11 najlepszych piosenek The Sisters of Mercy

The Sisters of Mercy fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl

The Sisters of Mercy wracają do Polski i bardzo nas to cieszy.

Dyskografia The Sisters of Mercy nie jest przepastna – 3 albumy, kilka EP-ek, dwie kompilacje. Co nie znaczy, że nie ma w czym wybierać. My wybraliśmy 11 najlepszych piosenek, z których większość zapewne wybrzmi 5 sierpnia podczas 10. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty.

11. „Body and Soul”

Surowy, monotonny numer. Bardziej syntetyczny niż rockowy, choć gitar nie brakuje.

Pierwszy utwór The Sisters of Mercy, który znalazł się w zestawieniu UK Charts. Nagranie dotarło do 46. pozycji.



10. „Walk Away”

Trochę przypomina wczesne New Order. Rytm niemal klubowy, metaliczna gitara, ale kiedy Andrew Eldritch otwiera usta, wylewa się mrok.

Eldritch twierdził, że adresatem tekstu był Gary Marx, założyciel The Sisters of Mercy, który odszedł w 1985 roku.

– To może być o mnie, a może nie być, mało mnie to obchodzi, bo nie przepadam za tą piosenką – komentował Marx.

Niestety, singel nie przebił się do brytyjskiego top 40.

9. „Detonation Boulevard”

Zaczyna się zaskakująco jak na The Sisters of Mercy, bo od niemal bluesowej gitary. Dalej mamy klasyczne hardrockowe brzmienie, z równym rytmem do przytupu. Po lekkim podrasowaniu, Alice Cooper spokojnie mógłby przygarnąć ten numer.

W chórkach udziela się Maggie Reilly, tak ta od „Family Man” i „Moonlight Shadow” Mike’a Oldfielda.

8. „Alice”

Utwór pochodzi z singla z 1982 roku. Na stronie B znalazł się numer „Floorshow”. Żaden nie trafił na album „First and Last and Always”. Trafił natomiast na EP-kę „Alice” oraz kompilację „Some Girls Wander by Mistake”. Kawałek bardzo w stylu The Cure, szczególnie brzmienie gitary i rozedrgany bas.

Numer idealny do gniewnego stania w kącie na imprezie.

7. „Temple of Love”

Bardziej znana jest druga wersja utworu z 1992 roku z udziałem izraelskiej wokalistki Ofry Hazy, która dodała nagraniu orientalny posmak. The Sisters of Mercy wykonali piosenkę w brytyjskim programie telewizyjnym „Top of the Pops”, gdzie przedstawiano najpopularniejsze nowe numery.

Dynamiczny, rytmiczny, naprawdę chwytliwy kawałek.

Oryginalna kompozycja pochodzi z 1983 roku.

6. „Valentine”

Prawdopodobnie są lepsze piosenki na Walentynki, ale ja bardzo lubię tę posępność, nerwową gitarę, podskórne napięcie. Podoba mi się subtelnie budowana dramaturgia, a z drugiej strony zapętlenie. No i jakoś zawsze wrażenie na mnie robił tekst „Waiting for another war and waiting for my valentine”.

5. „This Corrosion”

Na pewno jeden z największych przebojów The Sisters Of Mercy. I mówienie o przeboju nie jest przesadzone. Klip hulał po MTV, a singel dotarł do 7. miejsca UK Charts. Ta piosenka to kwintesencja lat 80. Soulowe chórki, taneczny beat, ostra gitara. Po pewnych obróbkach, przeniesieniu akcentów można by umieścić ten utwór w dorobku Duran Duran.

Albumowa wersja trwa 11 minut, singlowa jest oczywiście krótsza. W nagraniu wykorzystano 40-osobowy chór z Nowego Jorku. Za produkcję odpowiadał Jim Steinman, który pracował z Meat Loafem.

– To numer o idiotach w pełnej krasie, którzy kroczą po tym świecie niczego sobą nie reprezentując – wyjaśniał lider The Sisters of Mercy, Andrew Eldritch. – O ludziach, którzy śpiewają o rewolucji, ale nie wiedzą, co to znaczy. Śpiewają o korozji, a sami się rozpadają. O tych, którzy nie rozumieją.

4. „Gimme Shelter”

Fani The Rolling Stones i całej rzeszy innych artystów, którzy przerabiali ten numer mogą się zżymać, ale „Gimme Shelter” moim zdaniem najlepiej wypada w wykonaniu The Sisters of Mercy. Pasuje do tej piosenki ta beznamiętność, mrok, zimna gitara.

– To były ciężkie, brutalne czasy – opowiadał o okolicznościach powstania utworu Mick Jagger. – Trwała wojna w Wietnamie. Przemoc na ekranach, plądrowanie, palenie. To nie była wojna, jaką znaliśmy w konwencjonalnym znaczeniu tego słowa. Była okropna i ludziom się nie podobała. Ludzie się sprzeciwiali, nie chcieli walczyć. Sam numer natomiast opowiada o końcu świata, o apokalipsie.

3. „Dominion/Mother Russia”

Syntetyczny rytm, metaliczna gitara i mocne brzmienie z donośnymi wokalami. Jest w tym coś dostojnego, epickiego, coś z hymnu. I… saksofon… w końcu mamy drugą połowę lat 80.

Utwór został zainspirowany sonetem „Ozymandias” Percy’ego Bysshe Shelley’ego z 1818 roku, a także (część „Mother Russia”) wybuchem reaktora w Czarnobylu. Ta część ma antyamerykański wydźwięk. – To o Europie będącej prostytutką Ameryki – powiedział szef The Sisters of Mercy, Andrew Eldritch.

2. „More”

Można nie być fanem The Sisters of Mercy, ale nie docenianie tego utworu to już przesada. Kompozycyjnie to przecież cudo. Rozedrgany, niepozorny początek zapowiadający coś wielkiego. Świetnie się ten numer rozrasta, rozkręca, a kiedy myślimy, że z gitarami i Eldritchem warczącym „I want more” dostajemy kulminację, wchodzą cudowne kobiece wokalizy. No i jeszcze ten fortepianowy finał (przypomina „Epic” Faith No More, prawda?).

1. „Lucretia My Reflection”

Ten bas, ta sucha perkusja. Zwrotka jest jednym wielkim zapętleniem, bez grama urozmaicenia, a jednak cały utwór jednak ma sporą siłę rażenia. Ma w sobie coś prostego, bezpośredniego, co trafia dokładnie w cel.

Tytułowa Lukrecja to Lukrecja Borgia.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.