11 powodów, dla których warto jechać do Sztokholmu

Sztokholm fot. NajlepszePiosenki.pl

Sztokholm to absolutnie cudowne miejsce, miasto jak dziecięce marzenie. Wszystko tu jest jak w bajce. No prawie wszystko.

10. Pogoda

Sztokholm leży dokładnie 1035 km od Krakowa, zdawać by się mogło więc że powinien być znacznie zimniejszy niż Kraków, a nie jest. Średnia temperatura w Sztokholmie jest tylko jeden stopień niższa niż w Krakowie. W stolicy Szwecji podobnie jak w kontynentalnej Polsce są zimne zimy i ciepłe lata. Jednym słowem jak będziecie mieli szczęście to możecie się załapać na całkiem ładną pogodę. Na ciepłą wodę jednak nie liczcie 🙂



9. Midsommar

Jeśli nie przepadacie za tłumami to jedźcie do Sztokholmu podczas letniego przesilenia. Szwedzi, a w każdym razie Szwedzi mieszkający w Sztokholmie wyjeżdżają wtedy ze swojego miasta na archipelag do domów letniskowych. Miasto wygląda nieco jak wymarłe, ale ma to swój urok. Dodatkowym atutem tego okresu jest to ze praktycznie nie robi się ciemno. O godzinie 23 jest jeszcze całkiem jasno a ciemnawo robi się dopiero koło 2, a o 4 znowu jasno. Białe noce to jednym słowem zjawisko, którego można doświadczyć nie tylko na biegunie i Islandii.

8. Komunikacja

Komunikacja miejska w Sztokholmie jest dokładnie taka jak sobie wyobrażacie. Punktualna, prosta w obsłudze, po prostu znakomita. Ichniejsze MPK nazywa się SL i wyprodukowało aplikacje do podróżowania po mieście. Gdy wpiszesz w niej miejsce do którego chcesz dotrzeć dokładnie wskaże Ci jak masz tam dojechać łącznie z informacjami typu „teraz przejdź siedem metrów po chodniku do przystanku”. Niestety wadą sztokholmskiego metra, tramwajów i autobusów jest cena. Bilet jednorazowy, który zresztą nie jest dostępny wszędzie kosztuje 44 korony, czyli jakieś 18,50. Oczywiście można kupić kartę, która jest sporo tańsza – trzydniowa kosztuje 250 koron (około 105 zł), ale ja polecam ze wszech miar… rower.

2. Rowery

Rowery w Sztokholmie to naprawdę znakomity środek transportu. Po pierwsze są tanie (dostęp do miejskich rowerów na cały sezon kosztuje tylko 250 koron (105 zł), a na trzy dni 165 koron (70 zł). Korzystanie z rowerów jest super proste, po wykupieniu abonamentu dostajemy kartę, którą przykładamy przy stanowisku rowerowym i na tym koniec. Nic nie trzeba wpisywać, jedynie trzeba pamiętać by oddać rower po trzech godzinach, co o tyle nie jest problemem, ze przez trzy godziny można przejechać cały Sztokholm wzdłuż i wszerz. Po oddaniu od razu możemy pożyczyć kolejny rower.

Jazda na rowerze po Sztokholmie jest naprawdę miła i przyjemna. Wszędzie są ścieżki rowerowe, a często rowerostardy, gdy rowerzysta jedzie po ulicy kierowcy naprawdę na niego uważają. Wiecie co? Oni tam w ogóle nie trąbią. Szczerze mówiąc nie widziałem też korków, ale dokładnych badać nie przeprowadziłem.

1. Parki (Hagaparken)

Kluczowe jednak jest to, że w Sztokholmie jest cała masa zajebistych parków i terenów zielonych, które są znakomicie przystosowane do podróżowania na rowerze. Super genialna trasa wiedzie na przykład wokół wyspy Djurgården. To ta wyspa, na której jest lunapark Gröna Lund którego wieże widoczne są z całego Sztokholmu. Sama wyspa ma 4 kilometry długości więc objechanie jej to jakieś 10 kilometrów pięknej trasy ze wspaniałymi widokami. Po drodze można się zatrzymać na chwilę przy Isbladskärret, czyli jeziorku gdzie można obserwować fikuśne ptaszki z całkiem bliskiej odległości.
Pięknym miejscem na rowerową wycieczkę jest także Hagaparken, który co prawda nie jest już w Sztokholmie lecz w Solnej, ale od centrum Sztokholmu oddalony jest 5 kilometrów czyli rzut beretem.

7. Cmentarze (Norra begravningsplatsen)

Ingrid Bergman fot. NajlepszePiosenki.pl

Tak, wiem, że brzmi to trochę dziwnie, ale po pierwsze bardzo lubię film „Harold i Maude” (w którym bohaterowie chodzą pogrzeby obcych ludzi) a po drugie cmentarze w Szwecji są super. Przede wszystkim można na cmentarz wjechać na rowerze a nawet samochodem (w każdym razie na ten na którym byłem czyli, Norra begravningsplatsen). Po drugie na cmentarzach w Szwecji są tylko prawdziwe rośliny i… nic więcej. Nie ma kwiatów ciętych, tym bardziej nie ma kwiatów sztucznych i nie ma też w absolutnie żadnej formie zniczy. Po prostu grobowiec, trawka, drzewko, kilka małych kwiatków. Absolutnie cudowne miejsce. Ingrid Bergman kazała swoje prochy rozsypać na Archipelagu więc na cmentarzu jest jej tylko odrobinka.

