27 najlepszych piosenek 2014 roku

Iggy Azalea/Najlepsze Piosenki 2014 fot. Universal Music Polska/NajlepszePiosenki.pl

Wiemy, że kochacie zestawienia więc przekazujemy w Wasze ręce ranking 27 najlepszych piosenek 2014 roku. Rok był obfity więc zapewne o czymś zapomnieliśmy, ale taka uroda rocznych podsumowań. Cieszy nas niezmiernie, że w naszym zestawieniu jest całkiem sporo debiutantów oraz wykonawców bardzo młodych. Voila!

27. Catfish And The Bottlemen – „Cocoon”

Wbrew przewidywaniom, to nie Royal Blood, a Catfish and The Bottlemen zdobyli nagrodę BBC Introducing Award. Formacja powstała już siedem lat temu, ale dopiero we wrześniu ukazał się ich debiutancki longplay, „The Balcony”. Recenzje były co najmniej sceptyczne. Walijczykom zarzucano, że tworzą muzykę, która mogłaby być modna około 2005 roku, jest trywialna i nie przystaje do dzisiejszych standardów.

Krytycy chyba zapomnieli, na jakim graniu wybili się Bastille i The 1975. Wybrany przeze mnie singiel „Cocoon” zasługuje na miano jednego z hitów AD 2014. Co więcej, jest to jeden z najczęściej wyszukiwanych utworów przez aplikację Shazam. W przeciwieństwie do dwóch wymienionych kapel, Catfish and The Bottlemen unikają egzaltowanego tonu i pozowania na wątłych i zamyślonych.

Taktyka Ryana Van McCanna jest jasna – chce nagrywać kawałki, przy których 60 000 fanów z entuzjazmem będzie zdzierać gardła. Chce tworzyć muzykę, którą polubią nie muzyczni eksploratorzy, a ludzie, którzy spędzają w pracy dziewięć godzin dziennie. Czysty normcore.

Premiera: 28 lipca 2014
Album: „The Balcony” (premiera 12 września 2014)
Wydawca: Universal Music Polska

26. Ella Eyre – „Comeback”

Coś nie możemy doczekać się całej płyty lwicy Elli, ale na szczęście co jakiś czas obdarzona świetnym głosem i włosami Angielka osładza nam oczekiwanie nową piosenką.

„Comeback” to rzecz bardziej popowa, imprezowa, energiczna niż wcześniejsze numery („Deeper”, „Love Me Like You Do”). Elementy R&B są oczywiście obecne, ale słychać, że Eyre rusza na podbój list przebojów. Na razie, z tym właśnie singlem, dotarła do 12. miejsca UK Charts.

Piosenka opowiada o rozstaniu z chłopakiem, jakie wokalistka przeżyła w wieku 17 lat. – W „If I Go” zastanawiałam się nad tym, czy odejść z tego związku, „Comeback” to tego następstwo, wyzwalające „fuck you” – opowiadała artystka.

Wideo nakręcone w Los Angeles wyreżyserował Jon Jon Augustavo, który wcześniej pracował przy „Thrift Shop” Macklemore and Ryan Lewis.

Kawałek zapowiada longplay „Feline”, którego należy spodziewać się w przyszłym roku.

Premiera: 28 września 2014
Album: „Feline” (premiera 4 maja 2015)
Wydawca: Universal Music Polska

25. Slash featuring Myles Kennedy and The Conspirators – „World on Fire”

Na koncercie Slasha w Krakowie zdziwiły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze sporo młodzieży, osób, dla których Guns N’ Roses to zamierzchła historia. Po drugie, owa młodzież z zaangażowaniem nie mniejszym niż frontman Myles Kennedy wyśpiewywała piosenki z dość świeżej płyty „World on Fire”. Oznacza to, że rock and roll jest wiecznie młody a Slash ponadczasowy. Takie numery jak „Avalon”, „Shadow Life” czy właśnie tytułowy są tego dowodem.

Dziki, motoryczny, rozpędzony kawałek. Klasyczna rockowa jazda, pełna ognia z refrenem do wykrzykiwania w tłumie i energicznym rytmem, który pozwoli się wyskakać i wyszaleć pod sceną. Krótko mówiąc, to, co tygrysy lubią najbardziej.

Jak przekonuje Slash, to piosenka o seksie.

