22 najlepsze piosenki sierpnia 2016

Warpaint fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl

Agnes Obel, Aloe Blacc, Banks, Clipping., De La Soul, Empire of the Sun, Florence and The Machine, Green Day, Jagwar Ma, Kehlani, KT Tunstall, Meshuggah, Metallica, Norah Jones, OneRepublic, Phantogram, Placebo, Sleigh Bells, S U R V I V E, Tove Lo, Warpaint – oto 22 najlepsze piosenki sierpnia 2016.

22. Green Day – „Bang Bang”

Fanami Green Day nigdy nie byliśmy i pewnie już nie zostaniemy, więc raczej z kronikarskiego obowiązku zaczynamy zestawienie od „Bang Bang”. Nowy singel tria brzmi… dokładnie tak, jak można było się spodziewać. Jest szybko, skocznie, energicznie i z ciekawym przejściem. Solidnie. Nie nasza bajka, ale rozumiemy, że może się podobać.

21. Empire of the Sun – „High And Low”

Słońce, niekoniecznie fantazyjny, ale skłaniający do podrygiwania beat. Oto nowa piosenka Empire of the Sun. Numer dość prosty i raczej klubowy. Jeszcze trochę się przyzwyczajamy, stąd dość niska lokata.

– To numer o dziewczynie, którą znałem jako dziecko. Nazywała się Alice D i była dzikim dzieckiem – opowiada Nick Littlemore. – Robiła różne szalone rzeczy.
Chcieliśmy napisać piosenkę, która odda niewinność i odwagę młodzieńczych lat, bycia nastolatkiem. Tego czasu, gdy odrzuca się ostrożność i próbuje wszystkiego po raz pierwszy.

20. OneRepublic – „Kids”

Trochę dziwne, że dopiero w sierpniu ukazuje się ten singel. „Kids” to murowany kandydat na przebój wakacji. Błyszczący, syntezatorowy, z melancholijnym klimatem. – To piosenka o tym, jak ma się 19-20 lat i o wakacjach między szkołą a college’em, kiedy człowiek czuje się niepokonany i robi, co tylko zapragnie z kim tylko zechce – wyjaśniał magazynowi „Forbes” lider zespołu Ryan Tedder.

19. KT Tunstall – „Maybe It’s A Good Thing”

Jest coś urzekającego w nowej piosence KT Tunstall. Coś niemodnie akustycznego, nienowoczesnego. Do tego ten pogodny klimat, urok i autentyczność. Nie jest to hit na miarę XXI wieku, ale nie zawsze musi to być najważniejsze.

– Uwielbiam tańczyć, nieważne jak wyglądam – mówiła wokalistka o klipie. – Chcę by ludzie tak się właśnie poczuli słuchając całego albumu, dlatego zrobiłam coś, co sprawiało mi przyjemność.

18. S U R V I V E – „Wardenclyffe”

Jeśli te elektroniczne dźwięki wydają Wam się podejrzanie znajome, to pewnie macie racje. Za S U R V I V E kryją się Kyle Dixon i Michael Stein, czyli twórcy soundtracku do serialu „Stranger Things”, których wyróżniliśmy w lipcu. http://najlepszepiosenki.pl/14-najlepszych-piosenek-lipca-2016/. Panowie szykują się do premiery albumu pod szyldem S U R V I V E. Stylistycznie ta muzyka nie odbiega od tego, co znamy ze „Stranger Things”, więc na pewno damy im szansę;)

P.S. Jeśli jeszcze nie wiecie to, Kyle Dixon i Michael Stein wystąpią 22 października w ICE Kraków w ramach festiwalu Unsound, gdzie premiero wykonają na żywo soundtrack „Stranger Things”.

17. Clipping. – „Air ‚Em Out”

Hip-hop z Sub Popu? Brzmi obiecująco i intrygująco. Takie też jest. Surowy, ale nie przesadnie kawałek z ewidentnym alternatywnym odchyleniem. Na pewno sprawdzimy całą płytę.

16. Agnes Obel – „Golden Green”

Jeśli lubicie ultradelikatne dźwięki, eteryczne wokale i nieco czarodziejski klimat, Agnes Obel na pewno Was zauroczy. Mimimalistyczne cudeńko do słuchania po zmroku.

15. Aloe Blacc – „Broke”

Aloe Blacc to ten pan od przeboju „I Need a Dollar”. Jak widać, jego sytuacja finansowa się nie poprawiła, a wręcz pogorszyła;) Tym razem jest bowiem spłukany.

