6 najlepszych deszczowych piosenek

Garbage fot. Warner Music Poland/NajlepszePiosenki.pl


– I’m only happy when it rains – z tymi słowami obudziłam się dziś na ustach.

Lato rządzi – truskawki, jagody (lubi jak wolą ludzie z Małopolski, borówki), pomidory, rower, grill, długie dni, ciepłe wieczory. Wszystko fajnie, pięknie. Ale ponad 30 stopni upału, uschnięte, pożółknięte trawy i panowie je koszący od 7 rano, lepiący się asfalt (choć to już rzadkość) i brak tlenu nawet po zmroku, to jednak przesada. Z radością witam wówczas lejące się z nieba hektolitry oraz szarugę. Pogodę sankcjonującą lenistwo i podnoszącą czytelnictwo. Dla uczczenia tego pięknego dnia, kilka deszczowych piosenek.

Garbage – „Only Happy When It Rains”

Oczywiście, nie jest to piosenka o deszczu, tylko o tym, że laski są trochę dziwne i pokręcone, i nie sposób im dogodzić (w wolnym tłumaczeniu). Jak wyjaśniała Shirley Manson, to tekst o tym, że nie lubimy wesołych, poprawiających humor płyt a wykonawcy z tak zwanej sceny alternatywnej szczycą się tym, że są tacy dziwni i wspanialsi niż inni. Jak podkreślała wokalistka, dotyczy to również Garbage. To też jeden z najlepszych utworów Garbage. Piękny przykład, że muzyka popowa może być rockowa albo, jak kto woli, rock popowy.

The Cult – „Rain”

The Cult to był superfajny zespół, który jednak nie przetrwał próby czasu. Nieco teatralny, mroczny wizerunek wywoływał skojarzenia ze sceną gotycką, a zamiłowanie Iana Astbury do Jima Morrisona przywoływały na myśl The Doors. Tymczasem, mamy do czynienia z regularnym, rasowym rockowym zespołem (choć wikipedia w opisie gatunku podaje: hard rock, gothic rock, post-punk, heavy metal, alternative rock). Takim, gdzie jest porządna perkusja, świetne metaliczne gitary i znakomity wokalista. Melodie, energia i charyzma. Wszystko znajdziemy w utworze „Rain”, do którego klip został ocenzurowany. Nie wszystkim podobało się bowiem, jak Astbury zlizuje miód z mikrofonu. Dziwne;) Słowa piosenki zostały podobno zainspirowane tańcem deszczu wykonywanym przez plemię Hopi.

Madonna – „Rain”

To jeszcze czasy sprzed opus magnum Madonny, czyli płyty „Ray of Light”, ale „Rain” był przejawem tego bardziej szlachetnego wcielenia wokalistki. W tym numerze artystka pokazuje, że jest kimś więcej niż skandalistką, że nie jest tylko idolką małolat z banalnymi pioseneczkami, że potrafi nagrywać naprawdę znakomite, pełne uroku, a nawet wyrafinowane utwory.


Manic Street Preachers – „Raindrops

Manic Street Preachers nagrali właśnie jedną z najciekawszych, wręcz awangardowych płyt tego roku – „Futurology” (czytaj recenzje), ale to wszechstronna kapela, która z niebywałym wdziękiem sięga czasem po klasykę popu, czyli Burta Bacharacha. Wersji tej piosenki jest bez liku, ale ja najbardziej lubię właśnie interpretację Manic Street Preachers. Niby słodką, z tymi iście świątecznymi dzwonkami, ale nie przesłodzoną, szczególnie, kiedy James Dean Bradfield zaczyna się wczuwać. No i trąbka Seana Moore’a taka elegancka.

Rihanna – „Umbrella”

Przyznam szczerze, że miałam pewne trudności ze znalezieniem współczesnych, deszczowych piosnek, na szczęście jest… „Umbrella”. W klipie deszcz iskier, jeszcze dość niewinna Rihanna w wodnych choreografiach, a Jay Z wspomina o deszczu.



Piosenka stała się megahitem, ale oprócz kariery muzycznej przyniosła wokalistce także zysk w przemyśle… parasolkowym.

– Miałam umowę z firmą produkującą parasole – opowiadała artystka. – Mieli linię wspaniałych produktów. To trochę dziwne, bo wychowałam się na Barbadosie, gdzie parasole nie są częścią kultury tak jak w Wielkiej Brytanii i Europie w ogóle. Od czasu do czasu mamy jakąś burzę, ale Karaiby są raczej znane z huraganów, a parasole do tego się specjalnie nie przydają. Ale sama mam ich kilka, może z 10, nie wiem. Jestem ogromnie wdzięczna parasolce, za rolę jaką odegrała w mojej karierze.

Eminem – „Stan”

Skoro już padła kwestia deszczu w teledyskach, musi być „Stan”. Dziś nawet najmniej spodziewane kooperacje nikogo nie dziwią, Lou Reed z Metallicą, Rihanna z Coldplay, Serj Tankian z Avicii. U progu XXI wieku Dido śpiewająca u Eminema to był jednak szok i niedowierzanie. Na dodatek zagrała w teledysku. Deszczowym. Deszcz odgrywa kluczową rolę zarówno dla klimatu, jak i fabuły.





Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.