13 najlepszych piosenek marca 2015

Brandon Flowers fot. Universal Music Polska/NajlepszePiosenki.pl

Brandon Flowers, Faith No More, Drenge, Herbert, Woodkid, Lykke Li, Of Monsters and Men, Muse, Chic, Roots Manuva, Blur, Król, Flatbush Zombies i Rae Sremmurd – oto 13 najlepszych piosenek marca 2015.

Brandon Flowers – „Can’t Deny My Love”

Cudowna, wspaniała, uzależniająca piosenka. Co dziwne, jej twórcą jest Brandon Flowers. Nie powiem, lubiłam pierwszą płytę The Killers, jednak kolejne to już za dużo kiczu i rozmachu, nie przekonał mnie też do końca solowy album frontmana będący pokłonem dla rodzinnego Las Vegas, ale „Can’t Deny My Love” przywraca mi wiarę w talent Brandona Flowersa. Niby zaczyna się dość typowo dla Amerykanina, przejęty wokal, trochę cukierkowate syntezatory, niby melodia ładna, ale… czary dzieją się dopiero po chwili. Genialnie chwytliwy refren, przepiękne damsko-męskie wokalne harmonie i nieco surowszej elektroniki rodem z hiciorów Pet Shop Boys.



Teledysk został zainspirowany purytańskim opowiadaniem „Young Goodman Brown” Nathaniela Hawthorne’a z 1835 roku. Brandon Flowers wciela się w głównego bohatera, który opuszcza żonę, – gra ją Evan Rachel Wood – by ruszyć w tajemniczą wyprawę na pustynię. Po drodze spotyka mężczyznę z dziwną laską (Richard Butler), a następnie ludzi w zakapturzonych szatach odprawiających ceremonię, podczas której ofiarą jest… jego żona.

Wideo oryginalnie miał nakręcić M. Night Shyamalan, ale ostatecznie za kamerą stanął Robert Schober (My Chemical Romance, The Killers).

Kawałek zapowiada album „The Desired Effect”, który ukaże się w maju.

Faith No More – „Superhero”

„Motherfucker” był OK (o czym pisaliśmy przy okazji „6 najlepszych piosenek listopada”), ale „Superhero” to jest pełen wypas. Kwintesencja stylu Faith No More, czyli wszystkiego po trochu. Po-krzyko-hukiwanie, melodyjne pasaże, dziki rytm, popowy refren, szarpany riff, nieco liryzmu i nieco wściekłości, trochę pojechane, a trochę całkiem normalne, i ta skradająca się moc, ta podskórna pulsacja, niepokój i przyczajony Mike Patton.

Zalążkiem dla piosenki były dudniące bębny. Brzmiały tak potężnie, iż skojarzyły się muzykom z superbohaterem (chyba, że wszechobecny Marvel zadziałał podprogowo, ale to tylko nasza teoria spiskowa). – W naszych głowach pojawił się komiks o superbohaterze – tłumaczył basista i producent nowego albumu, Bill Gould. – Wynikało to z wibracji. Kiedy Mike przyszedł dopisać słowa, mówiliśmy na ten utwór „Superhero”.

I tak już zostało, choć przez fanów kawałek – wcześniej prezentowany na koncertach – nazywany był „Leader of Men”.

Płyta „Sol Invictus” już 19 maja.

Drenge – „Never Awake”

Wikipedia podpowiada, że Drenge choć są z Anglii grają grunge, więc… lubimy Drenge. W sumie się zgadza. Zaangażowany, głęboki wokal, przestrzenne, lekko przesterowane gitary, ogólny brud i hałas, ale całość podporządkowana melodii i zgrabnemu refrenowi. No cóż, może po długim panowaniu syntezatorów i ejtisowych klimatów, przyszła pora na powrót do lat 90. i gitar. Drugi album braci Loveless, „Undertow”, w sprzedaży od 6 kwietnia.

Herbert – „Strong”

Jasne, można tworzyć muzykę z dźwięków smażonego boczku czy bombardowania w Libanie, fajnie jednak, kiedy muzyka czasem przypomina piosenki. Po serii eksperymentalnych projektów Matthew Herbert znów jest Herbertem i zaprasza do tańca. Szybki, klaskany, zapętlony rytm, kilka fraz zaśpiewanych/wyrecytowanych aksamitnym głosem i w zasadzie tyle. Tyle wystarczy, by „Strong” po pierwszym przesłuchaniu zostało z wami na zawsze. Kapitalny numer.

Woodkid i Lykke Li – „Never Let You Down”

Woodkid i Lykke Li wydają się idealnym połączeniem i takim są. Pięknie się uzupełniają w delikatnie spowitej szarugą balladzie. Nie jest to wybitna piosenka, która z miejsca porywa za serce, ale to naprawdę bardzo ładny, elegancki, dostojny, refleksyjny utwór.

Numer zaktualizowano na potrzeby soundtracku filmu „Zbuntowana”, czyli sequela „Niezgodnej”, z Shailene Woodley w roli głównej.

Of Monsters and Men – „Crystals”

Of Monsters and Men należą do bardzo wąskiej grupy indiefolkowych smutasów, których lubimy. Pewnie dlatego, że nie smucą. Muzyka grupa z Islandii jest jak czekolada albo lody. Nie, że słodka, lecz wprawiająca w dobry nastrój. „Crystals” to kolejny dowód na to, że w piosenkach Of Monsters and Men kryje się potężna dawka pozytywnej energii i niecierpliwie czekamy na drugi album formacji, „Beneath The Skin”.

