13 najlepszych piosenek Body Count

Body Count fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl

Ojcowie chowajcie swe córki, matki ukryjcie swe dzieci, nadciąga Body Count – będzie głośno, wściekle i z zaangażowaniem.

Body Count, Body Motherfuckin’ Count. Cóż powiedzieć więcej. Protoplaści łącznia metalu i hip-hopu, którzy przecierali szlaki dla Rage Against The Machine czy Limp Bizkit. Bezkompromisowi, otwarcie mówiący o rzeczach ważnych, niewygodnych, wściekli, nieugięci. Body Count w składzie Ice-T i Ernie C, Vincent Price, Ill Will i Juan Garcia po wielu, wielu latach wraca do Polski i wystąpi 16 czerwca w Amfiteatrze Parku Sowińskiego w Warszawie w ramach imprezy Rock In Summer (razem z Suicidal Tendencies). Nim jednak to się stanie i nim dzięki uprzejmości Go Ahead będziemy mieć konkurs z biletami (a jak!), proponujemy zestawienie najlepszych piosenek Body Count (zestawienie Suicidal Tendencies też będzie).

„Cop Killer”

Panowie raczej domyślali się, że piosenka o takim tytule i tekście, nie sprawi, iż Disney zaproponuje im współpracę. Oczywiście, wywołała niemałe kontrowersje. Oburzyła się broniąca cnót wszelakich Tipper Gore (to m.in. dzięki niej mamy na płytach naklejki „Parental Advisory, Explicit Content”) czy prezydent George Bush. Bojkotowano piosenkę, płytę, a pod wpływem nacisków ze strony organów rządowych, wytwórnia Warner Bros., usunęła utwór z albumu. Albumu, który w niecały rok od premiery znalazł niespełna pół miliona nabywców.

Za inspirację przy „Cop Killer” posłużył Ice’owi m.in. numer „Psycho Killer” The Talking Heads. Raper podkreślał w wywiadach, że nie jest to numer antypolicyjny, ale sprzeciwiający się policyjnej przemocy.

– Nie nienawidziłem policji – tłumaczył w rozmowie z NPR. – Kiedy łamałem prawo, byli moimi przeciwnikami. Oczywiście, myślałem, że mogę ich przechytrzyć. Każdy, kto przekracza prędkość, myśli, że przechytrzy policję. „Cop Killer” było piosenką o przemocy stosowanej przez policję. To było rok przed historią Rodneya Kinga (został pobity przez funkcjonariuszy z Los Angeles), a ja żyłem w świecie, gdzie gliniarze wyciągali ludzi z samochodów i skopywali im tyłki.

Gdyby Ice i jego kumple byli bardziej wyrachowani, mogliby spokojnie wydać reedycję singla, uwspółcześnić tekst, dodać migawki z aktualnych newsów z Chicago, Ferguson czy Baltimore, i trzepać kasę. Na szczęście nie są.

Muzycznie, prawdę mówiąc, „Cop Killer”, nie jest szczytowym osiągnięciem Body Count. Punkowa, czytaj niechlujna, estetyka. Owszem, fajna motoryka, może podobać się lubiącym prostotę, ale dupy nie urywa.

Ciekawostka: W serialu „Prawo i porządek: sekcja specjalna” Ice-T gra… policjanta.



„Body Count’s in the House”

Raperzy lubią się przedstawiać w swoich utworach, i Ice-T ten patent przeniósł na Body Count. W dorobku kapeli znajdziemy więc kilka numerów, w których padają słowa Body Count, a także tytuły utworów zawierające słowa Body Count. Ograniczyliśmy się do wyboru dwóch takich piosenek. Pierwsza z nich to hiphopowo zatytułowana „Body Count’s in the House”.

Dużo gitar, z popisami niemal w stylu Eddiego Van Halena, ale i przyjemnymi, gęstymi riffami.

Numer wykorzystano w filmie „Uniwersalny żołnierz” z Jean-Claude’em Van Damme’em.

„Body MF Count”

Policyjne syreny i hardcorowo-grinde’owe chóralne zaśpiewy, rozedrgany riff, niepokojąca atmosfera… i tyle, a numer wbija się w czachę na zawsze.

Więcej o „Body M/F Count” przeczytacie w naszym tekście „8 najlepszych piosenek z brzydkimi wyrazami”.

„KKK Bitch”

W tekście Ice-T opisuje stosunek z kobietą, która dowiaduje się, że jest córką przywódcy Ku Klux Klanu. W piosence pojawia się nazwisko „ulubienicy” zespołu, Tipper Gore, i humorystyczne wyznanie Ice’a o tym, jak zakochuje się w jej 12-letnich siostrzenicach.

– Graliśmy na południu, na terenach, gdzie działał Ku Klux Klan – opowiadał frontman. – Po koncertach przychodziły do nas dziewczyny, które mówiły, jak ich bracia i ojcowie nie lubią czarnych kolesi. Wiedzieliśmy, że numer „KKK Bitch” wkurzy Klan. Jest w tym numerze sporo humoru, ale na swój sposób pogrywamy z nimi.

Punkowe, skoczne, typowo koncertowe nagranie.

