7 najlepszych piosenek Mötley Crüe z filmu „Brud”



Przeczytaliśmy, obejrzeliśmy i posłuchaliśmy. Hollywood odkryło rock and rolla, choć jeszcze nie do końca go czuje. „Brud”, czyli film o Mötley Crüe, podobnie jak „Bohemian Rhapsody” o Queen ma wiele braków, ale i tak warto obejrzeć.

„Brud” („The Dirt”) fot. Najlepszepiosenki.pl

Grupa, na którą czekały lata 80.

Mötley Crüe to komercyjna, hardrockowa grupa, na którą lata 80. czekały. W ciągu zaledwie kilku miesięcy stali się najbardziej gorącą kapelą w Południowej Kalifornii. Mötley Crüe zgromadzili liczną publiczność w Troubadour w Hollywood i wyprzedali koncerty w Country Clubie i Whisky A Go-Go. Mötley Crüe to jedna z niewielu kapel bez kontraktu z dużą wytwórnią, które wystąpiły w Roxy Theater. Mötley Crüe wkrótce wydadzą debiutancki album nakładem swojej firmy Leathür Recors. Zapewniają niesamowite show, które ekscytują, stymulują i poruszają publiczność. Oglądanie Mötley Crüe jest równie pasjonujące, co słuchanie ich muzyki. Mötley Crüe to czterech zdolnych artystów, którzy robią to, co potrafią najlepiej – tworzą ponadczasową muzykę.*

Tak brzmiał oficjalny komunikat prasowy z czerwca 1981 roku. Blisko 40 lat później, Mötley Crüe to rock-metalowa ekstraliga. Kapela, która w USA sprzedała ponad 25 milionów płyt. Burzliwa historia ekipy z Los Angeles doczekała się filmowej biografii, którą można już oglądać na Netfliksie.

Nie tylko sex, drugs and rock and roll

Film „Brud” powstał na podstawie tak samo zatytułowanej książki i jak to często bywa, obraz nie dorównuje literackiemu oryginałowi („The Dirt”). Tytuł nie jest przypadkowy. Kariera Mötley Crüe to kwintesencja hasła „sex, drugs and rock and roll”, ale nie tylko. To właśnie brud, bagno, rozkład, dekadencja, nie tylko muzyków, ale i otaczających ich ludzi. Produkcja Netfliksa mocno spłaszcza i upraszcza tę naprawdę przerażającą, ale i fascynującą opowieść. Twórcy filmu wybrali po prostu najbardziej smakowite kąski z jednak chwilami bardziej złożonej historii, strategicznie przemilczeli niektóre wątki (np. konflikt z wytwórnią) i na zasadzie prostej logiki akcja-reakcja zaprezentowali barwny, szokujący, dość straszny, ale przede wszystkim banalny obraz Mötley Crüe.

Trudno natomiast czepiać się do samego wykonania filmu „Brud”. Obsada (może za wyjątkiem Daniela Webbera w roli Vince’a Neila) została wyselekcjonowana znakomicie. Kapitalnie wypadły narracyjne sztuczki rodem z „House of Cards”, a przede wszystkim świetnie ogląda się tę rozpędzoną, kolorową, szybko montowaną, iście teledyskową produkcję. Co ciekawe po macoszemu potraktowana została muzyka, na szczęście tu wkraczają Najlepszepiosenki.pl.

Mötley Crüe fot. Najlepszepiosenki.pl

7. „The Dirt (Est. 1981)” (featuring Machine Gun Kelly)

Jedna z czterech nowych piosenek, które Mötley Crüe nagrali na potrzeby soundtracku filmu „Brud”. O tyle istotna, że w utworze gościnnie pojawia się raper Machine Gun Kelly, który w filmie wyśmienicie sportretował perkusistę Mötley Crüe, Tommy’ego Lee. Podobno angaż dostał po 6 przesłuchaniach, które odbyły się na przestrzeni ponad 2 lat. Najpierw starał się o rolę basisty, Nikkiego Sixxa.

„The Dirt (Est. 1981)”, podobnie jak trzy pozostałe premierowe piosenki – „Crash and Burn”, „Ride With the Devil” i cover „Like a Virgin” Madonny – powstało pod koniec 2018 roku, pod okiem Boba Rocka.

Mötley Crüe – The Dirt (Est. 1981) (feat. Machine Gun Kelly)

6. „Home Sweet Home”

Kiedy w filmie „Brud” Nikky Sixx poznaje swego przyrodniego brata, słyszy, że ten po raz pierwszy uprawiał seks właśnie przy „Home Sweet Home”. Niewątpliwie nie tylko on. W końcu to ballada. Ballada jednak o tęsknocie za domem, za byciem z dala od bliskich, o chęci powrotu do swego miejsca. Jak można się domyślić, numer powstał po intensywnej trasie promującej album „Shout At The Devil”.

– To niezła ironia, kiedy zaczynasz grać w zespole, marzysz o tym, by jeździć po świecie i grać koncerty, a kiedy już jesteś w trasie, chcesz wrócić do domu – opowiadał Nikki Sixx.

„Home Sweet Home” było jedną z pierwszych piosenek, które nagraliśmy – wspominał Sixx. – Udało nam się w niej zawszeć to co czuliśmy, czyli samotność, zagubienie, porzucenie. Byliśmy włóczęgami pragnącymi poczucia bezpieczeństwa. Nieważne czy znaleźlibyśmy to w rodzinie, intymnych relacjach czy śmierci. *

Mötley Crüe – Home Sweet Home (Official Music Video)

5. „Shout at the Devil”

Nikki Sixx przeżywał okres fascynacji satanizmem, czego efektem był m.in. numer „Shout at the Devil”. Wytwórnia nie była zbyt szczęśliwa, bo jak wiadomo, piosenki o szatanie dość trudno się promuje. Nikki nie tylko postawił na swoim i zostawił taki tytuł piosenki, ale i tak też zatytułował cały drugi album Mötley Crüe. Numer nie został wybrany na singel, ale i tak stał się jednym z popularniejszych w dorobku bandu. I to od razu.