Za projekt okładki zarówno singla jak i longplaya odpowiada Leif Podhajsky.

Muse – „Psycho”

Panowie z Muse zapowiadali, że będą gitary i gitary są. I to całkiem porządne. Mocny rytm, taki z przytupem, trochę w stylu „Personal Jesus” Depeche Mode, przyjemnie rozkręca piosenkę. Do tego dochodzą lekko rozedrgane, groove’owe riffy. Może to nie Pantera, ale jest w tym fajny południowo-amerykański luz, przyjemny brud. Momentami pojawiają się też skojarzenia z Marilyn Manson. Kompozycja może mogłaby być prostsza, ale ogólnie jest dobrze, a dla tych którzy mieli dość operowo-queenowych zapędów Muse, to na pewno dobry znak i zachęta, by sprawdzić nadchodzący album „Drones”.

Za reżyserię tekstówki odpowiada Tom Kirk.

Chic – „I’ll Be There”

Tak, jest, prawdziwe, najprawdziwsze disco. Na fali ostatnich sukcesów, które zaczęły się współpracą z Daft Punk przy albumie „Random Access Memories”, Nile Rodgers postanowił wskrzesić legendę disco i funku, Chic. Pierwszy od ponad 20 lat album formacji, promuje piosenka „I’ll Be There”. Pulsująca, kolorowa, wirująca. Do kręcenia biodrami, zalotnych uśmiechów, tudzież tarzania się w bieliźnie po dywanie, co podpowiada dziewczyna z klipu.

Teledysk wyreżyserowali Inez & Vinoodh (Björk, Lady Gaga). Owa tarzająca się pannica to supermodelka Karlie Kloss.

Roots Manuva – „Facety 2:11”

Mam do gościa słabość. Rodney Smith, jak naprawdę nazywa się Roots Manuva, jest na wskroś brytyjski, ale nie tak twardy, surowy, jak np. większość grime’owych twórców. Album „Awfully Deep”, któremu w tym roku stuknęło 10 lat to wciąż gęsta i czarna jak smoła dawka hip-hopu najwyższej próby.

„Facety 2:11” ma charakterystyczny dla Anglika mrok i poszatkowane, elektroniczne tło. Odpowiedzialny za produkcję Four Tet zadbał, by piosenka brzmiała współcześnie. Klasa.

Blur – „There Are Too Many of Us”

Według pierwszej recenzji umieszczonej w „The Telegraph” nowy album Blur – „The Magic Whip”- zasługuje na najwyższą notę. My jeszcze się wstrzymamy z oceną całości do dnia premiery, która będzie miała miejsce 27 kwietnia, ale już dziś z pewnością możemy powiedzieć, że „There Are Too Many of Us” to wspaniała piosenka.

Uroda Blur zawsze polegała na umiejętnym łączeniu prostoty i wyrafinowania. Nie inaczej jest tym razem. Piosenka bez wokalu Damona Albarna jest zwykła. Gdy jednak Anglik zaczyna śpiewać robi się magicznie. Pod względem emocjonalnym kompozycja ta przywodzi na myśl jedną z najwspanialszych piosenek Blur, czyli „Tender” (trudno uwierzyć, że minęło już 16 lat od premiery tamtej melodii).

Król – „Zaklęcie”

Polski akcent na naszej marcowej wyliczance położył Błażej Król. Podoba nam się w muzyce Króla najbardziej to, że brzmi zupełnie oryginalnie. Nie mamy na myśli, że artysta nie korzysta z inspiracji. Tym razem ewidentnie nasłuchał się popelektroniki z lat 80. Ale swoim talentem pod wąsem z Gorzowa Wielkopolskiego potrafi znakomicie przetworzyć to co usłyszał na swoje niepowtarzalne brzmienie. Nie chcemy obrażać hipsterów, ale nie wyobrażamy sobie Króla z brodą. Wąsy rządzą.

Flatbush Zombies – „Did U Ever Think” feat. Joey BadA$$ & Issa Gold

Flatbush Zombies cztery dni temu rozgrzali do czerwoności stłoczoną w Palladium polską publiczność. Ich wyprzedany występ w Warszawie pokazuje jak bardzo w ostatnich latach zmienił się show-biznes. Oto do Polski przyjeżdża kapela, która nie wydała ani jednego oficjalnego albumu, nie ma kontraktu z dużą wytwórnią, a mimo to na koncert walą tłumy. Wszystko to za sprawą jakości muzyki. Pochodzący w Brooklynu panowie Meechy Darko, Zombie Juice i Erick Arc Elliott reprezentują bowiem hip-hop wysokiej próby czego świadectwem niech będzie poniższa kompozycja.

Rae Sremmurd – „Throw Sum Mo” ft. Nicki Minaj, Young Thug

Jeśli polecamy hip-hop niezależny, nie możemy zapominać o hip-hopie mainstreamowym. Rae Sremmurd, czyli najmodniejsze rapujące dzieciaki ostatnich tygodni opublikowali właśnie klip do kompozycji „Throw Sum Mo”. Urokliwa ta melodia i wpadająca w ucho jest o tym, że jak masz trochę kasy to rzuć ją dziewczynom. Piękna hedonistyczna kompozycja wpisująca się w tradycję raperską.

Zastanawialiśmy się czas jakiś skąd wzięła się dziwaczna nazwa kapeli braci Brown z Mississippi. Okazuje się, że Rae Sremmurd to nazwa wytwórni duetu, EarDrummers, czytana od tyłu.

Komentarze

Wojciech Duś

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.