17 najlepszych piosenek Metalliki

Lars Ulrich i Jessica Miller


Metallica ogłosiła swój jedenasty koncert w Polsce. Skoro ostatnie wizyty przemilczeliśmy, nadchodzącej już nie uchodzi. Wybranie najlepszych piosenek Metalliki nie jest łatwe, szczególnie, że ortodoksami nie jesteśmy i nawet lubimy niektóre ballady, a „Czarny album” to nawet bardzo, ale i thrashowe łojenia są nam miłe.

17. „Whiplash”

Numer nagrany z myślą o fanach Metalliki, którzy lubią machać głowami na koncertach. Whiplash, a dokładnie whiplash injury to uraz kręgosłupa szyjnego, który może być spowodowany właśnie intensywnych potrząsaniem głowy, ale również w wyniku wypadku samochodowego, gdy głowa zostaje gwałtownie szarpnięta.

Jeśli chodzi o sam utwór, co tu dużo mówić, jest naprawdę szybko.



16. „Until It Sleeps”

Owszem, to Metallica ze swego najbardziej komercyjnego okresu. Tak, ballada do radia i MTV. Jeśli jednak ktoś nie jest ortodoksem, powinien docenić kompozycję i aranżację. Jasne, to nie thrash, nawet nie metal, ale co z tego. Na pewno więcej tu dramaturgii i muzycznych pomysłów niż w banalnym „Nothing Else Matters”.

Wideo zainspirowane obrazami Hieronima Boscha nawiązuje do upadku ludzkości.

15. „Frantic”

Zawsze się cieszymy, kiedy Metallica gra szybko. Nawet jeśli nie jest to najszybciej na świecie i nie przez całe nagranie. Na osłodę, „Frantic” ma ciekawe, surowe brzmienie.

14. „The Memory Remains” (featuring Marianne Faithfull)

O ile współpraca Metalliki z Lou Reedem była pomyłką, tak wcześniejsza kooperacja z Marianne Faithfull to absolutna wspaniałość. I tak dość niepokojący kawałek za sprawą rozedrganego głosu Marianne Faithfull staje się wręcz nawiedzony. Odważny, pomysłowy numer.

Fajny jest ciężar tego kawałka i niskie rejestry.

– Byłam w Irlandii i wiodłam piękne, spokojne życie – wspominała brytyjska artystka. – Pewnego dnia zadzwonił telefon, a mężczyzna przedstawił się jako Lars Ulrich z Metalliki. Powiedział, że chcą z zespołem przyjechać do Dublina i nagrać mój głos do piosenki. Tak też zrobili. Oczywiście zaprzyjaźniliśmy się i pozostaliśmy w kontakcie.

13. „Fuel”

Zaczyna się to znakomicie i pięknie pędzi. Jest drive, jest moc, a że gdzieś tam się czasem rozłazi, to mało istotne. Na szczęście tylko na chwilę.

Numer na tyle „samochodowy”, że w latach 2001-2003 wykorzystywany był przez stacje NBC i TNT przy okazji wyścigów NASCAR.

12. „Welcome Home (Sanitarium)”

Jest niewinnie, nawet ładnie. I tak w sumie trwa dłuższą chwilę. W sumie to ballada, ale taka nietypowa. Z każdą minutą mamy coraz więcej złości, strachu.

Jak większość fanów Metalliki zapewne wie, „sanitarium” to placówka dla obłąkanych. Utwór przedstawia historię opowiedzianą z perspektywy jednego z osadzonych.

11. „For Whom the Bell Tolls”

Znakomite, majestatyczne nagranie, na dodatek złowieszczo nasycone. Jeden z najmroczniejszych i najcięższych utworów w dorobku Metalliki. Kapitalna, zupełnie nieoczywista konstrukcja i smakowite brzmienie.

Tekst utworu zainspirowany został powieścią Ernesta Hemingwaya o takim samym tytule.

„The God That Failed”

Przepiękny, dudniący bas, po którym wchodzą kontrastujące wysokie gitary. Dalej lecimy sabbathowskim ciężarem i tym „iron-manowym”, marszowym rytmem. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak 😉

Metallica fot. Najlepszepiosenki.pl

Metallica fot. Najlepszepiosenki.pl

10. „Hardwired”

„Hardwired” to jest kawał rasowego, metalowego grania. Grzeją panowie, że aż miło. Zważywszy, że nagrali to mając 50 lat na karku, chapeau bas. Po dwóch latach ten numer nadal się broni i niezmiennie jest fajną rozpierduchą. A doceniliśmy go od razu, o czym pisaliśmy w tekście 22 najlepsze piosenki sierpnia 2016.

9. „Fight Fire with Fire”

Och, nie ma jak takie miłe zmyłki. Że co? Że tak od razu ballada? Skąd! Jest cudowna naparzanka i ta niepodrabialna, jakże ulotna młodzieńcza złość.