Premiera: 13 czerwca 2014
Album: „World on Fire” (premiera 15 września 2014)
Wydawca: Warner Music Poland

24. SBTRKT – „New Dorp. New York” (feat. Ezra Koening)

Drugi album SBTRKT-a, „Wonder Where We Land”, nie wywołał takiego poruszenia, jak debiut, ale swoich amatorów znalazł. Jednym z najmocniejszych momentów krążka jest podbity mocnym basowym beatem „New Dorp. New York”. Mroczny, hipnotyzujący, wciągający, gdzie Nowy Jork brzmi jak dżungla.

W nagraniu wokalnie udziela się Ezra Koening z Vampire Weekend, którego Aaron Jerome, jak nazywa się SBTRKT, namówił, by rapował.

– Rozmawialiśmy o tym wcześniej i wydawało mi się to bardzo logiczne – opowiadał SBTRKT na łamach „Guardiana”. – Miał już tekst, poza tym byłem zaintrygowany jego hiphopową przeszłością.

Za animowany teledysk odpowiada Fons Schiedon.

New Dorp to nazwa niewielkiej dzielnicy na Staten Island.

Premiera: 22 września 2014
Album: „Wonder Where We Land” (premiera 7 października 2014)
Wydawca: Sonic Records

23. Twin Atlantic – „Heart & Soul”

Dotychczas Twin Atlantic kojarzono z mało ambitnym pop-punkiem i kapelami pokroju You Me At Six czy Young Guns, czyli – nie ukrywajmy – drugą ligą brytyjskich formacji. Ale rok 2014 to przełomowy okres dla Szkotów. Trzeci longplay w karierze, „Great Divide”, to ich najdojrzalsze dzieło. Być może dlatego, że podczas pracy w studiu, producent Gil Norton pozwolił Twinsom korzystać z pianina, na którym przed laty nagrano „Bohemian Rapsody”.

Świadectwem nowej jakości jest bez wątpienia singel „Heart & Soul”, który w wakacje zdemolował listy przebojów. Już entuzjastyczne, oldskulowe intro zwiastuje rozbrat z pop-punkowymi korzeniami. Twin Atlantic grają teraz bardziej w stylu Band of Skulls czy Franz Ferdinand. Co więcej, nawet kolażowy teledysk do „Heart and Soul” przypomina nieco klip do hitu „Take Me Out”.

Premiera: 30 marca 2014
Album: „Great Divide” (premiera 18 sierpnia 2014)
Wydawca: Red Bull Records

22. Klaxons – „There is No Other Time”

To nawet nie jest najlepsza piosenka na krążku „Love Frequency”. Chociażby numer „Show Me a Miracle” brzmi jak powrót do stylu z czasów euforycznego i psychodelicznego debiutu Klaxons, „Myths Of The Near Furture”. Kawałek „There Is No Other Time” można by pomylić z dokonaniami Empire Of The Sun albo MGMT.

Jest popowy, słodko-plastikowy, a tekst brzmi jakby napisała go dwunastolatka. I chyba na tym polega jego siła. Rozgłośnie radiowe wręcz zakatowały ten numer. Słuchacze prosili, żeby nie grano go tak często, bo ta trzyminutowa bestia po prostu uzależnia. Spróbujcie puścić sobie „There Is No Other Time” przy porannej krzątaninie, a zapewniam, że nie uwolnicie się od tej piosenki do końca

dnia. Urokowi kawałka ulegli nawet poważni smakosze elektroniki z Free Form Festival. Gdy tylko usłyszeli chwytliwy refren, oderwali wzrok od telefonów i skakali jak wesołe zajączki przy kiczowatych dźwiękach hitu. Bo tak naprawdę jedyną receptą na polubienie tego kawałka jest ironia, inaczej jest niestrawny.

Nawet Klaxons nie traktują go do końca poważnie.

Warto zwrócić uwagę i na numer „There Is No Other Time” i na cały krążek „Love Frequency”, o którym za wiele w tym roku nie dyskutowano. Brytyjskie trio zamieściło w sieci oświadczenie, że po zakończeniu trasy koncertowej, wybiera się na zasłużony odpoczynek. James Righton ogłosił, że wkrótce zostanie ojcem, więc rozbrat Klaxons ze studiem nagraniowym może trochę potrwać.

Premiera: 1 kwietnia 2014
Album: „Love Frequency” (premiera 16 czerwca 2014)
Wydawca: Warner Music Poland

21. George Ezra – „Listen To The Man”

Miejmy nadzieję, że George Ezra nie skończy jak Gotye, czyli koleś, którego zwykliśmy kiedyś znać. Wokalista z Bristolu stał się rozpoznawalny już w zeszłym roku dzięki euforycznie przyjętemu singlowi „Budapest”. Niski, aksamitny wokal podchwyciły dziesiątki słuchaczy.

