16 najlepszych piosenek na Copa America 2015

Shakira fot. Sonyy Music/NajlespzePiosenki.pl

Copa America w wersji muzycznej, czyli najlepsze piosenki z Argentyny, Brazylii, Chile czy Kolumbii.

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Czyli, skoro nie ma w tym roku Euro ani Mundialu, kibice piłki nożnej, na odwyku od Premier League, Priera Division czy – last but not least – Ekstraklasy – muszą ratować się Copa America. Zaliczamy się do tej grupy zapaleńców śledzących na boiskach w Chile poczynania Alexisa Sancheza, Leo Messiego, Neymara czy Jamesa Rodrigueza, a że jesteśmy multitask, przy okazji popełniliśmy tekst o najlepszych piosenkach wykonawców z krajów biorących udział w turnieju. Jeśli jednak oczekujecie samych latynoskich klimatów, będziecie mocno zaskoczeni. Niestety nie udało nam się znaleźć reprezentantów wszystkich krajów zmagających się w rozgrywkach, choć bardzo się staraliśmy.

Argentyna

Paz Lenchantin (A Perfect Circle) – „3 Libras”

Tak z biegu nazwisko może niewiele mówi. Jeśli zerkniemy jednak w CV urodzonej w Mar del Plata basistki oraz skrzypaczki znajdziemy tam takie nazwy jak A Perfect Circle, Pixies i Zwan. Maynard James Keenan (A Perfect Circle, Tool) i Billy Corgan (Zwan, The Smashing Pumpkins) nie należą raczej do mało wymagających, więc o talent i umiejętności Paz można być spokojnym. Artystka współpracowała też z Jenny Lewis, Melissą Auf der Maur, Queens Of The Stone Age czy Jarboe. Na koncie ma ponadto dwie solowe płyty „Yellow mY skYcaptain” (2000) i „Songs for Luci” (2006).

Wybraliśmy pięknie zaaranżowaną balladę „3 Libras”. W tej piosence A Perfect Circle słychać właśnie, jak smyki Lenchantin (sama napisała tę partię) wspaniale nadają klimat i uszlachetniają kompozycję.

Remiksu nagrania podjął się m.in. Robert „3D” Del Naja z Massive Attack.



Gotan Project – „Santa María (del Buen Ayre)”

Pozwolimy sobie na delikatne naciąganie, bo Gotan Project to wielonarodowy projekt rezydujący w Paryżu, ale Eduardo Makaroff pochodzi z Argentyny, a współczesne tango (anagram gotan), które grają w końcu wywodzi się z Argentyny (i Urugwaju).

Polskim fanom tria raczej nie trzeba przedstawiać, bo swego czasu byli popularni niemal jak obecnie Jessie Ware. Panowie dorobili się trzech płyt, ale najważniejsza byłą ta pierwsza proponująca coś nowego świeżego, zaskakującego. Kapitanie łączącego tradycję z nowoczesnością, zmysłowa, pomysłowa i szalenie pobudzająca wyobraźnię.

„Santa María (del Buen Ayre)” to jedna z wizytówek tria. Rytmiczny, tętniący elegancki, ale i nieco dziki utwór. Kawałek wykorzystano w filmie „Zatańcz ze mną” z Richardem Gere i Jennifer Lopez.

Kolumbia

Shakira – „She Wolf”

Skoro piłka, to nie możne zabraknąć Shakiry. Szczególnie, że partnerka Gerarda Piqué (obrońcy FC Barcelony) pochodzi z Barranquilli, czyli miasta z północnej Kolumbii. Oczywiście pamiętamy, że nagrała hymn na Mundial w RPA („La La La”), ale wolimy „She Wolf”. Gitara trochę jak z Duran Duran, zgrabny rytm, wirujące smyki i zapamiętywalne „auuu”, no i trzeba pamiętać, że kiedy piosenka się ukazywała zdecydowanie się wyróżniała.

– Jest kobietą za dnia, a zwierzęciem nocą – opowiada o bohaterce piosenki gwiazda. – Wie czego chce i nie waha się po to sięgać. Sięga do swych najgłębszych pragnień i zaspokaja je. Broni też swej wolności, gdy trzeba pazurami i zębami, jak dzikie zwierzę.

Kawałek doczekał się hiszpańskojęzycznej wersji, „Loba”. Teledysku, który wyreżyserował Jake Nava (Beyoncé, Britney Spears) raczej nie trzeba reklamować, nadmienię tylko, że po jego obejrzeniu uznałam, że Shakira powinna zagrać w remake’u „Barbarelli” (polecamy, mocno oldschoolowe science fiction z superseksowną, młodziutką Jane Fondą).

