6 najlepszych piosenek GusGus

GusGus fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl

GusGus, giganci mrocznej elektroniki pojawią się w najbliższych dniach kolejno: w Warszawie (2.10), Poznaniu (3.10), Katowicach (5.10) i we Wrocławiu (6.10). Jeżeli jakimś cudem jeszcze nigdy nie byliście na ich koncercie (a sztuka to trudna, bo grają trasy w Polsce właściwie co roku), to mamy dla Was mini pakiet startowy.

„Crossfade”

Na początek świeżynka – singiel „Crossfade” promował ostatni album Islandczyków – „Mexico” – z czerwca 2014 roku. Bardziej znany jest remiks autorstwa Maceo Plex, ale my polecamy wrócić do oryginału.
Przy okazji wyjaśniamy enigmatyczny tytuł dziewiątego longplaya GusGus. Grupa bynajmniej nie zaczęła grać latino czy reggaetonu. Skojarzeń należy raczej szukać w dystopii i motywie drogi.
– Meksyk jest alegorią wędrówki na Zachód – tłumaczył Högni Eglisson. – Ten kraj jest dla nas odległy, nieludzki, ale i niesamowity. Z nazwą państwa wiąże się pewien zestaw wartości, odniesień w historii, który naszym zdaniem korespondował z zawartością albumu.



„Obnoxiously Sexual”

Numer „Obnoxiously Sexual” przeleżał w szufladzie prawie dekadę. Pierwsze demo powstało jeszcze w 2006 roku podczas prac nad longplayem „Forever”. Ostatecznie numer wydano na ostatnim albumie „Mexico” i wybrano na utwór otwarcia oraz główny singiel. Zadziorny, dwuznaczny tekst i zmysłowy beat nie pasowały do minimalistycznej estetyki „Forever”. Na synthpopowym, bardziej przystępnym „Mexico” kawałek sprawdza się doskonale.

„Over”

Nigdy nie byliście na koncercie GusGus? Nie słuchaliście ich płyt? Mimo to podejrzewam, że kawałek „Over” raczej znacie. Największy hit z płyty „Arabian Horse” był wielokrotnie remiksowany przez DJ-ów na imprezach, klubach i festiwalach, pojawiał się także w reklamach i filmach.

W świeżutkim wywiadzie dla Music OMH Biggi Veira zdradził, którzy artyści mają największy wpływ na jego proces twórczy i nieustannie go inspirują.

Frank Ocean jest jedynym współczesnym wykonawcą z USA, którego szanuję – mówi Biggi Veira.- Jego teksty są bliskie mojemu sercu zarówno na poziomie emocjonalnym, jak i w szerszym, społeczno-politycznym kontekście. Moją pierwszą miłością było zaś Dire Straits. Dzięki nim zacząłem interesować się muzyką. Miałem jakieś 13 lat. Kawałka „Telegraph Road” mogłem słuchać całymi dniami. Dire Straits wprowadzili mnie na wyższy, emocjonalny poziom odczuwania muzyki.

Poza Dire Straits, GusGus jako źródło natchnienia wymienili też numery Depeche Mode, inspirację Brytyjczykami doskonale słychać właśnie w „Over”, ale i pozostałych numerach z „Arabic House” w stylu new wave.

„David”

Pewnie słyszeliście już, że Danny Boyle planuje nakręcić sequel kultowego filmu „Trainspotting”. Ikonicznego także pod względem muzyki, bo przyczynił się do promocji acid house’u w mainstreamie. Dlaczego mówię o tym filmie w kontekście kawałka „David”? Numer jest kwintesencją gatunku w jego najlepszym wydaniu. Jeżeli jakiś numer ma towarzyszyć Rentonowi w Amsterdamie (akcja II części „Trainspottingu” toczy się ok. 2003 roku), trudno będzie znaleźć lepszy leitmotiv niż kawałek „David”.

„Purple”

Numer „Purple” zdefiniował styl GusGus i w 1997 roku zwiastował początek ich europejskiej kariery. Kawałek powstał dwa lata wcześniej, na potrzeby wydawnictwa pod tytułem „GusGus”, zremasterowanego i wydanego ponownie jako „Polydystortion”. Numer „Purple” szybko zdobył sceny klubowe przede wszystkim w Amsterdamie i Berlinie (w Wielkiej Brytanii GusGus nigdy nie zdobyli większego rozgłosu). Jeśli chodzi o kawałki z czasów debiutu, podczas koncertów GusGus sięgają raczej po „Polyesterday”. Kto wie, może tym razem sprawią słuchaczom niespodziankę?

„Within You”

W trakcie odsłuchu „Arabian Horse” zauważymy, że numer „Within You” odstaje od pozostałych kompozycji. Pojawiają się w nim elementy ambientu i rozedrganego industrialu. Dla mnie „Within You” jest najlepszym momentem zestawu z 2011 roku. Pulsuje od energii, minimalistyczny beat przeradza się tu w house’ową bestię. Numer jest stworzony do grania na żywo – w końcu GusGus poza muzyką tworzą krótkometrażówki, a podczas koncertów dbają, by muzyce odpowiadały visuale o ponadprzeciętnej estetyce. Wyczekujcie tego kawałka na polskiej trasie!

Bonus: Zastanawiacie się, skąd pochodzi nazwa GusGus? Islandczycy mają bardzo szorstki akcent i gdy starają się zmysłowym barytonem mówić o kaszce „kuskus”, wychodzi im właśnie „Gusgus” 🙂

Komentarze

Anita Ceglińska

Marzyła o siatkówce, a skończyło się na popkulturze. W ciągu dnia bada pokolenie Y, po godzinach recenzuje premiery filmowe i muzyczne. Choć spędza długie godziny na Tumblrze i konwentach, za nic nie przyzna się do bycia geekiem i obsesji na punkcie BBC i "Hannibala". Nie umie żyć bez koncertów. Jak każdy padawan Jacka White'a trzyma na parapecie dziesiątki płyt - powodów do dumy i wyrzutów sumienia. Kiedyś rzuci wszystko i wyjedzie na Islandię.