Recepta na sukces George’a Ezry jest dziecinnie prosta. Pop można nagrywać także w taki sposób, by nie podważać inteligencji publiczności. Anglik korzysta często z swingujących motywów, inspiruje się klasykami z lat sześćdziesiątych. „Listen To The Men”, tak jak pozostałe propozycje z albumu, kipi pozytywną energią, czuć, że nagrano go z dużą dozą luzu.

Jeżeli ktoś sprawdzi teledyski muzyka, dozna szoku. Niegłupie teksty i ten zachwycający baryton tworzą złudzenie, że mamy do czynienia z doświadczonym przez życie bardem. A w klipach pojawia się dwudziestolatek o twarzy aniołka, który namiętnie słucha starych hitów Dylana. W teledysku do „Listen To The Man” zobaczymy jednak starego mistrza, w nagraniu gościnnie pojawia się sir Ian McKellen.

Numer „Listen To The Man” promuje debiutancki longplay George’a „Wanted on Voyage”, który trafił na sklepowe półki w czerwcu. Co było do przewidzenia, krążek bez trudu zdobył szczyt listy UK Charts i szybko pokrył się platyną. Jednak konkurencja nie śpi. Eda Sheerana już nikt nie określa mianem „sympatycznego rudzielca”, z kolei Sam Smith stał się nową ikoną soulu. Największym „rywalem” Ezry jest z pewnością Hozier, jego emocjonująca ballada „Take Me To Church”, choć wydana rok temu, teraz święci największe tryumfy.

Premiera: 28 października 2014
Album: „Love Frequency” (premiera 30 czerwca 2014)
Wydawca: Sony Music

20. MØ – „Walk This Way”

Kiedy próbowałam zanucić „Walk This Way”, okazało się, że śpiewam… „Toy Soldiers” Martiki. To jednak tylko taka dygresja, nie zarzut o plagiat.

„No Mythologies to Follow” – debiutancki album Dunki z finezyjnym kucyko-warkoczem – ma jeden wielki atut. Brzmi świeżo. Niby Karen Orsted nie wynalazła koła, a jednak doskonale znane elementy hip-hopu i electropopu łączy w bardzo zgrabną całość. „Walk This Way” pokazuje ponadto, że MO ma niczego sobie
warunki wokalne. Powolny a jednak skoczny rytm oraz funkowe gitary sprawiają, że piosenka szybko i na długo zapada w pamięć.

– To utwór o byciu młodym, niespokojnym i zagubionym we współczesnym świecie – wyjaśniała MØ w rozmowie z „NME”.

Nad brzmieniem czuwał Ronni Vindahl. Kawałek powstał za kulisami koncertu w Birmingham, kiedy wokalistka odbywała trasę z AlunaGeorge.

Płyta ma u mnie dodatkowy plus za okładkę.

Premiera: 3 sierpnia 2014
Album: „No Mythologies to Follow” (premiera 10 marca 2014)
Wydawca: Sony Music

19. Fink – „Looking Too Closely”

Fink ma „to coś”. Niby muzyka formacji dowodzonej przez Fina Greenalla to mieszanka organicznych stylów – folku, bluesa, rocka. Pozbawiona innowacji, eksperymentów, a jednak brytyjski twórca wyróżnia się na tle innych „chłopców z gitarą”. Ciężko tak naprawdę powiedzieć dlaczego. Weźmy piosenkę „Looking Too Closely”. Niby prosty utwór oparty na repetycji. Fortepian, akustyczna gitara, nieco perkusji i głos. Robi się coraz bardziej nerwowo, coraz głośniej, pojawia się coraz więcej dźwięków, a balladowy kawałek zmienia się w rzecz całkiem bliską post-rockowym klimatom. W notce z Ninja Tune, „Looking Too Closely” opisany jest – całkiem trafnie – jako kolczasty, ale delikatny.

– To utwór o związku, jaki mamy z samym sobą – wyjaśnia wokalista. – O tym, by nie przyglądać się sobie zbyt blisko. Czasem najlepiej po prostu mieć pozytywne nastawienie.

Klip do „Looking Too Closely” jest dopiero trzecim w karierze Finka. Za reżyserię teledysku odpowiada duet Wolf&Lamm, czyli Joffrey Jans i Kai Kurve.

Producentem utworu, jak i całej płyty „Hard Believer”, jest Billy Bush (Beck, Garbage, Foster The People). Materiał na album powstał w 17 dni w hollywoodzkim studiu Sound Factory.

