11 najlepszych piosenek muzyków The Dead Weather – razem i z osobna

The Dead Weather fot. Sony Music/NajlepszePiosenki.pl

W tym tygodniu miłośnicy The Dead Weather mają dwa powody do świętowania. Po pierwsze, zespół po pięciu latach przerwy wraca do gry i we wrześniu wreszcie ukaże się trzeci longplay formacji, „Dodge & Burn”. Po drugie, w tym tygodniu (czwartek, 9 lipca) szanownemu Willy’emu Wonce rock and rolla, czyli Jackowi White’owi, stuknie okrągła czterdziestka.

W związku z tym przypominamy najlepsze kawałki członków supergrupy The Dead Weather, razem w zespole, ale i z osobna, bo Alison, Jack, Dean i Mały Jack mają w dorobku mnóstwo genialnych numerów.



The Dead Weather – „Forever My Queen” (cover repertuaru Pentagram)

Na przekór startuję od coveru, a nie autorskiego numeru The Dead Weather. To od niego supergrupa rozpoczynała swoje koncerty. Grając ten kawałek podczas Open’era A.D. 2010, w kilka sekund zawładnęli publicznością, wprowadzając ją w trans. Nie miały znaczenia ani grypa Alison, ani koszmarne 34 stopnie pod główną sceną. Do dziś, gdy wspominkowo oglądam w sieci amatorskie filmiki z tego koncertu, mam ciarki na plecach.

I jeżeli ktoś śmie twierdzić, że kobieta nie może zaśpiewać kawałków weteranów z Pentagramu z taką mocą, jak oni, to chyba nie widział w akcji Pani Mosshart.

The Dead Weather – „Buzzkiller”

Na krążek „Dodge & Burn” będziemy musieli poczekać do jesieni, jednak już znamy fragment jego zawartości. Przez ostatnie dwa lata, w ramach subskrypcji The Vault, The Dead Weather wypuścili cztery nowe kompozycje, w tym prezentowany numer „Buzzkiller”.

Nowe wydawnictwo powstawało bardzo długo i niesystematyczne, gdyż członkowie supergrupy są zapracowani przy innych projektach. Niestety, płyty nie usłyszymy też na żywo – „Dodge &Burn” nie będzie wspierała trasa koncertowa, nie wiadomo też, czy The Dead Weather pojawią się na promocji w telewizji.

The Dead Weather – „Treat Me Like Your Mother”

Trochę prywaty. To był pierwszy kawałek The Dead Weather, jaki usłyszałam. Odtworzyłam go potem jakieś czterdzieści razy z rzędu, taki był dobry. Najbardziej pasuje do niego określenie: „złowieszczy”. Świetnie brzmi tu melorecytacja, ba, niemal rapowanie Jacka. Genialnie wygląda też minimalistyczny teledysk w stylu Tarantino. Może w klipie Jack i Alison mają beznadziejny cel, ale mnie wtedy ustrzelili.

The Dead Weather – „New Pony” (cover repertuaru Boba Dylana)

Zazwyczaj media i ortodoksyjni fani Jacka Whtite’a traktują projekt The Dead Weather po macoszemu, raczej jako tymczasową supergrupę, a nie regularny zespół. Szkoda, bo dla mnie jest to najbardziej intrygujące wcielenie tych muzyków. Generalnie pierwsza płyta „Horehound” była przyjęta dość chłodno. Krążkowi zarzucano, że nie umywa się do dokonań The White Stripes, jest zbyt garażowy, brakuje mu potencjału na wielkie przeboje. Ale może to jest atut? Takie zachrypłe, niechlujne brzmienia dają świetny efekt, tworzą niekonwencjonalne połączenia. Kto by się spodziewał, że cover utworu Dylana „New Pony” można nagrać w tak nonszalanckim wydaniu? A efekt końcowy jest fenomenalny.

