11 najlepszych piosenek Robbiego Williamsa

Robbie Williams fot. NajlepszePiosenki.pl/Universal Music Polska


Pośród wielkich gwiazd, która zapełniają stadiony Robbie Williams jest chyba najnormalniejszy. Oczywiście wiemy, że ma kolekcję luksusowych samochodów, choć przecież nie da się jechać więcej niż jednym na raz. Ale po prostu go lubimy i to nie dlatego, że miewa problemy z otyłością i alkoholem. Chyba też nie dlatego, że był czas kiedy sypiał z każdą napotkaną modelką i piosenkarką (podobno ze Spice Girls nie przespał się tylko z jedną). Lubimy go, bo na scenie daje z siebie wszystko i czerpie autentyczną radość ze spotkań ze swoimi fanami. No i na dodatek całkiem nieźle śpiewa.

Robbie Williams zagra już 17 kwietnia w Tauron Arenie w Krakowie. Artysta pojawi się w Polsce w ramach „Let Me Entertain You Tour”. Podczas koncertu zagra największe przeboje a my mamy dla was 11 jego najlepszych piosenek.

„Rock DJ”

Rockowym DJ-em to Robbie na pewno nie jest, acz tak naprawdę mało to istotne. Numer opowiada o tym, jak facet próbuje zaimponować dziewczynie będąc DJ-em.



Niemałe poruszenie wywołał teledysk. Nie dlatego, że Robbie odstawia striptiz, ale dlatego, że jest to najbardziej zaawansowany striptiz, jaki widzieliśmy – poza ubraniem, Williams zdejmuje bowiem też skórę, prezentując zakrwawione mięśnie i ścięgna, których w końcu tęż się pozbywa, obrzucając mięsem podniecone kobiety. W finale widzimy tańczący szkielet. Wiele stacji ocenzurowało klip. Na Dominikanie całkowicie zakazano emisji filmiku, dopatrując się tam satanistycznych treści. Za reżyserię odpowiadał Vaughan Arnell.

Wideo dostało nagrodę podczas BRIT Awards w 2001 roku.

Numer ma w sobie coś z przebojów George’a Michaela, a zarazem odrobinę hip-hopu.

W piosence wykorzystano sample „It’s Ecstasy When You Lay Down Next to Me” Barry’ego White’a i „Can I Kick It?” A Tribe Called Quest.

„Kids”

Najseksowniejsza piosenka w repertuarze Robbiego Williamsa. Nie ma się jednak co dziwić, Kylie już tak ma, że podnosi temperaturę zarówno utworów jak i teledysków.

O „Kids” już jednak pisaliśmy przy okazji „9 najlepszych piosenek Kylie Minogue”, więc pokornie odsyłamy do lektury.

„Let Me Entertain You”

Kiedy Robbie prosi, by pozwolić mu, by nas rozerwał, nie można odmówić. W tekście „Let Me Entertain You” pojawia się mnóstwo dwuznaczności i insynuacji, a zasadniczo chodzi o to, by namówić kogoś do zdrady. Kogoś, bowiem choć podmiot liryczny jest mężczyzną, zdradzany też, nie jest jasno powiedziane czy zdradzająca osoba to pan czy pani.

Anglik, który nie jest mistrzem dyplomacji i czasem lubi coś chlapnąć, w jednym z wywiadów tak komentował sugestie dziennikarzy. – Mnóstwo homoseksualnych gwiazd popu udaje heteroseksualistów – powiedział Robbie Williams. – Ja zacznę ruch heteroseksualnych gwiazd udających gejów.

Kawałek z fajnym odchyleniem w stronę R&B. Głośne dęciaki, chóry i iście gospelowe uniesienie. Pachnie też trochę psychodelicznymi rockowymi hitami zespołów pokroju Primal Scream czy Kula Shaker, choć Robbie i jego współpracownik Guy Chambers przyznają się do inspiracji The Rolling Stones, a dokładniej filmem „Rock ‚n’ Roll Circus” i The Who.

