5 najlepszych piosenek trzeciego dnia Open’er Festivalu 2014

Lykke Li fot. Warner Music Poland||NajlepszePiosenki.pl


Minęły już dwa dni Open’er Festivalu a przed nami wciąż sporo fantastycznej muzyki. Dziś dzień trzeci, czyli piątek (4 lipca). A jak piątek to musi być zabawa. Nie tylko dla urodzonych 4 lipca.

Lykke Li – „Get Some”

Wiem, że wszyscy kochają „I Follow Rivers”, ale ja wolę „Get Some”. To bodaj najbardziej rockowa, najbardziej energiczna, zadziorna propozycja w dorobku Szwedki. Przyznam jednak, że nie od razu zwróciłam na nią uwagę. „Trzasnęło” mnie dopiero, kiedy oglądałam całkiem przyjemny film „I że cię nie opuszczę” z Rachel McAdams i Channingiem Tatumem, gdzie wykorzystano numer w jednej ze scen. Jak większość kawałków Lykke i ten ma silny, wyrazisty, wręcz plemienny rytm, a do tego mocny tekst.

– Ludzie myślą, że to o seksie, tymczasem to piosenka o władzy – podkreśla Lykke Li, która śpiewa „I’m your prostitute, you gon’ get some”. – Czytałam książkę „Kronika ptaka nakręcacza”, gdzie kobieta wchodzi w umysł mężczyzny, zmuszając go do fantazjowania na jej temat. To rodzaj walki o władzę.

Producentem piosenki jest Björn Yttling z Peter Bjorn and John.

(Jack White) The White Stripes – „Seven Nation Army”

Jack White trochę przestał robić na mnie wrażenie (czemu dałam upust w recenzji „Lazaretto”), nie zmienia to faktu, że jest współtwórcą jednej z najdoskonalszych piosnek XXI wieku. „Seven Nation Army” to majstersztyk, a zarazem numer perfidnie i bezczelnie prosty. Trudno też uwierzyć, że przez około 60 lat rock and rolla nikt wcześniej nie wymyślił tego riffu. Koncertowo chyba nie muszę mówić, że to killer. To ten rodzaj utworu, który na żywo wybrzmiewa znakomicie, nawet jeśli nie jest grany. Mówiąc prościej, kawałek fantastycznie intonują kibicie na piłkarskich stadionach, m.in. we Włoszech.

– Jestem zaszczycony, że Włosi zaadaptowali tę piosenkę i zrobili z niej swoją – komentował Jack White. – Nie ma nic piękniejszego niż ludzie przywłaszczający sobie melodię i wprowadzający ją do panteonu muzyki folkowej. Jako twórca nie jesteś w stenie zaplanować czegoś takiego. Szczególnie w naszych czasach. Bardzo podoba mi się, że ludzie, którzy śpiewają, skandują ten numer nie mają pojęcia skąd pochodzi. To esencja muzyki folkowej, muzyki ludu.

Uczestnicy Open’er Festivalu na pewno zrobią godną konkurencję kibicom piłkarskim.


Foals – „My Number”

Nie mam bladego pojęcia o pisaniu piosenek, ale myślę, że autorzy mają pewien cel, wyobrażenie, jak na słuchacza powinien dany numer oddziaływać. Jeśli tak, tworząc „My Number” Foals na pewno myśleli o koncertach, festiwalach i tym, żeby ludzie zatracili się w dobrej zabawie. Zresztą, patrząc na teledysk, moja teoria wydaje się mieć solidne podstawy. Mamy do czynienia z zaraźliwie imprezowym kawałkiem. Takim, przy którym nie ma znaczenia czy potrafisz się ruszać do rytmu czy nie, po prostu dajesz się ponieść melodii i energii. Szaleństwo podczas tego numeru na Open’er Festivalu zapewnione.

Banks – „Brain”

Banks nie ma na koncie jeszcze ani jednego długogrającego dzieła, a już może poszczycić się całkiem sporą liczbą przepięknych piosenek. Podczas jej występu tańczyć raczej nie będziemy, chyba że wolnego. Wokalistka, która odważnie zamieściła w sieci swój numer telefonu, proponuje pełne emocji, niesłychanie klimatyczne utwory. Takie, przy których wasza wymarzona dziewczyna pozwoli złapać się za rękę, a może nawet przytulić.

Występ Amerykanki na Open’er Festivalu zaplanowano na przed północą na Tent Stage. Jest duża szansa, że będzie to najbardziej magiczny koncert festiwalu. Na pewno przy utworze „Brain”. Nie wyróżnia się on niczym nadzwyczajnym spośród innych dotychczasowych piosenek Banks, ale jest w nim coś tak przejmująco smutnego, tęsknego, a muzycznie „zadymionego”, że po prostu wzrusza.

Royal Blood – „Little Monster”

„Little Monster” brzmi jak skrzyżowanie Mainstream (był kiedyś taki całkiem fajny zespół) z Queens of the Stone Age. Z jednej strony pewna muzyczna androginiczność typowa dla wielu brytyjskich zespołów (wysoki wokal), z drugiej zamiłowanie do naprawdę soczystych, tłuściutkich riffów (a także całkiem nieandrogeniczny frontman). Świetna melodia i power, które stworzyło tylko dwóch facetów! (w składzie są wokalista i basista Mike Kerr oraz perkusista Ben Thatcher). Do skakania i machania głową podczas Open’er Festivalu jak znalazł. Panowie z Brighton mają błogosławieństwo Arctic Monkeys, więc moja dalsza rekomendacja chyba nie jest potrzebna.

Rozpiska Open’er Festivalu (Dzień Trzeci) fot. Alter Art||NajlepszePiosenki.pl

Rozpiska Open’er Festivalu (Dzień Trzeci) fot. Alter Art||NajlepszePiosenki.pl


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.