12 najlepszych piosenek do Bonda i ta nowa

Najlepsze Piosenki do Bonda fot. Archiwum/NajlepszePiosenki.pl

Bond 24 na razie zapowiada się znakomicie. Twórcy właśnie ujawnili tytuł – „Spectre”. Każdy fan 007 na tę wieść podskoczył na krześle, oznacza to bowiem, że wraca Widmo i że znów Sam Mendes pokłoni się starym filmom z serii. Wiadomo też, że będzie Q (Ben Whishaw) i Moneypenny (Naomie Harris) i ekipa, która nakręciła znakomite „Skyfall”. Wszystko, jak wspomniałam, wygląda więc znakomicie. Miejmy nadzieję, że owa znakomitość nie ominie piosenki przewodniej. Na giełdzie nazwisk pojawiają się Sam Smith, Lana Del Rey czy Adele. Zanim jednak poznamy wykonawcę utworu do „Spectre”, przypomnijmy sobie 12 dotychczas najlepszych piosenek do Bonda. W kolejności od najmniej najlepszej do najbardziej najlepszej.

UPDATE:

Poza rankingiem piszemy, co myślimy o najnowszej propozycji – piosence Sama Smitha do „Spectre”

„Writing’s On The Wall”

Na papierze powinno się udać. Anglik, który zdobył sławę w USA (nie jest to takie powszechne), na dodatek superwrażliwy, gej, muzycznie specjalizujący się w balladach. PR-owsko Sam Smith to doskonały wybór. Niestety, 23-latek nie podołał jako twórca piosenki dla Jamesa Bonda. Sama kompozycja do filmu „Spectre”, której współtwórcą jest Jimmy Napes, a producentami Disclosure, nie jest zła (śliczna aranżacja), ale brakuje jej dramaturgii, dobrego refrenu, siły. Sam Smith pomylił dramaturgię z egzaltacją. Zamiast śpiewać pełną piersią, miauczy, tam gdzie powinien krzyknąć, zawodzi, a delikatne fragmenty są na granicy płaczu. Ktoś nie dopilnował i zapomniał, że nie ma to być nowy przebój Anglika, lecz utwór dla 007. Że potrzeba rozmachu, wielkich emocji i przede wszystkim REFRENU! Tymczasem „Writing’s on the Wall” przypomina niezbyt udolnie sklejony typowy numer Smitha z charakterystyczną dla bondowskich numerów produkcją. A nie o to do końca chodzi.

12. Chris Cornell – „You Know My Name”

W przypadku Chrisa Cornella zadziałał przede wszystkim element zaskoczenia. W czasie kiedy powstawało „Casino Royale”, ani Soundgarden, ani Audiosalve nie było u szczyty sławy. Amerykanin był też pierwszym facetem od blisko 20 lat, który śpiewał dla Jamesa Bonda (poprzednim był Morten Harket, który z a-ha wykonał w 1987 roku „The Living Daylights”). Nie mówiąc o tym, że Cornell miał superproste zadanie – nagrać coś, co nie będzie tak straszne jak poprzednia piosenka, czyli „Die Another Day” Madonny. Koniec końców, „You Know My Name” to całkiem przyzwoity numer dla 007.

– Chciałem orkiestry – wspomina Cornell. – Nie chciałem nagrywać piosenki do Bonda, która nie brzmiałaby jak piosenka do Bonda.

11. Paul McCartney & Wings – „Live and Let Die”

Do czasu, kiedy Chris Cornell przygotował „You Know My Name”, był to najbardziej rockowy bondowski numer. Zanim wszyscy rockmani i metalowcy zaczęli nagrywać swe symfoniczne płyty, w roku 1973 Paul McCartney pokazał, jak wykorzystać orkiestrę, by dawała czadu (Metallica powinna przed nagraniem swojego „S&M” posłuchać „Live and Let Die”). Świetne, agresywne dęciaki, mocarne instrumenty perkusyjne. No, a kompozycyjnie to prawdziwy rollercoaster.



I chyba nie muszę mówić, że gdyby nie Sir Paul, Guns N’ Roses nie wykonaliby fantastycznego coveru;)

10. Nancy Sinatra – „You Only Live Twice”

Ach te smyki, te harmonie, szybujące dźwięki i senna Nancy. Chyba najbardziej leniwie zaśpiewany bondowski numer. Gdyby nie wysmakowana, zapadająca w pamięć aranżacja, Sinatra raczej nie miałaby szans na miejsce w naszym zestawieniu. Ale ten wstęp… bajka.

9. Garbage – „The World Is Not Enough”

Garbage to chyba wykonawca piosenki do filmu o przygodach Jamesa Bonda, który najbardziej odszedł od swojego stylu.
Jeśli się wsłuchać, usłyszymy tam pewne znane z regularnej twórczości Shirley Manson i jej kolegów elementy, głównie w zwrotkach, ale jednak w tym numerze zespół więcej wziął z Bonda, niż dał z siebie, co dało w sumie bardzo ciekawy efekt.