Piosenka ma fajny rockowo-bluesowy pazur, a w głosie muzyka jest pewna sympatyczna drapieżność.

Numer mówi o byciu biednym, choć niekoniecznie w znaczeniu finansowym. – Being rich, doesn’t make you rich (bycie bogatym, nie sprawia, że jesteś bogaty) – śpiewa, W tekście artysta porusza kwestie problemów politycznych i społecznych w Ameryce. Piosence towarzyszy klip m.in. z ujęciami Donalda Trumpa.

14. Placebo – „Jesus’ Son”

Tak, oni żyją i wciąż nagrywają nowe piosenki. „Jesus’ Son” to nie „Taste in Men”, ale wstydu nie ma. Na poły akustyczny, melodyjny i niepozbawiony energii, a nawet hałasowania kawałek. Czepiać się w sumie nie ma czego. Piotr Stelmach na pewno jest zachwycony 😉

Potencjalnie rozhisteryzowane fanki od razu uspokoję. Nie jest to zapowiedź nowej płyty, lecz kompilacji największych hitów „A Place For Us To Dream”.
Premiera 7 października.

A to, że się trochę wyzłośliwamy, nie znaczy, że nie lubimy Placebo. Oto dowód: 12 najlepszych piosenek Placebo. http://najlepszepiosenki.pl/placebo-12-najlepszych-piosenek/

13. Meshuggah – „Born In Dissonance”

Rasowe, siarczyste łojenie. Piłujące gitary i gęste brzmienie, czyli wszystko, jak należy. – To utwór nawiązujący do biblijnej apokalipsy – tłumaczy Tomas Haake. – Chodzi o pomysł, by cofnąć wszystko i zabrać do nieba tych prawych. To o potworze czy kataklizmie, który nam zagraża.

12. Jagwar Ma – „Give Me a Reason”

Jagwar Ma proponują coś, co nazwałabym europejską psychodelią. Jest tu „kwaśny” (kwasowy?) klimat znany z dokonań The Stone Roses czy Happy Mondays. „Give Me a Reason” to pełen luz, basowa pulsacja i kolorowe dźwięki. Bardzo udany numer.

11. De La Soul – „Drawn” (feat. Little Dragon)

Polecamy całą, przekolorową, przebogatą płytę De La Soul „and the Anonymous Nobody….”. Za zachętę niech posłuży niezwykłe nagranie z udziałem szwedzkiej elektronicznej Little Dragon.

– To senna podróż o tym, by niczego nie brać za pewnik – wyjaśnia wokalista zespołu Yukimi Nagano. – O miłości i zatraceniu w czymś, co jest niebezpiecznie dobre.

Niby brzmi jak kruche, delikatne Little Dragon, ale z czasem utwór się rozkręca, nabiera hiphopowej wibracji i jest po prostu świetny. Zupełnie jak reszta longplaya.

10. Norah Jones – „Carry On”

Mam słabość do Nory Jones. Jest w jej utworach coś rozkosznie leniwego, ciepłego, przyjaznego, smakowitego. Dokładnie taki jest numer „Carry On”. Słuchanie tej piosenki przypomina picie gorącej czekolady, bądź zajadanie się gorącą szarlotką. A to przecież tylko senna ballada z oldscholową aranżacją. Tylko Norah Jones tak potrafi.

Kawałek zapowiada longplay „Day Breaks”, który ukaże się 7 października.

– Tym albumem zataczam pełne koło – mówi wokalistka. – Wracam do swych wczesnych inspiracji. Po pierwszej płycie oddaliłam się nieco od fortepianu i częściej sięgałam po gitarę. Na tym krążku z wielką przyjemnością znów grałam na fortepianie.

9. Kehlani – „Gangsta”

Klimatyczny, zmysłowy utwór. Nowoczesny, z połamanym rytmem, trzeszczącą elektroniką i eterycznym refrenem.

O piosence i innych z soundtracku do „Legionu samobójców” już jednak pisaliśmy, więc pokornie odsyłamy do tekstu. http://najlepszepiosenki.pl/8-najlepszych-
piosenek-z-filmu-legion-samobojcow/

8. Tove Lo – „Cool Girl”

Tove Lo jest bardzo zdolną dziewczyną. Dotąd pomagała przede wszystkim innym (Nick Jonas, Coldplay, Years & Years), ale sukcesywnie pracuje też na własny rachunek.