Premiera: 8 lipca 2014
Album: „Hard Believer” (premiera 30 września 2014)
Wydawca: NoPaper Records

18. Paloma Faith – „Can’t Rely on You”

Gdyby Paloma Faith nagrywała więcej takich piosenek jak „Can’t Rely on You”, byłaby znacznie bardziej popularna. Nie można powiedzieć, album „A Perfect Contradiction” jest naprawdę niezły, ale singel i tak się wybija. Niemała w tym zasługa charakterystycznej produkcji Pharrella Williamsa, choć dęciaki mogą kojarzyć się z Markiem Ronsonem. W każdym razie jest seksownie i zadziornie, i trochę funkowo. Nie mówiąc, że Faith ma świetny głos i soulową duszę.

Paloma i Pharrell nagrali ten utwór w Miami.

Krytycy porównują piosenkę do hitu „Blurred Lines” Robina Thicke. Natomiast Alex Kapranos z Franz Ferdinand, zarzucił twórcom plagiat (mieli ukraść „Take Me Out”), później jednak zmienił zdanie i już nie oskarżał Pharrella o kradzież.

Premiera: 23 lutego 2014
Album: „A Perfect Contradiction” (premiera 11 marca 2014)
Wydawca: Sony Music

17. Ed Sheeran – „Sing”

I co z tego, że jak ktoś nie słyszał o Edzie Sheeranie, mógł pomyśleć że, to zaskakująco akustyczna piosenka Justina Timberlake’a. To świetna, popowa piosenka! Z miejsca wpadająca w ucho, kapitalnie sprawdzająca się w radiu i jeszcze lepiej na imprezach, gdzie młode (i nie tylko) dziewczyny chcą potańczyć. Zresztą, Anglik nie wypierał się, że nagrywając „Sing” inspirował się dokonaniami byłego członka ‚N Sync. – Uwielbiam „Justified” i „FutureSex/LoveSounds”, więc czerpałem z tych płyt – nie krył artysta.

Znów podziękować należy też Pharrellowi Williamsowi, bo to jego produkcja.

W tekście wokalista opowiada o nocy w Las Vegas, czego dopełnieniem zdaje się być klip. W teledysku Sheeran jako muppet jeździ po mieście limuzyną i upija się w różnych miejscach. Za reżyserię odpowiada Emil Nava, który pracował z artystą przy „You Need Me”, „Lego House” i „Give Me Love.”

Premiera: 7 kwietnia 2014
Album: „x” (premiera 23 czerwca 2014)
Wydawca: Warner Music Poland

16. Neneh Cherry – „Blank Project”

Neneh Cherry wróciła z bardzo ciekawą płytą, którą wyprodukował Kieran Hebden znany lepiej jako Four Tet. „Blank Project” to bogata mieszanka rozmaitych stylów i gatunków o alternatywnym sznycie. Mocne, wyraziste rytmy, mroczne bity, chropowata faktura, pogniecione dźwięki. Tytułowy numer jest tego świetnym przykładem. Tętni i pulsuje, ale przy tym jest na swój sposób nośny. Przyjemnie wwierca się w głowę nerwowym basem i wciąga lekko klaustrofobicznym klimatem.

Premiera: 25 lutego 2014
Album: „Blank Project” (premiera 8 lipca 2014)
Wydawca: Universal Music Polska

15. Meghan Trainor – „All About That Bass”

Jak wiadomo otyłość jest już epidemią, więc trudno się dziwić, że piosenka „All About That Bass” ma aż 358 milionów wyświetleń na YouTubie. Grubasy mają w Meghan Trainor wspaniałą pocieszycielkę. A mówiąc poważnie, piosenka Amerykanki jest jak powiew świeżego powietrza. Zarówno kompozycja – zupełnie inna od ostatnich podobnych do siebie piosenek R&B, jak i tekst opowiadający o tym, że trochę ciała jeszcze nikomu nie zaszkodziło powoduje ze ta z pozoru prosta kompozycja stała się takim przebojem. Być może Meghan Trainor nie nagra już nigdy takiej piosenki – ale już za tę jedną dość ją lubimy.

Piosenka została numerem jeden na listach przebojów w Australii, Austrii, Bułgarii, Kanadzie, Chorwacji, Danii, Niemczech, na Węgrzech, na Islandii i wielu innych krajach, których już nie chce mi się wymienić a wśród nich także w Polsce.

„All About That Bass” otrzymało dwie nominacje do Grammy.

