11 najlepszych piosenek Phila Anselmo

Phil Anselmo fot. Archiwum Artysty||NajlepszePiosenki.pl


The one and only… Philip Hansen Anselmo i najlepsze piosenki z jego udziałem (a raczej zaledwie niewielka ich grupa), z których część, miejmy nadzieję, wybrzmi w Warszawie.

Znawca boksu, miłośnik krwawych horrorów, właściciel najseksowniejszych łydek w show-biznesie, a przede wszystkim wybitny metalowy wokalista i charyzmatyczny frontman. Z jego przyjściem Pantera zmieniła się z heavymetalowego zespoliku w pełnokrwistą, groove-metalową bestię. The one and only… Philip Hansen Anselmo i najlepsze piosenki z jego udziałem (a raczej zaledwie niewielka ich grupa), z których część, miejmy nadzieję, wybrzmi w Warszawie.

Pantera – „I’m Broken”

Listy najlepszych piosenek Phila Anselmo nie można zacząć inaczej. „I’m Broken” to przebój 1994 roku. Nie śmiejcie się, płyta „Far Beyond Driven”, z której pochodzi utwór zadebiutowała na 1. miejscu Billboardu, co było precedensem w przypadku ekstremalnego grania. Numer otwiera najlepszy riff w historii (moim skromnym zdaniem). Gniew, agresja, moc i siła zaklęte w kilku nutach. No i ten luz! Kwintesencja Pantery i mistrzostwo gatunku. Tak podobał mi się popis Dimebaga, że za każdym razem, gdy MTV puszczało teledysk, nagrywałem pierwsze 30 sekund.

Pantera – „Cemetery Gates”

Jak każdy szanujący się zespół metalowy, Pantera miała w swym dorobku wolne piosenki. „Cemetery Gates” to przykład klasycznej power ballady. Na dodatek doskonałej. Mrocznej, podszytej smutkiem, ukazującej szerokie spektrum wokalnych umiejętności Phila Anselmo. Od wrzasków, przez niemal czułe śpiewanie, które wzruszy każdą nastolatkę, po niezbędne w heavy-graniu wysokie rejestry. Zawsze z pełnym zaangażowaniem. „Cemetery Gates” to jednocześnie numer pokazujący dwa oblicza Pantery – melodyjnej, z miękkimi solówkami, czerpiącej z lat 80., a zarazem pewnie kroczącej ciężkim krokiem w kierunku nowego, groźniejszego, metalowego grania lat 90.



Pantera – „This Love”

Jedna z moich ulubionych piosenek Pantery. I nie tylko moja. Pierwszy utwór kapeli, który znalazł się na Billboard Hot 100 i dotarł do zacnego 6. miejsca. Trochę balladowy numer, a trochę… nie. Wolne zwrotki, przeplatają się z chłoszczącymi riffami i refrenem, który leje po pysku/dupsku, aż miło.

Down – „Bury Me in Smoke”

Esencja amerykańskiego Południa. Mocne, rytmiczne granie, gęste gitary, niskie strojenia, walcowate tempo, nieco majestatu, sporo fajnego brudu. Fantastyczna, dostojna piosenka, która na żywo niesamowicie pęcznieje.

Down – „I Scream”

Jak cały album „Over the Under”, „I Scream” ma swe korzenie w Black Sabbath. Przestrzenna perkusja, luźny bas i jakby niechlujny riff. Numer wygrywa przede wszystkim pod względem kompozycji, w której pojawia się kilka ciekawych wątków, jak chociażby karuzelowa wstawka, sprytne tasowanie pomiędzy szybszymi i wolniejszymi fragmentami. Jak na prostą, wpadającą w ucho, iście radiową rockową piosenkę, naprawdę mamy do czynienia z ambitnym dziełem z pięknie zaaranżowanymi wokalami.

Phillip H. Anselmo & The Illegals – „Bedridden”


Wiemy, że Phil Anselmo ma świetny głos i pięknie śpiewać potrafi. Ale jak tylko ma okazję, czyli na przykład kiedy sam sobie jest szefem, najzwyczajniej w świeci lubi się powydzierać. Muzycznie krąży po tej samej galaktyce. Lubi toporne riffy, dźwiękowy gęstwiny, południowy klimat. Wokalnie to jednak czysta rzeź. Piękna surowizna. W „Bedridden” dodatkowo na uwagę zasługuje niemiłosiernie rozpędzona, dwustopowa perkusja.