Tego dnia nowa fala umarła, a rock and roll przejął władzę. Był 29 maja 1983 roku. Drugi dzień trzydniowego US Festival – mówił Vince Neil. (…) – Ozzy Osbourne, Judas Priest, Scorpions, Van Halen występowali przed 300 tysiącami dzieciaków. My też. (…) Kiedy tylko zaczęliśmy grać „Shout at the Devil”, byliśmy pewni, że nam się udało. Ludzie wcześniej nie słyszeli tej piosenki. Dopiero co zaczęliśmy w ogóle nagrywać płytę. Pod koniec widzieliśmy zaciśnięte pięści w górze i każde słowo wykrzyczane przez publiczność. Ludzie reagowali na każdy motyw, który Mick zagrał. Wtedy zrozumiałem, czemu gwiazdy rocka maja takie rozbuchane ego.

Mötley Crüe fot. Najlepszepiosenki.pl


Motley Crue – Shout At The Devil

4. „Kickstart My Heart”

Tytuł piosenki należy traktować dosłownie. Kiedy Nikki Sixx przedawkował, ratownik w karetce nie chcąc, by gwiazdor rocka zmarł przy nim, wstrzyknął mu adrenalinę, by pobudzić serce do pracy. Nerwowy, rozpędzony „Kickstart My Heart” ma też drugie dno i traktuje o tym, jak zespół postanowił żyć w trzeźwości i po odwyku nagrał album „Dr. Feelgood”.

W końcu mieliśmy cierpliwość, by słuchać czegoś innego niż Sweet, Slade, T. Rex, Aerosmith i New York Dolls – zapewniał Nikki Sixx. – Otworzyłem się na nowy świat dźwięków od Milesa Davisa po Whitney Houston. Poznałem nowe uniwersum dźwięków, emocji, melodii, rytmów, basowych riffów. Wszystko, czego dotąd nie dostrzegałem.*

Mötley Crüe – Kickstart My Heart (Official Music Video)

3. „Live Wire”

Numer z kapitalnym riffem, mocno osadzony w heavymetalowej stylistyce. Pierwszy singel Mötley Crüe. Klip członkowie kapeli nakręcili sami.

Nikki zaczął pisać piosenki pod wokal Vince’a. Pierwsze, co powstało to „Live Wire” – wspominał Tommy Lee. – W tym momencie staliśmy się Mötley Crüe. Dokładnie w tym pieprzonym momencie. Jeden z naszych klasyków powstał w pięć minut podczas pierwszej próby z Vince’em. Nie mogłem w to uwierzyć.*

Mötley Crüe – Live Wire (Official Music Video)

2. „Girls, Girls, Girls”

Cóż, panowie z Mötley Crüe uwielbiali kluby ze striptizem. Do tego stopnia, że pracowniczkom tych przybytków poświęcili swój przebój – „Girls, Girls, Girls”. Wideo nakręcono w jednym ze wspomnianych w piosence lokali – Seventh Veil.

Dźwięki motocykli wykorzystane w nagraniu, to należące do członków Mötley Crüe Harleye, które na potrzeby sesji zarejestrował producent, Tom Werman.

– Mieliśmy odrzutowiec, górę forsy i mogliśmy robić, co tylko nam się zamarzyło – wspominał Tommy Lee. – Czasy „Girls, Girls, Girls” były najbardziej szalonymi w moim życiu. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo pamiętam to jako niewyraźną plamę szaleństwa. Imprezowaliśmy non-stop.*

Mötley Crüe fot. Najlepszepiosenki.pl

Mötley Crüe – Girls Girls Girls (Official Music Video)

1. „Dr. Feelgood”

– Od razu wiedziałem, że to będzie klasyk – przekonywał Vince Neil dziennikarza „Rolling Stone” w 2009 roku. – Od chwili, gdy usłyszałem to „bomp bomp bomp” na początku.
Ten numer jest popularny od 20 lat. Znalazł się na 15. miejscu listy największych klasyków hard rocka stacji VH1. Byliśmy obok Led Zeppelin, Aerosmith i AC/DC.

Numer oparty na mocnym rytmie, przypominającym nieco hity Aerosmith, traktuje o dilerze, który „pomagał” Nikkiemu Sixx poczuć się dobrze.

Lata 80. się kończyły, w Seattle już coś buzowało, a my byliśmy hair-metalową kapelą, której udało się z kilkoma singlami – opowiadał o czasach premiery albumu „Dr. Feelgood” Nikki Sixx. – Branża muzyczna spisała nas na straty. Jak się okazało, zbyt wcześnie.

Piąty longplay Mötley Crüe trafił na szczyt notowania Billboard 200 i stał się bestsellerem w dorobku kapeli. W USA rozeszło się 6 milionów egzemplarzy. To właśnie ten materiał sprawił, że Lars Ulrich poprosił Boba Rocka, producenta „Dr. Feelgood”, by czuwał nad brzmieniem „Czarnego albumu” Metalliki.

Mötley Crüe – Dr. Feelgood (Official Music Video)

* cytaty z książki „The Dirt” (tłumaczenie własne)

P.S. Jakby, co lubimy Netfliksa:
10 najlepszych piosenek z serialu „Mindhunter”
11 najlepszych piosenek z serialu „Stranger Things”
12 najlepszych piosenek z serialu „Trzynaście powodów”


Komentarze

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.