7 najlepszych piosenek Gojiry

Gojira fot. Warner Music Poland||NajlepszePiosenki.pl

Gojira przyjeżdża do nas często, ostatni album „L’Enfant Sauvage” promowali już w ubiegłym roku w Krakowie i Warszawie. Kapela to jednak znakomita, więc zachęcamy do uczestnictwa w nadchodzącym koncercie (1 lipca) w Progresja Music Zone. Będziemy mieli dla Was bilety na tę imprezę.

„Explosia”

Jeden z najwspanialszych numerów metalowych, jakie słyszałem w ostatnim czasie. Połączenie energii, wirtuozerii, pomysłu. Znakomity tekst pięknie wyśpiewany z emocjami na poziomie Louisa Armstronga. Technicznie możliwości muzyków robią na mnie tak samo wielkie wrażenie jak przygotowanie fizyczne piłkarzy (czyli nie robią). W tym jednak przypadku to, co wyczynia Mario Duplantier na perkusji naprawdę zwala z nóg. No i ten riff gitarowy zaczynający się po czterech minutach. Absolutna petarda.

„L’Enfant Sauvage”

Tytułowy numer z bestsellerowej płyty „L’Enfant Sauvage”. Manifest grupy Gojira, pod którym podpisałby się każdy fan metalu. Wszyscy jesteśmy przecież dzikimi niedostosowanymi dziećmi. Jest moc, gitary tną niczym piła tarczowa, metalowy smakołyk pierwsza klasa.

„In the Forest”

Kompozycja pochodzi z pierwszego albumu „Terra Incognita”. Tak właściwie są to dwie kompozycje oddzielone ciszą trwającą 4:15. Piosenka zasadnicza to ekologiczny manifest kapeli. Wokalista nie tylko śpiewa o tym ze chciałby żyć w symbiozie z drzewami, ale też o wielorybach – motyw ochrony zwierząt w oceanach pojawi się często u Francuzów – Gojira wspiera też dość radykalną organizację Sea Shepherd Conservation Society. Kompozycja „In the Forest” zaczyna się delikatnym riffem gitarowym, by po chwili zmienić się w thrashową bombę. Dodatkowa kompozycja to zupełnie niemetalowy instrumentalny pejzażyk. Ponieważ umieszczanie na płytach ciszy generalnie jest pomysłem słabym, ktoś na YouTubie wpadł na pomysł żeby skrócić ją do 10 sekund.

„Flying Whales”

I znowu mamy wieloryby, tym razem latające. Przyznam się, że poruszanie tematyki ekologicznej w metalowych piosenkach czy też szerzej w muzyce rozrywkowej budzi moje zdziwienie i dezaprobatę. Jednak w przypadku zespołu Gojira brzmi to jakoś wiarygodnie. Teksty Joe Duplantiera są bowiem poetyckie a nie łopatologiczne. Prawicowi politycy słysząc muzykę będą i tak myśleli, że mowa jest o rzygowinach szatana, a my wiemy, że wokalista tak pięknie growluje o zagrożonych zwierzętach w oceanach. Pomijając wymowę, piosenka jest pełnym uroku metalowym klasykiem (to już prawie 10 lat gdy ukazała się na albumie „From Mars to Sirius”).

„Toxic Garbage Island”

No to jeszcze trochę o ekologii. „Toxic Garbage Island” porusza w sposób znów dość metaforyczny problem zanieczyszczenia oceanów, a konkretnie wysp śmieci. Tekst piosenki kończy się powtarzanym cztery razy wersem „plastic bag in the sea”. Zapewne plastikowych reklamówek w oceanach nie brakuje, jednakże słynne wyspy śmieci na oceanach nie składają się z butelek i worków. Jest to raczej niewidoczna gołym okiem plastikowa zawiesina. Z tego zresztą powodu zostały odkryte stosunkowo niedawno (pacyficzną wyspę śmieci zlokalizował niejaki Charles Moore w 1997 roku). Bardziej może więc niż ekologiczne przesłanie (skądinąd słuszne) do kompozycji „Toxic Garbage Island” przekonał nas wspaniały, głęboki, zwalisty riff.

„Yama’s Messengers”

Kto powiedział, że przy niemiłosiernych blastach nie może być ciężko? Na pewno nie Gojira, która udowadnia, że szybkość i pewna zwalistość czasem idą w parze (jak u Garetha Bale’a) „Yama’s Messengers” to połączenie powolnego, topornego grania z ultraszybkikm łojeniem. Skalne monstrum kroczące i taranujące wszystko na swojej drodze z szaloną wojną zmutowanych os. Piękne niskie, burczące strojenia i perkusyjna orgia. A nad wszystkim zatrważający poziom gniewu i ekstremalnej agresji.

„The Silver Cord”

Instrumentalne „The Silver Cord” to przykład łagodnego oblicza francuskiej bestii. Pierwsze dźwięki przywodzą na myśl dokonania Toola. Wspaniałe selektywne brzmienie, mnóstwo przestrzeni, znakomite akcentowanie poszczególnych instrumentów. Dalej przemienia się to w iście klasyczną, postmetalową podróż. Spokojną, stonowaną, z drzemiącym podskórnie niepokojem. Utwór malowany jesiennymi barwami, nieco dziki, niby delikatny, ale w żadnym razie zwiewny czy lekki.

Komentarze

Wojciech Duś

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.