Jej nowy singel fajnie łączy miękkie rytmy, dziewczęcy urok i nowoczesne brzmienia. Niewymuszony, wyluzowany, wpadający w ucho kawałek w klimacie końca wakacji.

– „Cool Girl” opowiada o dziwnej potrzebie udawania w związkach, że kto czuje mniej ten wygrywa – mówi artystka. – Czasem wydaje się, że chcesz kogoś, kto cię nie chce, albo kogoś, kogo nic nie rusza, cokolwiek zrobisz. Tymczasem tak naprawdę wszyscy chcemy prawdziwej miłości.

Reżyserię teledysku zajął się Tim Erem.

7. Phantogram – „Cruel World”

Naprawdę nie wiemy, co napisać o tym utworze, poza tym, że bardzo nam się podoba. Z jednej strony zwykły, normalny, z drugiej totalnie dziwaczny i pojechany.
Sprawdźcie koniecznie.

6. Sleigh Bells – „Rule Number One”

Słodko-głośny utwór, czyli dokładnie to, czego od Sleigh Bells oczekujemy. Słodkie partie niezłe, ale wrażenie robię przede wszystkim te przesterowane, „popsute” hałasy i ten szarpany riff. Jest w tym jednocześnie coś z The White Stripes i Whitesnake.

4. i 5. Banks – „Gemini Feed”/”Mind Games”

Z każdym singlem, nowa Banks jest coraz bardziej obiecująca. „Gemini Feed” to najlepsza z dotychczas zaprezentowanych utworów z albumu „The Altar”. Z dobrym refrenem, fajnym alternatywnym szntyem, skrzącymi syntezatorami i całym mnóstwem emocji. Smutne „Mind Games” też nam się podoba, więc obydwa kawałki zamieszczamy w zestawieniu. Kto nam w końcu zabroni;)

3. Florence and The Machine – „Too Much Is Never Enough”

Śliczna ballada, która powstała do gry „Final Fanasty XV”. – Słuchałam w Classic FM dwugodzinnego programu na temat muzyki klasycznej wykorzystywanej w grach video. To było bardzo inspirujące i fascynujące. Niezwykle piękna i emocjonalna muzyka była dla mnie pewnego rodzaju znakiem, co mogłabym jeszcze zrobić w tej dziedzinie – opowiada o swym niecodziennym projekcie Florence Welch. – W jakimś sensie świat w Fianl Fanasty i mój własny wewnętrzny świat pasują do siebie; jest mityczny, piękny i epicki.

Taki dokładnie jest też utwór „Too Much Is Never Enough”, jeden z trzech, jaki zespół nagrał do gry. Mityczny, piękny i epicki. Po prosty typowe, niezwykle udane nagranie Florence and The Machine. Z właściwą dramaturgią i emocjami.

2. Metallica – „Hardwired”

Kurde, to jest naprawdę dobry utwór. Mocny, szybki (jak na możliwości Larsa;), skondensowany. Soczyste, nieprzekombinowane, proste metallicowe granie.
Obawiam się jednak, że będzie to rodzynek w wielopoziomowym torcie, czyli nadchodzącym albumie kapeli „Hardwired… to Self-Destruct”. Czeka nas bowiem 2-płytowe dzieło i pewnie takich konkretnych, 3-minutowych numerów tam zbyt wiele nie uświadczymy ;/

– To ostatnia piosenka, jaką nagraliśmy na ten album – opowiadał perkusista, Lars Ulrich w rozmowie z magazynem „Rolling Stone”. – Zaczęło się od przerzucania się pomysłami, dopiero później numer nabrał kształtu. Kiedy piosenki zaczynały być krótsze, bardziej zwięzłe i proste.



1. Warpaint – „New Song”

Trochę z przekory zamieściliśmy Warpaint na 1. miejscu, bo pewnie powinna być Metallica, ale naprawdę bardzo, bardzo nam się podoba „New Song”.

Po czym poznać, że piosenka jest dobra? Na przykład po tym, że dobrze brzmi w radiu. Od razu wpada w ucho i od razu chcemy wiedzieć, co, kto i jak. Tak właśnie jest z „New Song”. Może zwrotki tego nie wskazują, ale zapętlony refren jest po prostu uzależniający.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do… Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave’a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme’a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą „Szklaną pułapkę”, bo najbardziej kocha Bruce’a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.