Kraken – „Los Misterios No Hablan”

Jeśli myślicie, że Kolumbia to tylko Shakira jesteście w błędzie. Kraken to propozycja dla romantycznych rockmanów/metalowców. Jeśli lubicie power ballady, mocne wokale i generalnie klasyczne hard & heavy, ale zamiast twardego niemieckiego akcentu Klaus Meine ze Scorpions chcielibyście czegoś bardziej egzotycznego, co mogłoby spodobać się białogłowym, proponujemy wywodzący się z narkotykowej stolicy, Medellin, Kraken. Wybrana przez nas piosenka „Los Misterios No Hablan” może nie do końca nadaje się na randki, ale jak dziewczę lubi Judas Priest, to czemu nie.

Quantic – „I’ll Keep My Light In My Window”

Quantic naprawdę nazywa się Will Holland i pochodzi z Anglii, ale mieszka w Kolumbii. Do Kali (trzeciego największego miasta w Kolumbii, położonego w Andach) w przeprowadził się w 2007 roku.

Muzyk regularnie współpracuje z wokalistką Alice Russell. Jednym z ich wspólnych nagrań jest „I’ll Keep My Light In My Window”, pięknie zaaranżowany numer prowadzony mocnym głosem Angielki.

Utwór został zarejestrowany w sierpniu 2011 roku podczas londyńskich zamieszek i stanowi część minidokumentu, który zrealizowano podczas sesji w The Carvery Studios. Artystów wspomagają kolumbijscy muzycy z Combo Bárbaro.

Chile

Nicolas Jaar – „Mi Mujer”

Nicolas Jaar ma amerykańsko-chilijskie korzenie (ojciec Alfredo Jaar, artysta, architekt i filmowiec pochodzi z Chile). Dał się poznać jako solowy twórca alternatywnej elektroniki, wzięty autor remiksów (ostatnio znakomicie obrobił „What Kind Of Man” Florence And The Machine) a także muzyk o rockowym zacięciu (współtworzył duet Darkside z Dave’em Harringtonem).

Jaar jest też kibicem piłki nożnej. Po ostatniej mundialowej przegranej Chile z Brazylią, na pocieszenie zamieścił dedykowany reprezentacji utwór. Dokładnie jest to remiks gospelowej ballady „Consolation” z repertuaru Helen Hollins.

Ricardo Villalobos – „Sieso”

Z pięknego Santiago pochodzi Ricardo Villalobos, którego rodzina uciekła z Chile za czasów dyktatury Pinocheta i zamieszkała w Niemczech. Muzyczną przygodę muzyk zaczął od gry na kongach i bongosach, ostatecznie przerzucił się jednak na elektronikę, dokładnie na techno.

Meksyk

Rodrigo y Gabriela – „The Soundmaker”

Niesamowity duet, który daje niesamowite koncerty. Pan nazywa się Rodrigo Sanchez, a pani Gabriela Quintero. Pochodzą z Mexico City i grają niesamowite rzeczy na gitarach akustycznych. Los, jak wiemy, bywa przewrotny, więc swą mieszanką współczesnego flamenco i całkiem zadziornego rocka, karierę zaczęli robić… w Dublinie. Rozgłos przyniosły im akustyczne covery przebojów z repertuaru Metalliki czy Led Zeppelin. Dziś są już w miarę znanym duetem, który może poszczycić się nawet hollywoodzkim epizodem (napisali z Hansem Zimmerem soundtrack do filmu „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach”). Ich ostatnia dotąd płyta „9 Dead Alive” poświęcona jest 9 ważnym dla muzyków, nieżyjącym osobom.

„The Soundmaker” to hołd dla Antonio Torresa Jurado, uznawanego za z jednego z najważniejszych wytwórców klasycznych gitar (gitarowy odpowiednik Antonio Stradivariego). – Gdyby nie on, ten album nigdy by nie powstał – wyjaśniał Rodrigo.

Carlos Santana – „Samba Pa Ti”

Na randki na pewno nadaje się Carlos Santana i jego „Samba Pa Ti”, czyli po hiszpańsku „Samba dla Ciebie”. Instrumentalny, rockowy numer zgrabnie przetkany elementami bossa novy.

– Kiedy tworzyłem ten utwór nie myślałem o niczym, to było czyste uczucie – opowiadał gitarzysta. Myślę, że wzięło się to z emocji, które we mnie drzemały, a których wcześniej nie potrafiłem wyrazić. Nagle zmaterializowały się one w postaci „Samba Pa Ti” i wszyscy to zrozumieli.

Urugwaj

Natalia Oreiro – „Cambio Dolor”

Pod koniec lat 90. (w Polsce na początku XXI wieku) Natalię Oreiro znał niemal każdy. Dziewczyna stała się gwiazdą jednej z najpopularniejszych telenoweli od czasu „Niewolnicy Izaury”. W argentyńskiej produkcji będącej kolejną wariacją opowieści o Kopciuszku wcielała się w postać Milagros, służącej w domu bogaczy, zakochanej w ich synu, Ivo. Oczywiście, w tej opowieści było całe mnóstwo komplikacji i zaskakujących rozwiązań.

Oreiro, pochodząca z Urugwaju, to jednak nie tylko aktorka, ale i piosenkarka. Jej największym hiciorem był „Cambio Dolor”, który wykorzystano w czołówce „Zbuntowanego anioła”.