– Kiedy zaczęliśmy pisać demo, pojawił się ten szalony beat – wspominał wokalista. – Był hardcore’owy i bardzo byłem tym podekscytowany. Nadal zresztą jestem, gdy to słyszę. Może to nie heavy metal, ale powiedziałbym, że to coś w stylu camp rock opera.

„Angels”

Choć numer dotarł „zaledwie” do 4. miejsca UK Charts, spędził na liście 27 tygodni i jest największym singlowym bestsellerem Robbiego Williamsa.

Wokół piosenki pojawiła się kontrowersja, związana z prawami autorskimi, które pierwotnie przypisywano tylko Williamsowi i Guyowi Chambersowi. Okazało się jednak, że współtwórcą pierwotnej wersji był mało znany irlandzki muzyk, Ray Heffernan.

Spotkaliśmy się w pubie w Dublinie w czasie świąt w 1996 roku – opowiadał Heffernan. – Potem poszliśmy na kolejne piwa i ostatecznie Robbie wylądował u mnie. Postanowiliśmy popracować razem. Miałem numer napisany w Paryżu „An Angel Instead”, który mu się spodobał i nad którym popracowaliśmy. Potem zadzwonił do Louisa Walsha, żeby zorganizował nam czas w studiu. Nagraliśmy więc swoją wersję w Dublinie. Potem pojechał do Londynu i straciliśmy kontakt. Później bardzo się zdziwiłem, kiedy usłyszałem „Angels” na jego płycie.

Ostatecznie Heffernan otrzymał 7,5 tysiąca dolarów za prawa autorskie, zrzekając się tantiem. Robbie jednak upiera się, że napisał piosenkę sam z Chambersem w niespełna 25 minut. Numer ma opowiadać o jego wujku i ciotce.

W Wielkiej Brytanii to nie tylko jedna z popularniejszych piosenek wykonywana podczas zabaw karaoke, ale i… na pogrzebach.

Teledysk nakręcił Vaughan Arnell (ten od „Rock DJ”). Wideo powstało w Saunton Sands.


„The Road to Mandalay”

Absolutnie moja ulubiona piosenka Robbiego Williamsa. Mnóstwo w niej wdzięku, pewnej lekkości, przyjemnej melancholii. Odrobina oldschoolowego klimatu i brutalnie zaraźliwe „bum-bum-bum-ba-da-dum-ba-bum” i inne „pam pa ram”.

Zawsze też uśmiecham się na dźwięk tego utworu, przypomina się bowiem Tomasz Sianecki nucący „The Road to Mandalay” na antenie Trójki i po wyśpiewaniu wspomnianych „bum-bum-bum-ba-da-dum-ba-bum” i inne „pam pa ram” rozbrajająco podsumowujący, że angielski to jednak prosty język;)

„Supreme”

Megafajny teledysk i nieustępujący mu utwór. Wideo o tytule „Gentlemen racers”, stylizowane na lata 70., stanowi hołd dla brytyjskiego kierowcy Formuły 1, Jackie Stewarta. Robbie wciela się w fikcyjną postać Boba Williamsa, rywalizującego ze Stewartem.

Piosenka, podobnie jak „The Road to Mandalay”, okraszona melancholią, a ponadto ślicznymi smykami. Zwiewna, zgrabna, lekko rozbujana.

Numer wykorzystano w czołówce serialu „Londyńczycy”.

„Tripping”

Dla odmiany, w napisaniu tego utworu nie pomógł Robbiemu sprawdzony Chambers, lecz Stephen Duffy. Muzyczną, a dokładniej rytmiczną inspirację panowie czerpali z dokonań The Clash.

Powiedziałabym, że jest w tej piosence nieco wpływów ska, reggae i orientalnych motywów. Kompozycyjnie na pewno jedna z bardziej zagmatwanych, niestandardowych propozycji w dorobku Williamsa. Dzieje się tu naprawdę dużo.

To coś w stylu minigangsterskiej opery – wyjaśniał Robbie Williams. – Jak „Porachunki” i „Przekręt” razem wzięte.