The Dead Weather – „Die by The Drop”

Pamiętam, gdy jeden z krytyków napisał, że Alison i Jack w The Dead Weather brzmią jak dwa koty walczące ze sobą na śmietniku. Trudno się z tym opisem nie zgodzić. Szczególnie kawałki z „Sea of Cowards” są kakofoniczne. Żadnych chwytliwych refrenów. Żadnych schludnych riffów.
Szczytem owego zgiełku jest główny singiel „Die by the Drop”. Nie dość, że brzmiał brutalnie i psychodelicznie, to jeszcze promował go teledysk Florii Sigismondii (tej od „Blue Orchid”), wystylizowany na kadry z filmów Tima Burtona. Trzeba przyznać, że Alison i Jack są tam dziwnie podobni do Heleny Bonham Carter i Johnny’ego Deppa 🙂

The Dead Weather – „Gasoline”

Supergrupa z Nashville uwielbia sięgać po motywy retro. Dowodem na to jest chociażby piosenka „Hustle and Cuss” z krążka „Sea of Cowards”. Na pierwszy plan wybija się tam popisowy riff Jacka Lawrence’a na basie. Z kolei Alison na tej płycie wielokrotnie udowadnia, że jest opętaną wiedźmą. Najbardziej słychać to w garażowym numerze „Gasoline”, gdzie wspina się na szczyty swoich wokalnych możliwości. Brzmienie tego kawałka fenomenalnie nawiązuje do estetyki horrorów klasy B.

The Dead Weather – „Will There Be Enough Water”

Wcale a wcale The Dead Weather nie specjalizują się tylko w wypluwaniu z siebie chłoszczących riffów i piekielnych wrzasków. Gdy zwalniają tempo, żonglują klasycznymi, bluesowymi motywami. Dowodem na to kompozycja „Will There Be Enough Water”, jak na tę kapelę bardzo długa, która ekstatycznie snuje się i rozwija. Jest to również jeden z rzadkich momentów w The Dead Weather, gdy Jack White porzuca perkusję i samodzielnie tworzy wirtuozerskie riffy.

Jack White – „Lazaretto”

At primo, sto lat panie Jacku, rodacy są z Pana dumni! A już najbardziej z Lubzina.

Czasami wydaje się, że solowo na płytach „Lazaretto” i „Blunderbuss” Jack chce pokazać, że wolno mu wszystko. Bezwstydnie sięga po country, odświeża zakurzone, bluesowe motywy z lat trzydziestych i czterdziestych. Czy takie starocie pasują do białych słuchawek od mobilnych odtwarzaczy?

No właśnie. Dlatego Jack promuje winyle, granie po staremu, z duszą. Statystyki pokazują zresztą, że jego wytwórnia Third Man Records generuje lwią część globalnej dystrybucji czarnych krążków. White bawi się muzyką, tworzy płyty z hologramami i zamiast po bożemu sprzedawać je w sklepie, prowadzi podniebną dystrybucję balonami. Dlaczego? Bo może wszystko. Bo jest Jackiem White’em.

The Kills – „Future Starts Now”

W Wielkiej Brytanii duet The Kills – Alison Mosshart i Jamie Hince – są znani głównie z tego, iż pan Hince jest mężem niejakiej pani Kate Moss. Minimalistyczną muzykę The Kills uwielbiają też „it girls”, które dyktują trendy i podpowiadają, jakie szaliczki trzeba nosić na Oxford Street. Mimo to przez lata duet dobrze radził sobie na Wyspach, ale w skali globalnej był raczej anonimowy.
Zmieniło się to dopiero po powstaniu The Dead Weather. Nawet sami Killsi się zmienili. Ich ostatni longplay „Blood Pressures” nie jest już tak oszczędny, słychać nawiązania do bluesa i… The White Stripes.

Alison rozpoczęła karierę malarską i wystawia psychodeliczne portrety w nowojorskich galeriach. Mimo zapowiedzianych kilku koncertów i zdjęć ze studia, na nowy krążek The Kills będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.