Wenezuela

Arca x Jesse Kanda – „Fluid Silhouettes”

Arca urodził się w Caracas (naprawdę nazywa się Alejandro Ghersi), uczęszczał do muzycznego instytutu w Nowym Jorku, a obecnie rezyduje w Londynie. Bardziej imponuje, że ma 25 lat, a na koncie współpracę z Kanye Westem, FKA Twigs, Björk czy Kelelą. Wydał też album, „Xen”, a ostatnio publikuje całkiem świeże kawałki.

„Fluid Silhouettes” to efekt kooperacji muzyka z artystą Jessem Kandą specjalizującym się w płynnych formach i mutujących postaciach.

Fur Coat – „Pettit Pillow” feat. Rap Lisa

Pod szyldem Fur Coat kryją się Israel Sunshine i Sergio Muñoz. Ich twórczość zrodziła się z zamiłowanie do salsy i soulu, które postanowili przetłumaczyć na język elektroniki. Ukochali sobie groove i mroczne dźwięki.

Jamajka

Bob Marley & the Wailers – „No Woman, No Cry”

Nie to, że nie chciało nam się wysilać i szukać innych jamajskich twórców, ale gdybyśmy pominęli Boba Marleya, to trochę jak opowiadać o zabytkach w Krakowie i nie wspomnieć o Wawelu. Bez
wątpienia najsławniejszy Jamajczyk i najważniejszy przedstawiciel reggae. Szacuje się, że jego płyty rozeszły się na całym świecie w nakładzie 75 milionów egzemplarzy. Co istotne, piłka nożna odgrywała ważną rolę w jego życiu. Za młodu kibicował Brazylii i Pelé. W latach 70. jamajski piłkarz, Allan „Skill” Cole, został jego tour menedżerem.

Koncertowa wersja jednego z największych hitów Marleya, „No Woman, No Cry”, znalazła się na 37. miejscu ranking „500 największych piosenek wszech czasów” przygotowanym przez magazyn „Rolling Stone”.

Brazylia

Sepultura – „Refuse/Resist”

Każdy miłośnik cięższego grania na hasło Brazylia, powie Seputltura. Nie tylko dlatego, że założyciele (dziś już poza zespołem) bracia Cavalera wychowywali się w niełatwych warunkach w Belo Horizonte. Sepultura dodała do metalu etniczne, właśnie brazylijskie elementy (więcej w tekstach 8 najlepszych piosenek Sepultury z albumu „Roots” i Najlepsze Piosenki rozdaja książki „Sepultura: Brazylijska furia”).

„Refuse/Resist” to jeden ze sztandarowych utworów Sepultury. W intro słychać zarejestrowane bicie serca nienarodzonego wówczas syna Maksa Cavalery, Zyona.

– Jechałem metrem w Nowym Jorku i stał przede mną koleś z Czarnych Panter – opowiadał o genezie kawałka wokalista. – Czarnoskóry, z afro, w czarnej, skórzanej kurtce, na której miał napisane całe przemówienie dotyczące Czarnych Panter. Kończyło się ono słowami „Refuse and Resist” (odmawiaj i buntuj się). Wziąłem to właśnie z kurtki tego faceta.

Wideo, o antyprzemocowym charakterze, zawiera materiały z rozmaitych zamieszek.

Amon Tobin – „Bloodstone”

Fani elektroniki na hasło Brazylia, zapewne wrzasną Amon. Amon Adonai Santos de Araújo Tobin urodził się w Rio de Janeiro. Zaskarbił sobie przede wszystkim uznanie słuchaczy lubiących nieszablonowe, wizjonerskie podejście do muzyki. Nie bez kozery przystań znalazł w specjalizującej się w wyszykowaniu nietuzinkowych talentów wytwórni Ninja Tune.

W 2007 roku wydał płytę „Foley Room” zrealizowaną wyłącznie z oryginalnych sampli, to jest dźwięków nagranych chociażby na ulicach przy użyciu niezwykle czułych mikrofonów. Uchwycił w ten sposób sąsiadów śpiewających w łazience czy… mrówki jedzące trawę. Właśnie z tego albumu pochodzi nagranie „Bloodstone”.

Sérgio Mendes – „Real In Rio”

Sérgio Mendes musiał się znaleźć w tym zestawieniu z prostego powodu. Nie tylko jest jednym z najbardziej znanych przedstawicieli bossa novy, czyli brazylijskiego gatunku, który ewoluował z samby i jazzu (bossa nova dosłownie znaczy nowy trend). 74-letni dziś Sérgio Mendes miał swój udział w realizacji jednego z najwspanialszych, najpiękniejszych, najbardziej kolorowych filmów ostatnich lat – animacji „Rio”. Jako współautor piosenki „Real In Rio” otrzymał nominację do Oscara. I choć wiemy, że większym przebojem jest „Mas Que Nada” z udziałem The Black Eyed Peas i tak wybieramy utwór z opowieści o fantastycznych papugach.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.