Jarboe – „Overthrown”

Ekswokalistka Swans solo nagrywa płyty przeróżne gatunkowo, na które czasem zaprasza gości. Na „Mahakali” z 2008 roku jednym z nich był Phil Anselmo. Jarboe namówiła go na gościnny udział w pięknym, lekko nawiedzonym „Overthrown”. Akustycznym numerze, w którym Anselmo śpiewa tak jak chyba nie śpiewał nigdy wcześniej. Pokazuje swoją subtelną, łagodną stronę, śpiewa czysto, zmieniając siłę ekspresji, recytuje, wspaniale dominując przez większą część piosenki. Dopiero pod koniec wokalizy Jarboe wysuwają się na plan pierwszy. Całość przypomina trochę zaginiony skarb muzyki średniowiecznej lub renesansowej. Anselmo jako trubadur? Czemu nie?!

Iommi – „Time Is Mine”

Tony Iommi nierówne miał swoje solowe płyty, ale na każdej znajdowała się jakaś perełka. Na albumie „Iommi” z 2000 roku pojawiła się cała plejada gwiazd ciężkiej i niezależnej muzyki, w tym Phil Anselmo. Wściekle, furiacko wręcz zaśpiewał w „Time Is Mine”, metalowym, wolno sunącym ciężarze w klimacie doomowo-psychodelicznym. Jednym z najmocniejszych punktów albumu.

Superjoint Ritual – „The Alcoholik”

Phil od używek kiedyś nie stronił, oj, nie stronił. Parę minut śmierci klinicznej nie wzięło się z wdychania zapachu kwiatków na rabatce u babci. Do kielicha do dziś chyba zagląda, choć z większym umiarem. Chlaniu oddał kiedyś hołd z Superjoint Ritual na świetnej debiutanckiej płycie. Z brzmieniem brudnym jak leśna chata w nowoorleańskim lesie po trzydniowej imprezie. Stoner, sludge, żwawy i miły do słuchania. Polecam niskobudżetowy klip, w którym czołową rolę gra Jimmy Bower.

Necrophagia – „Cannibal Holocaust”

Phil i Killjoy to nie tylko dobrzy kumple, rozkochani w filmach o rozczłonkowywaniu człeka na rozmaite sposoby, byle było dużo krwi i krzyku. Anselmo jako Anton Crowley był członkiem Necrophagii i popełnił z nią parę płyt, w tym kultową „Holocausto De La Morte”. Na przełomie wieków, gdy Phil angażował się w multum projektów, znalazł też czas na nagranie z Killjoyem et consortes EP-ki, której tytuł, jak i tytułowy kawałek, był hołdem dla maksymalnie odjechanego i brutalnego horroru „Ruggero Deodato”. Numer jest odpowiednio zakręcony i ma świetnie dobraną dawkę brutalności. Dla niewtajemniczonych, Phil szarpie tu sześć strun. I tyle.

Arson Anthem – „Death Of An Idiot”

W zasadzie cała pierwsza płyta Arson Anthem warta jest polecenia. Wkurzona, surowa, wściekła mieszanka D.R.I., Circle Jerks, Minor Threat, Discharge, The Exploited, Black Flag, i tym podobnych, z Philem w roli gitarzysty i współkompozytora. Wchodzi jak w masło. Ten numer oprócz bezpośredniego naparzania ma też świetnie, pokręcone wstawki gitarowe. Jakby dziecko uczyło się grać na wiośle w oparach trawy.

Phil Anselmo zagra 2 lipca w warszawskim klubie Progresja Music Zone. Organizatorem koncertu jest Metal Mind Productions. Miło nam poinformować, że będziemy mieli bilety do wygrania na ten koncert. Konkurs wkrótce.


Komentarze

Lesław Dutkowski

Marzy mu się "kolacja" w Rainbow Bar and Grill w Los Angeles, na której byliby, rzecz jasna, Lemmy Kilmister plus Keith Richards, Paul McCartney, Neil Peart oraz, żeby zachować parytet, Lisa Gerrard, Jarboe, Madonna i Lady Gaga. Wierzy, że wykręciłaby się z tego niezła imprezka z mnóstwem anegdot. Miłośnik futbolu. Jako dyscypliny, bez kibicowsko-kibolskich podtekstów. Na basie grać się nie nauczył, choć próbował (za krótko). W muzyce robi od przełomu wieków. Zaliczył dekadę w serwisach muzycznych dwóch wielkich portali. Narobił dla nich parę setek wywiadów i jeszcze więcej recenzji oraz newsów. Wciąż nie ma dość.