„Momma’s Gotta Die Tonight”

Jeszcze jedna społeczna kwestia, nad którą Body Count się pochylają – rasizm. Oczywiście, w głowie Ice-T zrodziła się dość ekstremalna, co nie znaczy nierealna historia. Syn w brutalny sposób zabija i ćwiartuje swą matkę-rasistkę, której nie spodobało się, że przyprowadził do domu białą dziewczynę.

Dość metallicowy numer, zarówno w kwestii brzmienia, jak pewnej dramaturgii, konstrukcji utworu.

„Drive By”

Półtorej minuty całkiem przyzwoitego młócenia. Trochę rozpędzonej, thrashowej perkusji na dwie stopy, trochę przyjemnego ciężaru i groove’u, czyli wszystko, co w metalu najlepsze.

„I Used To Love Her”

Trochę eksperymentalne Body Count. Zniekształcony wokal i też ładne, normalne śpiewanie (nie rapowanie/krzyczenie), a klangujący bas luźniejszy niż u Flea. Niby dość skondensowane brzmienie, ale numer z kategorii „delikatniejszych” w dorobku kapeli.

Piosenka opowiada o O.J. Simpsonie.

„Evil Dick”

Teraz wyjdzie, że nie jestem damą, ani – co gorsze – feministką, ale piosenka o złym fiucie szczere mnie bawi. Oczywiście nie kupuje pokrętnych tłumaczeń Ice’a, uzasadniających męską rozwiązłość i niewierność, ale w swych staraniach jest niemal uroczy i zabawny.

W latach 90. było modne wrzucanie odgłosów seksu i „Evil Dick” wpisuje się w ten trend.

Muzycznie numer wprost idealny do skandowania.

„Bitch In the Pit”

No to teraz coś dla… dam.

– Kiedy pracuję nad materiałem, zawsze myślę o tym, jak utwór będzie brzmiał na żywo – wyjaśniał Ice-T. – Zastanawiam się, jak zareaguje publiczność. W młynie zawsze znajdują się jakieś szalejące dziewczyny i pomyślałem, że zadedykuję ten numer dziewczynom, które przychodzą na koncerty i dają czadu. To hołd dla kobiet, które skaczą w młynie z facetami.

Trzeba przyznać, że piosenka wprost stworzona do szaleństwa pod sceną. Zwrotki to podkład do rasowego pogo, a refren do nieco mniej agresywnego skakania, no i coś dla niewiast do pośpiewania (bo dziewczyny nie tylko lubią brąz, ale i pośpiewać).

„Surviving the Game”

Druga płyta Body Count, „Born Dead”, była zdecydowanie bardziej metalowa, mniej punkowa. Świetnym przykładem „Surviving the Game”, gdzieś pomiędzy Slayerem a Metallicą, gdzieś z czasów „Ride the Lightning”. Ciężki, złowieszczy, mroczny numer. Bodaj najbardziej majestatyczny w dorobku Body Count. No, do czasu, bo gdzieś w środku lecimy z rasową młócką.

„Talk Shit, Get Shot”

Niby świeżynka, numer z płyty „Manslaughter” z czerwca 2014 roku, a brzmi jak stary, dobry Body Count. Może bym osobiście nieco zagęściła i przybrudziła brzmienie, ale soczysty riff jest, groove jest, wrzaski są, takoż i fucki. Nawet miejsce na solo się znalazło.

Początek klipu dość zabawny… lepiej nie zadzierać z Ice’em.

„Born Dead”

Body Count poznałam i pokochałam właśnie od tego właśnie utworu. Koleżanka, która siedziała przede mną w ławce w liceum, dała mi posłuchać kasety na walkmanie. Pożyczyłam, przegrałam i nie mogłam się odkleić, szczególnie właśnie od tej piosenki. Mroczna, wściekła rzecz trochę podskrónie, trochę bez ogródek. Pięknie nerwowa, rozdrażniona, prowadzona basowym riffem i z tą świdrującą gitarą, a jednocześnie toporna, ociężała.

Gdyby ktoś wcześniej nie wiedział, w tekście Ice-T wyjaśnia, że w Body Count chodzi o trzy rzeczy: prawdę, sprawiedliwość i sranie na amerykański system (truth, justice & fuck the american way).

Slayer & Ice-T „Disorder”

Dobra, to nie Body Count, ale po pierwsze zespół gra ten numer na koncertach (trzymamy kciuki!), po drugie Ice-T pojawia się w metalowym środowisku, po trzecie, dla nas każdy pretekst, by przypomnieć o soundtracku „Judgement Night” jest dobry.

Pomysł był doskonały. Wziąć rockowe/metalowe kapele i pożenić z raperami. Ice-T nawiązał współpracę ze Slayerem, a to co razem stworzyli to kwintesencja ciężkiego i ostrego, a przede wszystkim wściekłego, bezkompromisowego grania lat 90. Ich „Disorder” to nic innego, jak połączone trzy kawałki Exploited – „War”, „UK ’82” i „Disorder” (oczywiście Ice w tekście UK zmienił na LA, a ’82 na ’92). Cios za ciosem.

Body Count + Suicidal Tendencies

Wykonawcy: Body Count | Hope | Suicidal Tendencies
Miejsce: Warszawa, Park Sowińskiego
Data: 16 czerwca 2015
Organizator: Go Ahead

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do… Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave’a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme’a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą „Szklaną pułapkę”, bo najbardziej kocha Bruce’a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.