– Uznałem, że Garbage idealnie nadadzą się do wykonania piosenki przewodniej, ponieważ uważałem, że Shirley Manson idealnie odnalazłaby się w świecie Bonda – argumentował kompozytor filmu „Świat to za mało”, David Arnold. – Cała sztuka polega na tym, że ta piosenka ma uwieść, skusić słuchacza.

8. Tom Jones – „Thunderball”

Głos Toma Jonesa robi naprawdę wielkie wrażenie. Mocny, silny i pełen ognia. Jeśli chodzi o kompozycję, cóż, mówimy o latach 60., kiedy piosnek nie pisało się na kolanie i brali się za to ludzie, którzy naprawdę to potrafili. W tym przypadku byli to John Barry (ówczesny kompozytor ścieżek muzycznych do filmów o szpiegu Jej Królewskiej Mości) i Don Black. Do potężnego głosu Jonesa trzeba było dopasować odpowiednio potężne aranżacje, stąd kapitalnie huczące kotły.

7. Gladys Knight – „Licence to Kill”

Filmy z Timothym Daltonem były dość kiepskie, jednocześnie za bardzo i za mało poważne. Z piosenkami do nich też nie było najlepiej, ale ładny wyjątek stanowiła tu Gladys Knight, która nagrała popowo-soulową piosenkę „Licence to Kill” typową dla drugiej połowy lat 80. Z miękkimi chórkami i ciepłymi syntezatorami. Gdyby nie orkiestrowe wstawki, spokojnie mógłby to być numer Whitney Houston.

6. Jack White i Alicia Keys – „Another Way to Die”

Jedna z bardziej zaskakujących bondowskich propozycji, zresztą nie tylko bondowskich, kto bowiem spodziewałby się pary Jack White i Alicia Keys? Okazało się, że z kontrastów można zbudować coś naprawdę dobrego. O „Another Way to Die” pisaliśmy już jednak przy okazji „13. najlepszych piosnek Jacka White’a”, zatem pokornie odsyłamy do tego tekstu.

5. Tina Turner – „GoldenEye”

Brawo Bono i The Edge! Nie umniejszając ich dokonań w ramach U2, „GoldenEye” to jedna z najlepszych piosenek, jakie napisali. Tina oczywiście bezbłędna i, choć niekoniecznie można się było po niej tego spodziewać, całkiem seksowna w swym śpiewaniu. Kawał żywego, prawdziwego, drapieżnego głosu na tle dość syntetycznej, wygładzonej produkcji.

Jeśli ktoś słyszy triphopowe elementy, to słyszy dobrze. Producentem kawałka był bowiem Nellee Hooper, znany ze współpracy z Massive Attack czy Björk.

Trzeba nadmienić, że czołówkę filmu, w której wybrzmiewa piosenka poprzedza jedna z najcudowniejszych scen w bondowskiej serii, gdy 007 skacze z klifu na motorze i… dogania spadający samolot. Miodzio!

4. Duran Duran – „A View to a Kill”

Proszę się nie krzywić i nie oburzać. Tak jest! Duran Duran. „A View to a Kill” to świetna, na wskroś ejtisowa piosenka. Z fajnymi duranowymi syntezatorami, zalotną gitarą, banalnymi zwrotkami i bajecznym refrenem, który każda dziewczyna po kilku drinkach z mniejszym lub większym wdziękiem będzie wyśpiewywać na całe gardło.

Poza tym, mówimy o utworze do jednego z najlepszych Bondów w historii. „Zabójczy widok” to kwintesencja odsłony z Rogerem Moore’em w roli głównej. Piętrzące się niedorzeczności, kosmiczne gadżety, nieprawdopodobne rozwiązania, czyli, jakby to powiedział prezydent Komorowski, odmęty absurdu i szaleństwa. Nie wspominając o obsadzie, z kapitalnym Christopherem Walkenem i niezrównaną Grace Jones jako May Day.

Numer dotarł na szczyt Billboardu i zdobył nominację do Złotego Globu. Duran Duran wykonali piosenkę podczas wielkiego charytatywnego koncertu Live Aid w 1985 roku w Filadelfii.

O zaangażowanie Duran Duran do wykonania piosenki przewodniej poprosił producenta Cubby’ego Broccoli… basista zespołu John Taylor.