Jak doniósł mi po przeczytaniu tego tekstu mój szwedzki przyjaciel Anders, Szwedzi palą jednak znicze na grobach. Robią to jednak zimą, gdy jest ciemno 🙂 Latem cmentarze są wolne od śmierdzących światełek.

5. Muzeum ABBY (ABBA The Museum)

Akurat tuż przed wyjazdem do Sztokholmu przeczytałem, że legendarny kwartet pracuje w studiu na wyspie Skeppsholmen w centrum Sztokholmu. Tym bardziej więc wizyta w muzeum ABBY nabrała dla mnie wyjątkowego wydźwięku (muzeum leży na położonej obok wsypie Djurgården). Założone ledwie w 2013 roku muzeum jest – jak na muzealne standardy – bardzo małe. Autorzy poszli jednak w multimedialność i pomysłowość. Na początek wchodzimy do ciemnej Sali, w której na okrągło wyświetlany jest film Jonasa Åkerlunda. Trochę wstyd się przyznać, ale specjalizujący się w teledyskach reżyser tak zmontował filmik, że po prostu popłakałem się ze wzruszenia.

W muzeum ABBY można, a nawet należy nagrać swoją wersję piosenek ABBY. Pamiętajcie jak będziecie w mini studio po pierwsze żeby zapisać swoje wokalne popisy, a po drugie żeby śpiewać blisko mikrofonu i głośno. Ja śpiewałem niestety cicho i na nagraniu ledwie mnie słychać (wiele świat na tym nie stracił) . Nagrania przez 30 dni są przechowywane na serwerze muzeum. ABBA The Museum nie jest tanie bo bilet kosztuje 250 koron szwedzkich (nieco ponad 100 zł), ale naprawdę warte jest tych pieniędzy. Oczywiście pod warunkiem, że choć trochę lubicie piosenki ABBY.

3. Moderna Museet

Moderna Museet, czyli muzeum sztuki współczesnej ma kilka zalet, wśród których nie do przecenienia jest cena za bilet wstępu: 0 koron (0 zł). Ale jest tych zalet więcej. Po drugie zbiory są niewielkie, więc po zobaczeniu wszystkich prac nadal wasz mózg będzie funkcjonował. Po trzecie jakoś tak przyjemnie się robi jak w tej samej sali wisi Jackson Pollock i Tadeusz Kantor. Po czwarte i kolejne Picasso, Dalí, Matisse, Miró czy Yves Klein. No i przed muzeum stoją rzeźby Niki de Saint Phalle, na które z przyjemnością wchodzą wszyscy niegrzeczni turyści z Polski.

6. Architektura

Sztokholm fot. NajlepszePiosenki.pl

Sztokholm jest miastem absolutnie pięknym. Nie jest to piękno w stylu Wenecji czy Sankt Petersburga żeby wspomnieć miasta też położone nad wodą. Jest to raczej piękno skromne, przywodzące na myśl słynne szwedzkie słowo lagom. Trudne do przetłumaczenie słówko oznacza coś w stylu złotego środka, nie za dużo, nie za mało. Cały Sztokholm właśnie taki jest. Kościoły nie są ogromne, wieżowce nie są najwyższe na świecie, ale wszystko jest jakieś takie… z gustem. Miałem akurat szczęście mieszkać na Hammarby Sjöstad, czyli jednej z najnowszych, nowoczesnych dzielnic Sztokholmu.

4. Gamla Stan

Gamla Stan to sztokholmskie stare miasto. Jest bardzo małe, bo położone na wyspie Stadsholmen, która ma 500 metrów szerokości. Jednym słowem w pół godziny można je obejść wzdłuż i wszerz. Generalnie jest to najdroższe miejsce świata więc jak już pooglądacie Pałac Królewski, Muzeum Nobla i kolorowe kamienice na Stortorget (ichniejszy rynek) możecie próbować znaleźć jakieś przyjemne miejsce do zjedzenia.



11. Jedzenie (Fiskgryta)

Normalna porcja obiadowa w Sztokholmie kosztuje 200 koron (84 złote) a jak jest bardziej fikuśna to nawet 300 koron (126 zł). Ja kupiłem za jedyne 125 koron (52 zł) bardzo przyjemne sznycle z mielonego mięsa łosia oraz równie przepyszną zupę rybną, która oni nazywają gulaszem rybnym (Fiskgryta). Miało to miejsce w lokalu, który nazywa się C&C na ulicy Skräddargränd 2B, jeśli wolno taką niezbyt ukrytą kryptoreklamę uprawiać.

Fiskgryta fot. NajlepszePiosenki.pl

Unikajcie natomiast jak ognia taniego jedzenia typu frytki z sosem aioli. W pewnym miejscu gdzie udało mi się znaleźć w Sztokholmie tanie piwo (jedyne 12 zł przed godziną siódmą, bo potem drożeje) zamówiłem sobie właśnie frytki i były to najgorsze frytki jakie w życiu jadłem. I to właśnie te frytki zmąciły mi nieco idylliczny obraz stolicy Szwecji.

Komentarze

Wojciech Duś

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.