Queens of The Stone Age – „My God Is The Sun”

Parafrazując klasyka, „Rated R” najlepszym krążkiem Queens Of The Stone Age jest, jednak mimo szczerych chęci, nie mogę umieścić go w tym zestawieniu. Dean Fertita zasila szeregi QOTSA od czasów płyty „Era Vulgaris”, a najszerzej udzielał się przy ostatnim krążku, „…Like Clockwork”, gdzie grał na klawiszach i gitarze.
Dean jest też chyba najbardziej zapracowanym członkiem The Dead Weather. Gra na pełny etat w Queens of The Stone Age, koncertuje z Jackiem w jego solowych trasach. Poza tym, to nie White, a on odpowiada za generowanie piekielnych riffów dla supergrupy z Nashville. Nazwanie jego sytuacji presją byłoby sporym eufemizmem.

The Greenhornes feat. Holly Golightly – „There Is An End”

Jak zwykle wszyscy zapomnieliśmy o basiście. Jack Lawerence, znany także jako „Mały Jack” jest nie tylko podporą The Dead Weather, ale również innej grupy „Dużego Jacka”, czyli The Raconteurs. Jak sam mówi, grał już dla wszystkich, na wszystkim.

Ma także własną kapelę The Greenhornes, którą współtworzy z Patrickiem Keelerem z The Raconteurs. W zestawieniu nie mogło zabraknąć ich kawałka „There is An End”, który jest perełką ścieżki dźwiękowej do filmu „Broken Flowers”. Nic dziwnego, reżyser Jim Jarmusch jest wielkim fanem Jacka White’a i jego drużyny, co udowodnił w filmach „Kawa i papierosy” oraz „Tylko kochankowie przeżyją”.

***

Na zakończenie w tym zestawieniu miał znaleźć się jeszcze jeden kawałek The Dead Weather, przez lata brylujący w statystykach You Tube na najczęściej odtwarzany utwór tej grupy. Ale już go tam nie ma. Zablokowano niemal wszystkie fanowskie klipy. Mimo że miał tak wiele odtworzeń, nie znajdziemy go na longplayach formacji. Oficjalnie nie pojawia się też w serwisach streamingowych, np. Spotify.
Dlaczego, czyżby Jack White się czegoś wstydził?

L’enfant terrible grupy Dead Weather nazywa się „Rolling In On a Burining Tire”. Został nagrany na potrzeby sagi „Zmierzch”. Tak, Jack White nagrał piosenkę do filmu o wampirach. A fuj. Śmierć Cullenom. Hańba. Wina wiadomo czyja.

The Dead Weather prawie nigdy grali tej piosenki na żywo. Ale słuchacze i tak wiedzą, że ten kawałek istnieje 🙂

***

W ramach przypomnienia: trzeci longplay The Dead Weather -„Dodge & Burn” ukaże się we wrześniu tego roku. Na razie znamy nazwy czterech kompozycji: „Open Up (That’s Enough)”, „Rough Detective”, „Buzzkiller” i „It’s Just Too Bad”. Zestaw uzupełni osiem nowych utworów. Płyta ukaże się nakładem wytwórni Jacka White’a Third Man Records.
Poniżej znajdują się teasery do krążka „Dodge & Burn”:

Studyjną dyskografię formacji zamyka album „Sea of Cowards” z 2010 roku.

Komentarze

Anita Ceglińska

Marzyła o siatkówce, a skończyło się na popkulturze. W ciągu dnia bada pokolenie Y, po godzinach recenzuje premiery filmowe i muzyczne. Choć spędza długie godziny na Tumblrze i konwentach, za nic nie przyzna się do bycia geekiem i obsesji na punkcie BBC i "Hannibala". Nie umie żyć bez koncertów. Jak każdy padawan Jacka White'a trzyma na parapecie dziesiątki płyt - powodów do dumy i wyrzutów sumienia. Kiedyś rzuci wszystko i wyjedzie na Islandię.