3. Sheryl Crow – „Tomorrow Never Dies”

Przyznam, że ta piosenka do dziś przyprawia mnie o dreszcze. Chyba nikt, włącznie z Crow, nie spodziewał się tak pięknego nagrania. Artystka wzniosła się wysoko ponad swe umiejętności. Jasne, nie brakuje w tym utworze amerykańskiej swojskości, pustynna gitarka rodem z „Crime Story” początkowo może wydawać się dziwna, ale kiedy Sheryl intonuje „until the day…”, na karku z miejsca pojawiają się ciary. Świetny jest też teledysk stanowiący rodzaj hołdu dla czołówek Bonda.

Do filmu „Jutro nie umiera nigdy” powstały dwa utwory. Drugi, pierwotnie zatytułowany także „Tomorrow Never Dies”, przygotował kompozytor ścieżki muzycznej David Arnold i k.d. lang. Sheryl jednak wygrała, a numer k.d. lang „spadł” na napisy końcowe.

2. Adele – „Skyfall”

Niewykluczone, że za kilkanaście lat ten utwór nie będzie wydawał się tak wspaniały, ale póki co jest. Sam Mendes kręcąc „Skyfall” zrobił coś niebywałego. Nakręcił film w typowym dla serii stylu, a jednak jak najbardziej współczesny. Pokłonił się w pas tradycji, nie zapominając o tym, że do kina ma przyciągnąć nie tylko sympatyków klasyki. Idealnym dopełnieniem tego obrazu jest tytułowa piosenka. Z jednej strony mamy charakterystyczne elementy jak orkiestrową aranżacją, eleganckie smyki, wzrastające napięcie, silny wokal. Z drugiej strony Adele, jedną z największych obecnie gwiazd muzyki pop. Numer, który sprawdził się genialnie poza filmem, podbijając listy przebojów.

Kawałek dotarł na szczyt iTunes w niespełna 10 godzin po premierze. Do stycznia 2013 roku w USA sprzedało się 1,6 miliona kopii singla. Piosenka została wyróżniona Złotym Globem, Brit Award i Oscarem. Szkoda tylko, że występ Adele podczas rozdania statuetek Akademii nie był najlepszy – trochę bezbarwny i pozbawiony emocji, ale można to tłumaczyć stresem Angielki.

1. Shirley Bassey – „Diamonds Are Forever”

Zanim przedłożę walory artystyczne „Diamonds Are Forever”, pewne anegdota. Czasy „starożytne”. Nie ma internetu, płyty kompaktowe ciężko dostać i są bardzo drogie, a nastoletniej dziewczynce bardzo podoba się piosenka z filmu „Diamenty są wieczne”. Dziewczyna jest sprytna i zdeterminowana, więc włącza nagrany na VHS-ie film, siada pod telewizorem z walkmanem z opcją dyktafonu (taki bajer!) i wciska zapis, by na kasecie uwiecznić utwór w wykonaniu
Shirley Bassey. Oczywiście nie jest to po prostu utwór, lecz czołówka z lektorem zapowiadającym „Sean Connery jako James Bond 007 w filmie Diamenty są wieczne”. Do dziś, kiedy słyszę ten numer, wiem, w którym momencie padają te słowa.

Owa opowieść służy m.in. wyjaśnieniu, dlaczego Shirley Bassey znalazła się na szczycie zestawienia. Jasne, takie były czasy, tak się wtedy robiło, ale jednak musiał być to wyjątkowy utwór, by tak się natrudzić i słuchać piosenki z wstawkami lektora.

Poza tym, nie oszukujmy się, to kapitalny numer. Na wskroś bondowski. Z „migoczącą”, diamentową aranżacją. Fantastyczną dramaturgią, pięknymi, eleganckimi smykami i mocnym głosem Bassey. Interesująca jest też sama kompozycja, której tempo w pewnym momencie niespodziewanie się zmienia. Osobiście uważam, że to o wiele lepszy i ładniejszy utwór niż jednak mocno egzaltowany „Goldfinger” i przeciętny „Moonraker”, czyli pozostałe bondowe numery wykonane przez Bassey.

Piosenkę lubi też Kanye West, który wykorzystał sample w przeboju „Diamonds From Sierra Leone”.

[CP_POLLS id=”3″]

Spectre

Reżyseria: Sam Mendes, Scenariusz: John Logan, Neal Purvis oraz Robert Wade, Muzyka: Thomas Newman.
Obsada: Daniel Craig (James Bond), Ralph Fiennes (M), Monica Bellucci (Lucia Sciarra), Léa Seydoux (Madeleine Swann), Ben Whishaw (Q), Naomie Harris (Eve Moneypenny), Dave Bautista (Mr. Hinx), Christoph Waltz (Oberhauser), Andrew Scott (Denbigh) oraz Rory Kinnear (Tanner).
Data premiery: 23 października 2015 roku.
Relację z wczorajszej konferencji w Pinewood Studios w Londynie można zobaczyć na YouTubie.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do… Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave’a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme’a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą „Szklaną pułapkę”, bo najbardziej kocha Bruce’a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.