20 najlepszych piosenek czerwca 2016

Sleigh Bells fot. Archiwum/NajlepszePiosenki.pl

Wyjątkowo z niemałym opóźnieniem (za które przepraszamy), ale w końcu wakacje, sezon urlopowy, Światowe Dni Młodzieży, te sprawy 😉 Na szczęście, co się odwlecze, to nie uciecze. 20 najlepszych piosenek czerwca.

20. Chvrches – „Bury It” (feat. Hayley Williams)

Chvrches znaleźli się na ostatnim miejscu naszego zestawienia, nie do końca dlatego, że nagrali najsłabszą z najlepszych piosenek czerwca. Po prostu to trochę oszustwo. To bowiem nowa wersja utworu tria, z tym, że z gościnnym udziałem Hayley Williams z Paramore.

Głosy dziewczyn fajnie współbrzmią i okazuje się, że rockmanka pasuje do takiej synthpowej stylistyki.

Twórcą wideo jest stały współpracownik tria, Jamie McKelvie, a za animacje odpowiada Mighty Nice.

19. Little Boots – „Staring At The Sun”

Little Boots wciąż porusza się błyszczącej, syntetycznej stylistyce, ale wciąż brzmi świeżo. „Staring At The Sun” to przyjemny, taneczny kawałek. Nie jest to może parkietowy killer, ale coś w tej piosence jest.

Współtwórcą jest Richard X, który odpowiadał także za produkcję.

18. ScHoolboy Q – „THat Part” (feat. Kanye West)

ScHoolboy Q w swoim charakterystycznym rytmie. Lepki, nieco wręcz smołowaty numer i nawet wydurniający się Kanye West go nie psuje. Ale żeby był jakąś wartością dodaną (może poza marketingową), to nie powiem.

17. DJ Snake – Talk (Audio) ft. George Maple

Najntisowy klawisz i kruchy głos George Maple. Trochę egzotycznych dźwięków, nieco nowoczesnych przekształceń i piosenka na lato jak znalazł. A że DJ Snake smykałkę do hitów ma to wiemy, bo to on pomagał przy „Lean On” Major Lazer z udziałem MØ.

16. Four Lions – „We Are England”

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej się skończyły, reprezentacja Anglii (w odróżnieniu od polskich kadrowiczów) nie błysnęła, ale pozostała fajna piosenka. Jeśli „We Are England” kojarzy Wam się z Happy Mondays, jest ku temu powód. Pod szyldem Four Lions (Three Lions – trzy lwy – to nazwa narodowej drużyny Anglii) kryją się: Shaun Ryder z Happy Mondays, dawni koledzy Rydera z formacji Black Grape, Kermit i Goldie, oraz producent Paul Oakenfold.

W wideo pojawia się – jak zwykle wyśmienicie tańczący – Bez (Happy Mondays) oraz Irvine Welsh, czyli autor „Trainspotting”.

15. Deap Vally – „Smile More”

Nie ma jak hałasujące dziewczyny. Te na dodatek grają bluesa. Trochę bluesa, trochę garażowego rocka. W każdym razie jest soczyście, brudno i seksownie. Minimalistyczne brzmienie – jasne. Prochu nie wynalazły – ofkorz. Ale co z tego;) Żre całkiem przyjemnie.

Za produkcję odpowiadał Nick Zimmer z Yeah Yeah Yeahs.

Piosenka zapowiada album „Femejism”, którego premierę wyznaczono na 16 września.

Duet tworzą Lindsey Troy (gitara, wokal) i Julie Edwards (perkusja, wokal).

14. Sigur Rós – „Óveður”

Klimatyczny, wypełniony poszatkowaną, zniekształconą elektroniką i szybującymi dźwiękami numer. Z tych bardziej stonowanych i mniej dramatycznych jeśli chodzi o możliwości Sigur Rós. Za to dość gęsty brzmieniowo.

„Óveður” towarzyszy multimedialnemu projektowi Sigur Rós – „Route One”. Przez 24 godziny artyści na żywo przedstawiali podróż po trasie Route 1 biegnącej dookoła wybrzeża. W sieci są klipy-skróty, również w opcji 360 stopni, a nawet aplikacja (z tym, na razie wyłącznie że na iOS).

13. Beck – „Wow”

Przyznaję się bez bicia – „wow” nie było po wysłuchaniu nowego utworu Becka. Raczej, WTF? Nie to, że jest źle, ale dziwnie. Jakieś pełzające dźwięki, trochę dżunglowego klimatu i nagle robi się superkolorowo i zwiewnie. Beck częściej melorecytuje niż śpiewa, a jak śpiewa wchodzi na falsetowe rejestry. Rzecz mocno frapująca, do której trzeba się przyzwyczaić.

– To numer o tych chwilach w życiu, kiedy zadziwiasz świat – wyjaśnia fotografik Alicia Ward, która pracowała przy klipie do piosenki.

12. Calvin Harris – „This Is What You Came For” (feat. Rihanna)

Calvin Harris i Rihanna nagrali już razem uletramegasuperprzebój „We Found Love”. Nowa piosenka nie jest tak znakomita, ale potencjał ma. Rihanna momentami brzmi trochę jak nie Rihanna, ale to daje w sumie dość ciekawy efekt.

Z utworem związany jest pewien skandal. Otóż, współautorką okazała się… Taylor Swift, czyli była dziewczyna Calvina, którego rzuciła dla Toma Hiddlestona. Numer napisała, gdy byli jeszcze razem i podpisała pseudonimem Nils Sjoberg. Po rozstaniu, kiedy kawałek ujrzał światło dzienne, Harris nic w tej kwestii nie zmienił. Ekipa Swift ujawniła jednak informację i wyszło, że Szkot ukrywał udział Taylor przed światem. Po przepychankach na Twitterze (i zapewne między prawnikami), obecnie Taylor Swift jest oficjalnie uznana jako współtwórca „This Is What You Came For”.

