootleggers pewnie niewielu coś powie. To jednorazowy projekt powołany do życia przez Nicka Cave’a i Warrena Ellisa na potrzeby ścieżki muzycznej do filmu „Gangster” („Lawless”), do którego Cave napisał scenariusz. Do współpracy panowie zaprosili Emmylou Harris, ikonę bluegrassu, Ralpha Stanleya i właśnie Marka Lanegana. W zestawie znalazł się m.in. cover kawałka The Velvet Underground „White Light / White Heat”. Ponieważ akcja filmu rozgrywa się w czasach finansowego kryzysu i prohibicji na południu Stanów Zjednoczonych, taka też jest muzyka. Country-folkowa, z przytupem i figlarnymi, zachęcającymi do skocznego tańca skrzypkami.

SoulSavers – „Unbalanced Pieces” (feat. Mark Lanegan)

SoulSavers to przefajny projekt, który niestety nigdy się nie wybił i najzwyczajniej przepadł (choć podobno w tym roku ma się pojawić nowa płyta).

Rich Machin i Ian Glover fajnie łączą brudną elektronikę, z przesterowanym gitarowym graniem, bluesowym charakterem i soulowym uniesieniem. Zresztą, musieli robić coś dobrego, bo inaczej Mike Patton z Faith No More, Jason Pierce ze Spiritualized, Dave Gahan z Depeche Mode, no i Mark Lanegan nie zgodziliby się zaśpiewać w ich utworach. (Mark był głównym wokalistą na ich drugiej płycie „It’s Not How Far You Fall, It’s the Way You Land”, a Gahan zaśpiewał we wszystkich nieinstrumentalnych numerach na ostatnim dotąd longplayu „The Light the Dead See”).

„Unbalanced Pieces” to fantastycznie gęsty, powłóczysty numer z iście gospelowymi chórami. Niemal grząski brzmieniowo, nie tak odległy od poczynań The Afghan Whigs (np. gdyby Afghan przepuścić przez triphopowy remiks).

Melissa Auf der Maur – „Taste You”

Wiemy, wiemy, tyle tu Marka Lanegana co kot napłakał. Nie liczy się jednak ilość, lecz jakość. Jasne, udział rockmana w tym kawałku jest z kategorii symbolicznych, ale jednak zapada w pamięć i nieco zmienia dynamikę piosenki, dodając jej przy tym zmysłowości. Poza tym, mamy słabość do dziewczyn z gitarami, a niektórzy w redakcji także do rudych dziewczyn. Melissa jest cool, piosenka jest cool, Mark jest cool. Wszystko jest cool;)

Isobel Campbell & Mark Lanegan – „Come On Over (Turn Me On)”

Tu dopiero jest zmysłowo! Bez dwóch zdań, jest między byłą wokalistką Belle & Sebastian a Laneganem chemia. „Come On Over (Turn Me On)” to może nie fajerwerki, ale intensywne iskrzenie. Rozkołysana, lekko senna kompozycja przypominać może „Where The Wild Roses Grow” Nicka Cave’a i Kylie Minogue (podobne wokalne role), ale to na pewno bardziej rockowy, bogatszy muzycznie numer z eksplodującymi orkiestracjami, wirującym, karuzelowym rytmem i subtelnie wplecionymi analogowymi klawiszami.

The Gutter Twins – „Idle Hands”

The Gutter Twins to czasy, gdy Greg Dulli nie wskrzesił jeszcze The Afghan Whigs, ale już najwyraźniej tęsknił za soczystym, rockowym graniem. W efekcie powstał wyrazisty, mroczny, gitarowy album „Saturnalia”.

Promujący dzieło singel „Idle Hands” to dość solidne, metalicznie dźwięczące nagranie. W numerze pojawia się całe mnóstwo instrumentów, skrzypce, wiolonczele, organy, tamburyna i sporo chórków. Wszystko zostało jednak zaaranżowane mocno, wręcz siarczyście. To numer z kopem i hałasującymi smykami, choć jak zapewnia Lanegan, początkowo brzmiał bardzo niewinnie.

Mark Lanegan Band

Wykonawcy: Duke Garwood | Mark Lanegan Band | The Faye Dunaways
Miejsce: Warszawa, Progresja
Data: 18 lutego 2015

Mark Lanegan Band

Wykonawcy: Duke Garwood | Mark Lanegan Band | The Faye Dunaways
Miejsce: Kraków, Fabryka
Data: 19 lutego 2015


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.