„Feel”

Bodaj najbardziej hollywoodzka piosenka Robbiego Williamsa. Niby ballada, ale z amerykańskim feelingiem, mięciutką gitarą i pełnym przejęcia refrenem. Trochę ową amerykańskość psuje beat, za to kowbojski teledysk wyrównuje rachunki.

Na klip warto zwrócić uwagę także ze względu na udział Daryl Hannah.

Większość wokali pochodzi z nagrania demo – opowiada Anglik. – Próbowałem to później zaśpiewać jeszcze raz, ale nie wychodziło mi tak dobrze, jak za pierwszym razem. Wtedy włożyłem w to całe serce. To piosenka o kimś, kto nie jest pewny swego miejsca na świecie i czuje się zagubiony.

Cytat „First they ignore you, then laugh at you and hate you. Then they fight you, then you win” to słowa Mahatmy Gandhi.

„Bodies”

Bondowskie smyki, refren do machania rękami na koncertach, mocne, hiphopowe zwrotki, subtelna taneczna pulsacja i gospelowe zaśpiewy. Pozornie spory muzyczny bałagan, ale choć nie jest to najlepsza piosenka Robbiego Williamsa, jest całkiem niezła i na pewno ciekawa.

Myślałem, że ta piosenka ma jakieś głębsze znaczenie, ale tak naprawdę to jakiś bełkot – przyznał Anglik. – Tekst jest dziwny, wręcz dziwaczny. Mniej więcej chodzi o teorie spiskowe, katolicyzm i o to, że chcemy wyglądać dobrze nago – stać przed lustrem i być zadowolonym z tego, co widzimy.

W innym wywiadzie muzyk przyznał, że był upalony, gdy pisał ten utwór.

Wideo nakręcono na pustyni Mojave. W klipie wystąpiła przyszła żona piosenkarza, Ayda Field.

„Millennium”

Najbardziej bondowska spośród piosenek Robbiego Williamsa. Powód dość oczywisty. W kompozycji wykorzystano sample z utworu „You Only Live Twice” Johna Barry’ego z filmu „Żyje się tylko dwa razy”. Dodać trzeba, że wokalista nie wykorzystał oryginalnej aranżacji z 1967 roku, lecz ponownie nagrał sekwencje smyczkową, która nadaje charakter piosence. Oddać wszystkie zasługi Johnowi Barry’emu byłoby jednak niesprawiedliwie. To dzięki Robbiemu Williamsowi piosenka nabrała lekkości i stała się takim przebojem (pierwszy numer jeden Robbiego Williamsa w Wielkiej Brytanii).

Teledysk nawiązuje oczywiście do filmów o Bondzie a nagrywany był w studiach Pinewoods znanych m.in. właśnie z tego, że powstała tam większość produkcji o agencie 007. Choć w klipie pojawia się kilka razy samochód Bonda, czyli Aston Martin, Robbie Williams odjeżdża ze studia dość pokracznym pojazdem, który nosi nazwę… Bond Bug (co można by przetłumaczyć na Garbus Bonda :-).

„Something Stupid”

Nie ma co się oszukiwać. Najsłynniejszą i najwspanialszą wersję tej piosenki nagrali Frank Sinatra i jego córka Nancy Sinatra. W czasach gdy nagrywano tę kompozycję wzbudziła ona nieco kontrowersji, gdyż jej wymowa jest przecież jednoznacznie miłosna i raczej nie powinna być śpiewana przez członków rodziny jeśli nie są mężem i żoną. Nancy Sinatra uważała za słodkie, że niektórzy nazywali „Something Stupid” kazirodczą piosenką.

Robbie Williams postąpił nieco mniej ryzykownie i do swojej wersji zaprosił Nicole Kidman. Choć oboje nie dysponują wielkimi głosami, a muzycznie ich interpretacja rożni się niewiele, trzeba przyznać, że piosenka ma wielki urok i tak się spodobała Anglikom, iż stała się piątym numerem jeden wokalisty.

Cukierkowy teledysk zrealizowany został przez znanego nam już Vaughana Arnella.

Robbie Williams

Miejsce: Kraków, Tauron Arena Kraków
Data: 17 kwietnia 2015
Organizator: Live Nation


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.