7 najlepszych piosenek z filmu „Gdybym tylko tu był” („Wish I Was Here”)

"Gdybym tylko tu był" fot. UIP/NajlepszePiosenki.pl

Przez ostatnie 10 lat, czyli od premiery „Powrotu do Garden State”, pojawił się iTunes, a sklepy płytowe zniknęły – opowiada Zach Braff. – By zrobić coś wyjątkowego przy okazji „Gdybym tylko tu był” postanowiłem zbadać o to, by na soundtracku pojawiło się jak najwięcej oryginalnych numerów.

Film jest o ojcu, który choć nie ma wykształcenia akademickiego, chce nauczyć swe dzieci więcej niż sam umie. Córka nieustannie go poprawia, kiedy źle odmienia. Dlatego nasz tytuł jest niepoprawny gramatycznie – wyjaśnia Zach Braff tytuł swego drugiego reżyserskiego dzieła, „Gdybym tylko tu był” („Wish I Was Here”). – Zrobiliśmy to celowo. Chodzi bowiem o to, że ten ojciec też uczy się od swoich dzieci.

Lekką przesadą byłoby stwierdzenie, że „Powrót do Garden State” to film kultowy, ale na pewno było to coś więcej niż po prostu kolejna produkcja z Ameryki, coś więcej niż komedia romantyczna, coś więcej niż obraz z Natalie Portman. Zach Braff wykazał się niebywałym wyczuciem, trafiając idealnie we wrażliwość ówczesnych dwudziestoparolatków. Aż dziwne, że musiało minąć 10 lat, by aktor znany przede wszystkim z serialu „Hoży doktorzy”, znów stanął za kamerą kinowej produkcji. Na szczęście postanowił nakręcić sequel swego uznanego debiutu (nagroda Independent Spirit), choć nie w fabularnym, a raczej emocjonalnym znaczeniu. Dzieło, które ma przemówić do tych samych osób, które zauroczył jego pierwszy projekt. Ludzi podobnych do głównego bohatera, wciąż poszukujących, niespełnionych. Zrealizowany ze środków zebranych przez kampanię w serwisie Kickstarter komediodramat „Gdybym tylko tu był” opowiada o 35-latku, Aidanie Bloomie (Braff), aspirującym aktorze, który zgadza się uczyć w domu młode dzieci swojego ojca.



W filmie występują ponadto Kate Hudson, Josh Gad, Jim Parsons i Ashley Greene. Do naszych kin „Gdybym tylko tu był” trafi 12 września.

By „Gdybym tylko tu był” miał szansę równać się z poprzednikiem, Braff musiał zadbać nie tylko o podobną wrażliwość, klimat, ale i muzykę oraz jej rolę w produkcji.

– Przez ostatnie 10 lat, czyli od premiery „Powrotu do Garden State”, pojawił się iTunes, a sklepy płytowe zniknęły – opowiada Zach Braff. – By zrobić coś wyjątkowego przy okazji nowego filmu postanowiłem zbadać o to, by na soundtracku pojawiło się jak najwięcej oryginalnych numerów. Piosenek, które wcześniej nie były nigdzie dostępne. Chcieliśmy wypełnić ścieżkę muzyczną numerami skomponowanymi specjalnie do filmu. Zwróciłem się więc z prośbą do swoich ulubionych wykonawców.

Nie mogło zabraknąć The Shins, skoro ich piosenka („New Slang”) zmieniła jego życie. A tak przynajmniej zapewniała go Natalie Portman (w „Powrocie do Garden State”).

To było dla nas wspaniałe – wspomina twórca. – Ja dałem się poznać jako reżyser i, wydaję mi się, że dzięki mnie wiele osób poznało The Shins. Uwielbiam ten zespół.

Tak dokładnie było, a powyższa scena trafiła do kanonu kina niezależnego. Zach Braff wiedział więc, że w nowym filmie muszą wybrzmieć James Mercer i spółka.

Zach skontaktował się ze mną i zapytał czy mogę nagrać coś na soundtrack – wspomina wokalista The Shins. – Męczyłem się parę dni i nie mogłem niczego wymyślić. Chciałem napisać coś związanego z wątkami poruszanymi w filmie, ale mi nie wychodziło. Kiedy zadzwoniłem do Zacha, powiedział, żebym po prostu napisał piosenkę, która będzie pasowała do filmu. „So Now What” jest zatem pewnym podsumowaniem całego obrazu. Zach był zachwycony, a ja uważam, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie zrobiłem. Wiem, że ludzie wciąż to powtarzają, ale naprawdę jestem z tego numeru dumny.

O tym, że Braff jest fanem The Shins wiadomo od dekady, teraz aktor/reżyser ujawnił również swą miłość do Bon Iver. Grupa dowodzona przez Justina Vernona dostarczyła na płytę z soundtrackiem do „Wish I Was Here” dwa utwory – „Holocene” i „Heavenly Father”.

Każdy z muzyków przed nagraniem oczywiście miał okazję obejrzeć film. – Kiedy się skończył, Justin zaczął nucić – wspomina pomagająca wybrać i dopasować piosenki do obrazu Mary Ramos. – Rozmawialiśmy o relacji postaci Zacha z jego bratem (Josh Gad), a Justin mówił trochę o swym ojcu. I cały czas nucił. W końcu zaśpiewał słowa „Heavenly Father”. Zanim wyszłam, Justin nagrywał pierwszą wersję piosenki w swym domowym studiu. Widać było, że film od razu go zainspirował.