Podejrzewamy, że przodkowie Meghan pochodzili z Polski i nazywali się Dziekanowscy – jej mama Kelli nosiła bowiem nazwisko Jekanowski.

„All About That Bass” to pierwsza w historii UK Charts piosenka, która trafiła do zestawienia tylko na podstawie odsłuchów (na tydzień przed fizyczną premierą) .

Premiera: 2 czerwca 2014
Album: „Title” (premiera 13 stycznia 2015)
Wydawca: Sony Music

14. Kasabian – „eez-eh”

Tak zwani prawdziwy fani narzekali na tę piosenkę. No bo jak to możliwe, że ich ukochany alternatywnie rockowy zespół gra dyskotekę. „eez-eh” to oczywiście dyskoteka specyficzna – ciągle z pewnym rockowym zacięciem.

Piosenka ma raczej dowcipny wydźwięk. Wers „I’ve got the feeling that I’m gonna keep you up all night” bynajmniej nie odnosi się do dziewczyny, lecz do niekończących się konwersacji, które Serge Pizzorno i Tom Meighan odbywali podczas tras w hotelowych pokojach.

Tytuł „eez-eh” nawiązuje do wymowy słowa „easy” w Leicester. Pizzorno postanowił tak zatytułować piosenkę, gdy przeczytał w gazecie, że akcent jego rodzinnego miasta wymiera.

Wideo zrealizował kreator mody Aitor Throup. Na większości scen pojawiają się członkowie kapeli. W kilku – m.in grającą na gitarze i na perkusji – można zobaczyć szwedzką aktorkę Noomi Rapace.

Premiera: 29 kwietnia 2014
Album: „48:13” (premiera 10 czerwca 2014)
Wydawca: Sony Music

13. Sam Smith – „Money On My Mind”

„Money On My Mind” wyróżnia się na tle innych kompozycji z albumu „In the Lonely Hour” – nie jest bowiem nastrojową balladą jak niemal wszystkie pozostałe.

Może wytłumaczeniem będzie powód napisania tej piosenki. Sam Smith wymyślił tekst pod wpływem spotkania z pewnym muzykiem. Zależało mu jedynie na tym by dostać od Smitha przebój, za który „mógłby sobie kupić nowy samochód”. Wokalista wychodzi z założenia, że nie można pisać muzyki dla pieniędzy – trudno nie sympatyzować z podejściem Anglika.

Producentem piosenki jest Two Inch Punch.

Premiera: 16 lutego 2014
Album: „In the Lonely Hour” (premiera 26 maja 2014)
Wydawca: Universal Music Polska

12. Childish Gambino – „Sweatpants”

Donald McKinley Glover znany szerzej jako Childish Gambino należy do tej niezbyt licznej grupy raperów, którzy nie śpiewają tylko o seksie, kasie i problemach dorastania w getcie. Nie żebyśmy mieli coś przeciwko tym tematom, ale delikatna odmiana czasem dobrze robi. Moim skromnym zdaniem Childish Gambino obok Kendricka Lamara czy Franka Oceana to najzdolniejszy młody raper – jego album „Because the Internet” zasługuje na znacznie większą uwagę, niż ta jakiej się doczekał. Kompozycja „Sweatpants” jest znakomitym przykładem złożonego i urokliwego stylu Childisha Gambino.

Premiera: 9 czerwca 2014
Album: „Because the Internet” (premiera 6 grudnia 2013)
Wydawca: Universal Music Polska

11. Royal Blood – „Little Monster”

Royal Blood okrzyknięto tegorocznymi zbawicielami rocka. Co prawda moim zdaniem rock ma się dobrze i nigdy nie umrze, ale zawsze miło, kiedy pojawia się świeża krew. Angielski duet zdobył serca wszystkich, którzy kochają soczyste, mocarne, gitarowe granie. Żadne tam wysublimowane zabawy dźwiękiem, migdalenie się z elektroniką. Prosto, siarczyście, przebojowo i głośno.

„Little Monster” to taki właśnie numer. Zaczyna się od konkretnego pieprznięcia z chłoszczącym riffem i dudniącą perkusją, a dalej dźwięczące tamburyna, pełen emocji lekko rozwrzeszczany wokal, garażowe brzmienie, burczący bas i jaki ładny refren. Idealny koncertowy numer. A podobnych i równie dobrych na imiennym debiucie duetu znajdziemy całkiem sporo.