11. Sleigh Bells – „Rule Number One”

Do tego kawałka też trzeba się przyzwyczaić. Furory w radiu na pewno nie zrobi. Jakieś to takie połamane, pokrzywione i rozkrzyczane. W sumie bez melodii, za to z nerwową gitarą. W sumie fajne.

10. Twenty One Pilots – „Heathens”

Twenty One Pilots potrafią harmonijnie łączyć rytmiczną elektronikę, subtelny hip-hop, popową przystępność i stadionowy rozmach. Dowód: „Heathens”.

Numer nieco kosmiczny, który bardzo delikatnie, na jakimś głębokim poziomie, przypomniał mi o hicie „Spaceman” Babylon Zoo.

Utwór powstał na potrzeby soundtracku do filmu „Legion samobójców”.

9. Gorgon City – „Smoke”

Surowy, wciągający, delikatnie mroczny, nieco duszny, klubowy kawałek, z transowym zacięciem. Wielce zachęcający, by zobaczyć Gorgon City na Audioriver w Płocku.

Numer powstał jako część projektu „Kingdom Vol. 1”, w ramach którego Gorgon City co tydzień wypuszczali nową kompozycję. W tym roku spodziewany jest też nowy longplay „Kingdom”.

8. Rihanna – „Sledgehammer”

Autorką tej power-ballady jest Sia i… to słychać. Wzniosły, natchniony, epicki numer, który wykorzystano w filmie „Star Trek: W nieznane”.

Rihanna zapewnia, że jest od dziecka fanką „Star Treka”. Z załogą Enterprise zapoznał ją tata.

7. Shura – „Make It Up”

Na Shurę warto mieć baczenie. My się trochę spóźniliśmy, ale czerwcowy singel „Make It Up” powinien zachęcić Was, by sięgnąć po całą płytę „Nothing’s Real”. Jest w niej coś z Jessie Ware coś z sióstr Haim. Dla siebie znajdą też coś fani starej Madonny i Janet Jackson.

6. Bastille – „Good Grief”

Subiektywnie może nie jesteśmy fanami Bastille, ale obiektywnie doceniamy ich przebojowość. „Good Grief” to kolejny potencjalny festiwalowy hit. Gładka produkcja i chwytliwy refren oraz odpowiednia dawka euforii i melancholii.

W utworze wykorzystano sample Kelly Le Brock z filmu „Dziewczyna z komputera”.

Komu się nie udało na Open’erze, w listopadzie będzie mógł zobaczyć Bastille na warszawskim Torwarze. Będą już po premierze nowej płyty „Wild World” (9 września).

5. Trentemøller – „River In Me”

Trentemøller jest jednym z najbardziej rockowych twórców muzyki elektronicznej. Kto widział jego koncerty, wie o co chodzi. Nie dziwi więc, że nawiązał współpracę z Savages. Pomagał im przy ostatnim krążku, a teraz zaprosił do siebie wokalistkę Jehnny Beth. W zderzeniu z elektronicznymi dźwiękami i bulgoczącym basem, Jenny jeszcze bardziej przypomina Siouxsie Sioux.

4. Biffy Clyro – „Animal Style”

Utwór miał premierę w maju, ale umknął nam, więc nadrabiamy teraz, gdy jest już klip. „Animal Style” to mocny, rockowy, stadionowy kawałek. Z dobrze „naostrzonymi” gitarami i konkretną dawką energii. Osobiście wolę bardziej dramatyczne piosenki Biffy Clyro, ale ta też robi swoje.

3. The Avalanches – „Frankie Sinatra”

The Avalanches to taki bardzo dziwny zespół. Niby mało znany, alternatywny, a jednak w pewnych kręgach popularny. Na tyle, że gdy po 16 latach zapowiedzieli, że w końcu wydadzą 2. (słownie: drugą) płytę, muzyczne serwisy oszalały. „Frankie Sinatra” to całkiem niezła zapowiedź tego, co grupa przygotowała. Słowem, wszystkiego po trochu. Dużo „wklejek” (znaczy sampli), dużo zabawy, dużo stylistycznej żonglerki. W numerze pojawiają się Danny Brown i MF DOOM.

Niestety, zespół odwołał europejską trasę i nie wystąpi na Kraków Live Festival.

2. The Stone Roses – „Beautiful Thing”

Piękna rzecz może to nie jest, ale znakomita na pewno. Nowe The Stone Roses brzmi jak stare The Stone Roses i to największy atut tego nagrania. Rozbujany, metaliczny numer, pobrzękujący, migoczący. I chociaż przypomina dawne piosenki formacji, nie wypada przestarzale.

To drugi kawałek kapeli w tym roku, po zaprezentowanym w maju „All for One”.



1. Peter Gabriel – „I’m Amazing”

Szkoda, że trzeba było śmierci Muhammada Alego, by Peter Gabriel się odezwał. Na szczęście wiadomo, że u niego – przynajmniej muzycznie – wszystko dobrze.

Świetny utwór, nowoczesny, a zarazem uniwersalny. I bardzo gabrielowy.

– Napisałem tę piosenkę kilka lat temu – opowiadał Peter Gabriel. – Po części jest ona inspirowana dokonaniami Muhammada Alego. Teraz gdy tak wielu ludzi dzieli się swoimi refleksjami związanymi z bokserem, to dobry czas, by opublikować ten utwór.

To pierwsza kompozycja Anglika od 2013 roku.

Komentarze

Wojciech Duś

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.