Tematem tego prującego naprzód nagrania jest nuklearna apokalipsa.


8. „One”

W latach 90. dzieciaki, które marzyły o tym, by grać na gitarze w pierwszej kolejności uczyły się „Smells Like Teen Spirit” Nirvany oraz wstępu „One”. Oczywiście, później nie było już łatwo, ale tych kilka chwytów z piosenki Metalliki było z miejsca rozpoznawalnych i sprawiało, że młody człowiek czuł, że gra. „One” zaliczane jest do ballad, bo i akustyczne dźwięki, i to w sumie wolna piosenka, niemniej nazywanie tego wielowymiarowego muzycznego dzieła balladą jest bluźnierstwem, a przynajmniej krzywdzącym uproszczeniem.

7. „Ride the Lightning”

Najchętniej zamieściłabym w tym zestawieniu wszystkie utwory z „Ride the Lightning”. Absolutnie doskonały, różnorodny album, gdzie Metallica gra i szybko, i ciężko. Tytułowy kawałek może w całości demonem prędkości nie jest, ale wyróżnia się przyjemną nerwowością i kilka ciekawych zmian tempa uświadczymy.

Tytuł wymyślił Kirk Hammet, a dokładnie zaczerpnął go z jednego z wersów powieści „Bastion”. Stephena Kinga.

6. „Sad but True”

„Sad but True” to utwór, w który pokazuje, dlaczego Metallica jest Metallicą. Wielu próbuje grać tak jak oni, ale nikomu nie wychodzi. Moim zdaniem sekret leży w kompozycjach, które nawet jeśli pozornie wydają się dość proste i oczywiste, zawsze skrywają jakieś „niespodzianki”. „Sad but True” w zasadzie zbudowane jest na jednym monotonnym, zapętlonym rytmie, a jednak nie jest to prosty, oczywisty kawałek.

5. „Seek & Destroy”

Już o tym wspominałam i to nie raz, ale naprawdę uwielbiam ten riff. Może i nieco piskliwy, jakoś tak niezgrabnie kąśliwy, ale coś w sobie ma. Całe „Seek & Destroy” po latach wciąż żre i za każdym razem kiedy gdzieś niespodziewanie wybrzmiewa, najzwyczajniej wywołuje szeroki uśmiech radości na twarzy.

4. „Battery”

W czasach zamierzchłych, kiedy płyty nie były dostępne od ręki, na zawołanie, w sieci, tylko trzeba było na nie ciułać, pożyczać od kolegów i koleżanek, jednego tytułu słuchało się tygodniami (bo przez co najmniej miesiąc to była nowość). Czasem znało się jakiś singel, ale na pewno nic więcej. Ekscytacja z wkładania kasety i wyczekiwania na pierwsze dźwięki była nieporównywalna z czymkolwiek. A kiedy pierwszy numer robił dobrze, to już w ogóle czysta ekstaza. „Battery” robiło (i nadal robi) bardzo dobrze. Po takim wstępie, nie mogło być złej płyty i jak dziś wiemy, nie było.

Metallica fot. Najlepszepiosenki.pl

Metallica fot. Najlepszepiosenki.pl

3. „Harvester of Sorrow”

Może to kwestia klipu z show w Moskwie, a może tak po prostu jest, ale „Harvester of Sorrow” zawsze wydawał mi się jedną z najlepszych koncertowych piosenek Metalliki. Mocny rytm, spory ciężar, wersy do skandowania. Jakoś pięści się sama zaciskają, a głowa zaczyna zataczać koła.

2. „Through the Never”

Nic na to nie poradzę, to jest według mnie prawie najlepszy kawałek Metalliki. Uwielbiam te zmiany tempa, tę podwójną narrację, tę „zawijającą” gitarę w zwrotkach, niezapodziewany finał, nawet solówkę lubię. „Through the Never” to klasa. Koniec, kropka.



1. „Master of Puppets”

Klasyk, szlagier, no master. Jeśli ktoś się zastanawia, czemu spośród tylu metalowych kapel, Metallica najbardziej się wybiła, niech posłucha właśnie „Master of Puppets”. Tu jest wszystko. Jest ostre metalowe granie, łagodne rockowe pasaże, mocne brzmienie, świetna melodia, chwytliwy refren, a całość jest złożona, wielowątkowa, zaskakująca. Epicki, a zarazem naprawdę metalowy utwór.

PS. Proszę bardzo nie krzyczeć, ale pominęliśmy kilka zapewne ważnych pozycji pozycji („Orion”, „Enter Sandman”), gdyż A) pisaliśmy o nich kilka lat temu w tekście 10 najlepszych piosenek Metalliki (Waszym zdaniem), B) nie wszystkie uważamy za najlepsze piosenki Metalliki.

Metallica

Wykonawcy: Metallica |Ghost |Bokassa
Miejsce: Warszawa, PGE Narodowy
Data: 21 sierpnia 2019
Organizator: Live Nation


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.