Premiera: 10 lutego 2014
Album: „Royal Blood” (premiera 25 sierpnia 2014)
Wydawca: Warner Music Poland

10. Bryan Ferry – „Driving Me Wild”

Jedna z najśliczniejszych tegorocznych piosenek. Jednocześnie zmysłowa i elegancka. Odrobinę dekadencka, lekka, migocząca.

Za gitary odpowiadają m.in. Johnny Marr i Nile Rodgers. Bohaterem nagrania jest jednak Bryan Ferry, acz nie tylko ze względu na wokal, ale też piękne, „deszczowe” klawisze. Do tego mamy ładnie wyeksponowany bas Marcusa Millera, scratche i romantyczny saksofon Richarda White’a.

Ferry był dumny, że udało mu się tak zgrabnie połączyć muzyków grających rock, disco i jazz.

– Piosenka zaczęła się od nagranego w domu dema na fortepianie – wspomina artysta. – Potem w studiu zacząłem ją zmieniać w coś innego. Dałem muzykom wolną rękę, bo wiedziałem, że zrozumieją, o co mi chodzi. Przez lata nawiązuje się muzyczne porozumienie z ludźmi, a moja współpraca z niektórymi z nich sięga 1983 roku.

Polecam nie tylko ten numer, ale i cały wspaniały album „Avonmore”.

Premiera: 3 listopada 2014
Album: „Avonmore” (premiera 17 listopada 2014)
Wydawca: Mystic Production

9. Mark Ronson feat. Bruno Mars – „Uptown Funk”

Mark Ronson rzutem na taśmę postarał się, by sylwestrowe imprezy odbywały się przy dźwiękach jego piosenki. Mówimy o tych roztańczonych imprezach, gdzie ludzie dają się ponieść piosenkom i zatracić w wyszukanych/dziwacznych choreografiach, a nie rubasznych biesiadach przy stole.

„Uptown Funk” to energiczny, porywający numer o lekko oldschoolowym zabarwieniu (klawisze). Trzon „funk” w tytule nie jest żadną zmyłką, bo dęciaki grają bardzo funkowo, a Bruno Mars świetnie czuje ten groove. Ronson to wiedział, bo by ukończyć nagranie dość długo za nim jeździł. – Chyba przez sześć czy siedem miesięcy ścigałem go na trasie – wspomina.

W efekcie kawałek powstawał w Los Angeles, Toronto, Londynie, Vancouver, Memphis i Nowym Jorku.

W tekście pada nazwisko Michelle Pfeiffer („This shit, that ice cold. Michelle Pfeiffer, that white gold”). Słowa te nawiązują do roli aktorki w klasyku „Człowiek z blizną”.

Singel dotarł już na szczyt zestawień w Australii, Wielkiej Brytanii i Izraelu.

Kawałek zapowiada nadchodzący longplay Marka Ronsona, „Uptown Special”, ukaże się 27 stycznia 2015 roku.

Premiera: 10 listopada 2014
Album: „Uptown Special” (premiera 27 stycznia 2015)
Wydawca: Sony Music

8. The Afghan Whigs – „These Sticks”

Miałam duży problem z wybraniem najlepszej piosenki z ostatniej płyty The Afghan Whigs i wcale nie dlatego, że to mój numer 1 wśród tegorocznych albumów. Nie mogłam się zdecydować między „Royal Cream” a „These Sticks”. W pierwszym z utworów zakochałam się od razu, drugi „powalił” mnie dopiero po jakimś czasie.

Postawiłam jednak na „These Sticks”, bo ta kompozycja to taka trochę wizytówka The Afghan Whigs. Grunge’owe gitary, rockowa energia i szalejące dęciaki dodające soulowego charakteru, a przede wszystkim emocje i dramaturgia. Fantastycznie się ten numer rozrasta, po prostu „miażdżąc” słuchacza i zostawiając ze łzami w oczach. Niesamowity finał niesamowitej płyty.

Premiera: 14 kwietnia 2014
Album: „Do to the Beast” (premiera 14 kwietnia 2014)
Wydawca: Rockers Publishing

7. Iggy Azalea ft. Charli XCX – „Fancy”

W zestawieniu najlepszych piosenek 2014 roku nie może zabraknąć „Fancy”. Nawet Ci, którzy nie wiedzą, że autorkami są Iggy Azalea i Charli XCX słyszeli te melodię wiele razy. Wystarczy powiedzieć, że na YouTubie kompozycja osiągnęła 400 milionów wyświetleń.