Ulubionym kawałkiem Braffa w zestawie jest numer tytułowy, który nagrali wspólnie Cat Power i Coldplay.

Chris miał pomysł, że w tej piosence zaśpiewa kobieta – opowiada reżyser i odtwórca głównej roli. – Bardzo mi się to spodobało, bo w filmie pojawia się wątek silnej kobiety (granej przez Kate Hudson), która staje na czele rodziny. Kiedy zaczęliśmy o tym rozmawiać niemal jednocześnie oboje powiedzieliśmy „Cat Power”. Skontaktowałem się z Chan Marshall (aka Cat Power), spotkaliśmy się i zaskoczyło. Zorganizowałem projekcję filmu w jej mieszkaniu i co chwilę dostawałem SMS-y, co jej się podoba.

The Shins – „So Now What”

Nic dziwnego, że James Mercer jest dumny z tej piosenki. Brzmi, jak romantyczna randka, kiedy w ciemnej, pustej sali, nagle zaczyna wirować lustrzana kula i całość mieni się kolorowymi zajączkami. To pięknie migoczący, szczególnie w refrenie, utwór. Lekko podlany psychodelią, z metalicznymi gitarami, ujmującymi harmoniami.

Badly Drawn Boy – „The Shining”

Badly Drawn Boy udowadnia, że tworzy magiczny klimat nie tylko wtedy, kiedy śpiewa „Magic in the Air”. Nie jest to piosenka napisana specjalnie do filmu, ale otwierająca jego niezwykły debiut „The Hour of Bewilderbeast”. Numer jednak idealnie pasuje do soundtracku „Wish I Was Here”. Brzmi szlachetnie i czarująco, a partie grane na wiolonczeli po prostu rozbrajają. Muzyk z Manchesteru nieco pozwolił o sobie zapomnieć, ale jestem pewna, że kto usłyszy „The Shining” na tej płycie, czym prędzej sięgnie po jego albumy, a przynajmniej po „The Hour of Bewilderbeast”.

Hozier – „Cherry Wine” (live)

Na tego młodego Irlandczyka warto mieć oko, a raczej ucho i wyczekiwać jego imiennego debiutu (premiera: 19 września 2014). Pochodzący z EP-ki „Take Me To Church” utwór „Cherry Wine” ma wszytko, co tygrysy lubią najbardziej. Tygrysy, czyli w tym przypadku dziewczyny kochające wrażliwców z gitarami. To prosta, szczera, z miejsca ujmująca piosenka. Oszczędna, delikatna, melancholijna, ale zarazem zaskakująco lekka. Na wskroś organiczna i naturalna.

Cat Power & Coldplay – „Wish I Was Here”

Zawsze cieszy, kiedy Coldplay nie brzmi jak stadionowa maszynka do robienia pieniędzy. Czasem zapominamy, że to zespół, który potrafi pisać wspaniałe, kameralne, wręcz intymne utwory. Takie jak „Wish I Was Here”. Głównym głosem jest tu co prawda Chan Marshall, która śpiewa autentycznie, prosto z serca. Chris Martin do pewnego momentu jej wtóruje i nawet dotrzymuje kroku, choć duet nabiera nieco kolorytu country. Byłoby naprawdę pięknie i skromnie, niestety Anglik musiał wtrącić swoje zawodzące trele i maznąć kompozycję festiwalowym barwnikiem.

Bon Iver – „Heavenly Father”

„Heavenly Father” jest piosenką bezpośrednio zainspirowaną filmem „Gdybym tylko tu był” i chyba lepiej niż cała reszta oddaje charakter dzieła Zacha Braffa. Chyba, bowiem nie miałam jeszcze okazji zobaczyć filmu. Po utworze Bon Iver można wnieść, że to wielowymiarowa opowieść, w której nie brakuje goryczy. Jest w tym utworze pewne poczucie wolności, beztroski, które ogranicza zapętlony, mantrowy motyw. Jakby melodia próbowała się wyrwać, uciec, ale wciąż trafia na ten sam powtarzany pomruk.

Japanese Wallpaper – „Breathe In” (feat. Wafia)

Numer „Breathe In” spokojnie mógłby też znaleźć się na soundtracku obrazu „Ona” Spike’a Jonze’a. Jest w piosence muzyka z Melbourne coś futurystycznego, samotnego, pastelowego. Delikatne, przetworzone dźwięki poruszające się w spowolnionym, walczykowym rytmie. Najbardziej krucha rzecz w zestawie, w czym niemała zasługa australijskiej wokalistki imieniem Wafia o niemal szepczącym głosie.

Aaron Embry – „Raven’s Song”

„Raven’s Song” ma w sobie coś z Badly Drawn Boya. W zasadzie nie coś, tylko pianino. Poza tym ten 2-minutowy numer to taki malutki klejnocik. Utwór lekko skłaniający się w stronę amerykańskiego folku (głównie za sprawą wokalu), nostalgiczny, bezpośredni. Urokliwy.

Premiera filmu „Gdybym tylko tu był” w Polsce: 12 września 2014
Dystrybucja: UIP

Premiera soundtracku „Wish I Was Here” w Polsce: 12 sierpnia 2014
Dystrybucja: Sony Music

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.