7 najlepszych piosenek Mad Season

Mad Season fot. Legacy/NajlepszePiosenki.pl

Grunge podobno skończył się wraz ze śmiercią Kurta Cobaina, dla mnie symbolicznym zamknięciem jest płyta „Above” Mad Season, która właśnie kończy 20 lat.

Mad Season pojawił się w czasie, gdy Mike McCready wybrał się do Hazelden, by zerwać z alkoholem i narkotykami – wspominał Johnny Bacolas, jeden z muzyków z Seattle. – Mieszkał wtedy z kolesiem imieniem John Baker Saunders, który namówił go do powrotu do Seattle. Kiedy wrócili, Mike zaczął wydzwaniać do Layne’a. Layne rzadko odbierał telefon czy otwierał drzwi, więc robiłem to ja. Powiedziałem mu, że Mike wydzwania, mówiłem, że to porządny koleś, że jest trzeźwy i czysty. McCready był jednym z tych, którzy naprawdę próbowali pomóc Layne’owi.



Poza gitarzystą Mikiem McCreadym (Pearl Jam) i wokalistą Layne’em Staleyem (Alice in Chains), w skład Mad Season weszli wspomniany John Baker Saunders na basie i Barrett Martin (Screaming Trees) na perkusji.

Panowie mieli nieco szczęścia, bo akurat żaden z zespołów, z którym muzycy byli związani nie miał wtedy żadnych zobowiązań. – Mieliśmy jakieś 6-miesięczne okienko – wyjaśniał Mike McCready. – W tym czasie zagraliśmy 6 koncertów, zarejestrowaliśmy je i nagraliśmy płytę.

Album „Above”, niestety jedyny w dorobku Mad Season, ukazał się 14 marca 1995 roku. Dzieło pokryło się złotem. Okładkę zaprojektował Layne Staley.

Za każdym razem, kiedy słucham „Above”, a nadal robię to dość regularnie, zadziwia mnie, jak genialnie jest ta płyta wyprodukowana. Brzmienie, szczególnie jeśli ktoś nigdy nie był fanem grunge’u, może się zestarzało. Nie każdy musi być fanem „koziego” wokalu Layne’a Staleya, melodie jak to melodie – jedne lepsze, inne gorsze, ale dźwiękowo ta płyta to czysta przyjemność. Pięknie selektywne, soczyste granie, z mnóstwem przestrzeni. Wręcz słychać jak niektóre utwory oddychają i choć nie brakuje przesterów, zamierzonych zgrzytów, harmidru i zwykłego gitarowego hałasu, są miejsca gdzie czuć każde uderzenie w strunę, każdy muśnięcie w talerz, że o marimbach i innych instrumentach nie wspomnę.

„Wake Up”

Pięknie sprzężone gitary i dźwięki wibrafonu. Smutny, gorzki, pełen emocji, deszczowy numer.

Tekst utworu jest metaforą uzależnienia. W tej piosence Mad Season, Layne Staley śpiewa o tym, jak próbuje wybudzić się (wake up) z heroinowego nałogu. Jego „związek” z narkotykiem określa mianem romansu, który trwa od 10 długich lat.

Słowa „slow suicide’s no way to go” z perspektywy czasu brzmią wyjątkowo złowieszczo.

„River of Deceit”

Chyba najbardziej pearljamowy utwór w repertuarze Mad Season, co jest dość zrozumiałe, gdyż powstał na próbie nim Layne Staley dołączył do zespołu, więc Mike McCready silnie odcisnął swe wpływy.

Na poły akustyczny, na poły elektryczny. Niby balladowy, ale z pewnym nerwem.

Tekst zainspirowany był podobno dziełem Kahlila Gibrana, „Prorok”, które Layne Staley czytał podczas sesji Mad Season.

Piosenka promowała album „Above”. Towarzyszący nagraniu, czarno-biały klip wyreżyserował Josh Taft.

„I’m Above”

Jeden z dwóch utworów na „Above”, w którego powstanie zamieszany był Mark Lanegan. Nie tylko był współkompozytorem, ale i wsparł Layne’a wokalnie. Lanegan napisał podobno więcej numerów dla Mad Season, z myślą o drugiej płycie, ta jednak, jak wiemy, nigdy nie powstała.

„I’m Above” jest ciekawym muzycznie i kompozycyjnie kawałkiem. Zwrotki są dość klasycznie rockowe, z ładnym dwugłosem Layne’a i Marka, refren z kolei najpierw dziki, wściekły, hałaśliwy, zmienia się w iście beatlesowską sekwencję. A jakby tego było mało mamy akustyczne wtręty o niemal latynoskim posmaku.

„Artificial Red”

Przepiękna, bluesowa piosenka Mad Season. Początkowo skradająca się niewinnie, niemal uwodząca, dalej jednak w pewien sposób agresywna, zaborcza.

Artificial red (sztuczna czerwień) podobno odnosi się do metadonu.

„Lifeless Dead”

Miałam pominąć tę piosenkę Mad Season w zestawieniu, ale po prostu nie mogłam. Uwielbiam takie przesterowane gitary, uwielbiam wokal z „echem” i nawet suche talerze na drugim planie nie przeszkadzają.

„Long Gone Day”

Drugi utwór Mad Season zrealizowany z Markiem Lanaganem. Kolejny pięknie brzmiący, wielowymiarowy dźwiękowo numer, ze smutnym saksofonem, na którym zagrał Skerik, marimbami, wiolonczelą i wibrafonem. Kapitalny wokalno-emocjonalny dialog Marka i Layne’a. Piękna, smutna piosenka.

– Napisanie tego zajęło nam z 20 minut – wspomina Mark Lanegan na łamach Alternative Nation. – Kolejne 20 zajęło nam nagranie. Zrobiliśmy to sami w studiu. Kiedy Layne śpiewał ja biegłem pilnować taśmy, kiedy ja śpiewałem, on pilnował. Ja napisałem wers i dałem mu kartkę, on dopisał swój i przekazał ją z powrotem mnie. Chyba najłatwiej napisana piosenka w moim życiu i jedno z najmilszych wspomnień, bo Lanye był moim bliskim przyjacielem. Ciepło mi się robi na sercu, gdy to wspominam, ale też smutno, bo myślę o nim i tęsknię.

„November Hotel”

Jedyna instrumentalna kompozycja na „Above” i jedyna tak niesamowita. Zaczyna się dość standardowo, acz pewien podskórny niepokój da się wyczuć. Napięcie, dramaturgia, wzrastają z każdym dźwiękiem, by zmienić niepozorny utwór w swoisty emocjonalny wyziew. Jest tu strach i gniew, siła i pewna kruchość. Fantastycznie filmowy numer i fenomenalna „podkładka” pod improwizacje.

– To utwór o moim ojcu, gdy był w Wietnamie – wspominał przy okazji reedycji „Above” Mike McCready. – Był pilotem i latał myśliwcami. Na samolocie miał napisane „November Hotel”. Wyobraź sobie samolot startujący z lotniskowca – o tym myślałem, kiedy nagrywaliśmy tę piosenkę.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.