Autorem teledysku jest Director X, który postanowił odtworzyć na planie estetykę filmu „Clueless” z 1995 roku. Iggy Azalea wciela się w Cher Horowitz (w filmie grała ją Alicia Silverstone) natomiast Charli XCX pojawia się jako Tai Frasier (przełomowa rola Brittany Murphy). W klipie odtworzono niektóre sceny z obrazu, dziewczyny maja ciuchy nawiązujące do lat 90. a duża cześć zdjęć powstała w Grant High School w Los Angeles.

Premiera: 17 lutego 2014
Album: „The New Classic” (premiera 21 kwietnia 2014)
Wydawca: Universal Music Polska

6. Jack White – „Lazaretto”

Jack White już nie jest gwiazdą rocka. Bardziej przypomina Willy’ego Wonkę, nieco dziecinnego ekscentryka, któremu wolno spełniać wszystkie zachcianki. Album

„Lazaretto” wcale nie jest największym osiągnięciem muzyka z Detroit, lecz i tak znajdzie się w większości podsumowań 2014 roku. A tytułowy singel to bez wątpienia jeden z najgorętszych hitów sezonu.

Tytuł utworu i płyty oznacza lazaret, czyli izolowany przytułek dla trędowatych. Niektórzy doszukują się w nazwie osobistego wyznania. Kariera White’a została skażona po tym, gdy okazało się, że miewa wybuchy agresji, a była żona złożyła wniosek do sądu o zakaz zbliżania się. Jack został skazany na izolację, w tekście utworu znajdziemy wersy mówiące o stygmatyzacji.

Pod względem muzycznym „Lazaretto” też jest odizolowane od kanonów tego, co można uznać za modne. White pozwala sobie na bardziej funkowy wokal, który prezentował już w „I Cut Like a Buffalo” z The Dead Weather. Surowy riff, przypominający nieco psychodeliczne odloty Led Zeppelin, w swoim stylu łączy z bluesem oraz country. Po co komu refren, skoro można zagrać pompatyczną solówkę i doprawić ją jeszcze wariacją na dwóch skrzypków? Kawałek „Lazaretto” nie powstał z myślą o listach przebojów i nuceniu w samochodzie. Ma rozsadzać bębenki i wprawiać w osłupienie.

Premiera: 22 kwietnia 2014
Album: „Lazaretto” (premiera 9 czerwca 2014)
Wydawca: Sonic Records

5. Swans – „Screen Shot”

Mówiłam, że Jack White ma absolutną wolność wyboru i możne spełniać zachcianki? W konfrontacji ze Swans jest schematyczny. To Michael Gira może wszystko.

Może nagrać album, który przyprawia o ból głowy redaktorów rozgłośni radiowych. Bo najnowszy longplay Swans, „To Be Kind”, nie trzyma się żadnych schematów.

O ile numer „Screen Shot” da się jeszcze zagrać w standardowym paśmie (8 minut), to pół godziny narkotycznego odjazdu przy „Bring the Sun” doprowadziłoby słuchaczy do obłędu.

Na pierwszy rzut oka kompozycja „Screen Shot” jest zlepkiem chaotycznych fraz rzucanych przez dziadka na haju. Z czasem zmienia się jednak w manifest przeciwko rozczarowującej rzeczywistości. W tle narasta psychotyczny, gitarowy motyw, dość oszczędny w formie. „Screen Shot” to numer hipnotyzujący, taki, przy którym tańczyłyby wampiry Jima Jarmuscha.

Rzadko mówi się w mainstreamie tak wiele o eksperymentalnym longplayu. „To Be Kind” okupuje zestawienia płyt roku. Koncerty Swans, choć ciągną się przez długie godziny i grożą utratą stabilności psychicznej, przyciągają rzesze słuchaczy, także laików. Mówcie, co chcecie, ale tryumfalny powrót Swans jest
jednym z najciekawszych zjawisk 2014 roku.

Premiera: 12 maja 2014
Album: „To Be Kind” (premiera 12 maja 2014)
Wydawca: Mystic Production

4. Manic Street Preachers – „Let’s Go To War”

„Futurology” to kapitalna płyta Manic Street Preachers. Jedna z lepszych wydanych w XXI wieku. Wyrazista, z charakterem, mocna, ale i ze świetnymi piosenkami.

„Let’s Go To War” to niby mocno elektroniczny numer (sporo syntetycznych dźwięków w tle), a jednak o rockowym obliczu. Nawołujący, zaangażowany politycznie (zresztą jak cały album), rytmiczny utwór.

Nicki Wire, basista Manic Street Preachers, opisał „Let’s Go To War” jako „ładną, marszową piosenkę”. Nic dodać, nic ująć.

W chórkach udziela się w walijska wokalistka i songwriterka Cate Le Bon, walijski muzyk Gavin Fitzjohn i niejaki H. Hawkline.

Premiera: 8 lipca 2014
Album: „Futurology” (premiera 8 lipca 2014)
Wydawca: Sony Music

3. Paolo Nutini – „Iron Sky”

„Caustic Love” ma spore szanse znaleźć się w czołówce albumowych podsumowań 2014 roku. Jedną z najmocniejszych pozycji na trzeciej płycie Paolo Nutiniego jest przejmujące, poruszające „Iron Sky”. Pełna cierpienia, ale i piękna piosenka zaśpiewana pełnym szczerych emocji głosem, dopełniona cudownymi, smutnymi dęciakami.

W nagraniu wykorzystano sample przemowy Charliego Chaplina z filmu „Dyktator” (1940)

Utwór ma polityczne przesłanie. – Im więcej obserwuję polityków, tym bardziej jestem wściekły – opowiadał w rozmowie z „The Sun” artysta. – Kiedy zadaje się im pytania, które wymagają konkretnych odpowiedzi, wielu po prostu robi uniki i uśmiecha się. Politycy są arogantami, którzy niczego nie rozumieją.

Piosence towarzyszy krótkometrażowy, blisko 9-minutowy filmik rozgrywający się w dystopicznym świecie, w którym ludzie cierpią, ale czasem mogą tańczyć. Za reżyserię odpowiada Daniel Wolfe, który otrzymał piosenkę od Nutiniego bez żadnych wyjaśnień czy wskazówek dotyczących teledysku. Zainspirował się więc filmem „Dyktator”, z którego cytat wykorzystał szkocki wokalista („You are not machines! You are not cattle!”).

Premiera: 14 sierpnia 2014
Album: „Caustic Love” (premiera 14 kwietnia 2014)
Wydawca: Warner Music Poland

2. Alt-J – „Hunger Of The Pine”

Gdybym miała wymienić wykonawców, którzy stanowią przeciwieństwo Alt-J, to twerkująca Miley Cyrus byłaby murowaną kandydatką do zestawienia. Do dziś dziwię się, jakim cudem współpraca artystów z dwóch tak różnych światów przyniosła tak doskonały rezultat.

No dobrze, w studiu się nie spotkali. Alt-J wykorzystali jedynie fragment numeru „4X4”, w którym wokalistka recytuje buntowniczą frazę „I’m a female rebel”.

Singel „Hunger Of The Pine” jako pierwszy promował longplay „This Is All Yours”. Wyczekiwały go tabuny hipsterów – w końcu debiutancki album formacji zasypano nagrodami. Międzygatunkową współpracę, jeszcze przed prezentacją piosenki, krytykowali i fani Miley, którzy twierdzili, że Alt-J chcą grzać się w blasku jej sławy, i wspomniani hipsterzy, dla których był to niemal pakt z diabłem.

Niemniej „Hunger Of The Pine” brzmi zniewalająco. Industrialna, elektroniczna baza spójnie łączy się z falsetem Joe Newmana. Singlowi towarzyszy hipnotyczny teledysk, który wygląda jak wizualizacja koszmaru sennego Katniss Everdeen i próba ucieczki z areny Igrzysk Śmierci.

Współpraca z Cyrus mogła oznaczać dla Alt-J wizerunkowe samobójstwo. Już wiemy, że grupa będzie jedną z gwiazd Open’era i może się okazać, że piosenka stanie się jednym z największych hitów przyszłorocznej edycji festiwalu.

Premiera: 19 czerwca 2014
Album: „This is All Yours” (premiera 18 września 2014)
Wydawca: Mystic Production



1. Kendrick Lamar – „I”

O utworze Kendricka Lamara pisaliśmy już w tekście „8 najlepszych piosenek października”. W tak zwanym międzyczasie powstał teledysk – zresztą świetny – gościnnie występują w nim dwie legendarne postacie czarnej muzyki – 73-letni George Clinton, twórca kapel Parliament i Funkadelic oraz również 73-letni założyciel The Isley Brothers, Ronald Isley.

Piosenka została nominowana do Grammy w dwóch kategoriach.

Premiera: 23 września 2014
Wydawca: Universal Music Polska

Ranking stworzyli: Anita Ceglińska, Wojciech Duś oraz Anna Szymla.

Komentarze

Redakcja

Czasem piszemy teksty wspólnie :-)