7 najlepszych piosenek z albumu „Dodge and Burn” The Dead Weather

Dead Weather fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl

Najlepsze Piosenki Oceniają

Przygotujcie wodę święconą, czosnek i inne artefakty do odpędzania złych mocy. Ten krążek je przyciąga. Pięć lat czekaliśmy na nowe dzieło The Dead Weather. Przebojów tu jak na lekarstwo, ale mrocznej energii i rozedrganego, drażniącego trzewia rocka Wam nie zabraknie.

„Open Up (That’s Enough)”

Ten kawałek znamy najdłużej, bo The Dead Weather ujawnili go już dwa lata temu. Zapowiedzieli wówczas, że na trzeci longplay trzeba będzie czekać do 2015 roku, bo supergrupa w składzie: Alison Mosshart, Jack White, Dean Fertita i Jack Lawrence ma zobowiązania w innych zespołach. Efekt jest piorunujący, przeraża już otwarcie z demonicznym wrzaskiem wokalistki. A dalej jest tylko mroczniej. Czujemy tu klimat „Sea of Cowards”, szczególnie w rzężących riffach Deana Fertity.



„I Feel Love (Every Milion Miles)”

„I Feel Love” jest głównym singlem promującym wydawnictwo i pierwszym utworem, jaki The Dead Weather zagrali na żywo od pięciu lat, a uczynili to w show Stevena Colberta. Niestety z braku czasu supergrupa nie zagra ani jednego koncertu (w sumie też nie chciałabym podpaść Joshowi Homme’owi, a przecież Dean Fertita zajęty jest z Queens of the Stone Age). Szkoda wielka, bo mało kto poza The Dead Weather ma w sobie tyle energii i charyzmy, by urozmaicić coraz nudniejsze i powtarzające się listy headlinerów festiwali.

„Mile Makers”

Poniżej kryje się nie teledysk, a wideo instruktażowe od członków The Dead Weather. Nieprzypadkowo są określani mianem supergrupy, nie tylko ze względu na znane nazwiska, ale umiejętności techniczne. Dlatego kapela przygotowała serię klipów w rodzaju tzw. masterclasses, na których wyjaśnia, jak uzyskać złowieszcze brzmienie. Pierwszy z nich, gdzie duży Jack maltretuje perkusję, aż do jej podziurawienia, możecie obejrzeć na YouTube. W „Mile Makers” główną rolę gra zaś mały Jack – basista formacji.

„Cop and Go”

Moim zdaniem jest to najlepszy kawałek na „Dodge and Burn”. Może się podobać szerokiej publiczności, bo brzmi jak Led Zeppelin przepuszczone przez maszynkę do mięsa. W „Cop and Go” nie słychać tak dobitnie spadku formy Alison Mosshart. Pojawia się za to charakterystyczne brzmienie basu Deana Lawrence’a, znane z „Hustle and Cuss”. Ponadto, jest to jedyny kawałek na płycie, na którym możemy poczuć ducha The Kills.

„Three Dollar Hat”

To na pewno nie jest najlepsza piosenka na tej płycie. Jack White brzmi co najmniej dziwnie, łącząc falset z rapowaniem w stylu gangsta. Na szczęście męki szybko mijają, bo w drugiej połowie numeru zastępuje go Alison, a melodia zamienia się w desert-rockowy pocisk à la Queens of The Stone Age (akurat to nie powinno nikogo dziwić). Do odsłuchania raz i nigdy więcej.

„Rough Detective”

Numer znamy od 2013 roku, gdy wydano go do pary z „Open Up”. Na „Dodge and Burn” pojawił się w zremasterowanej wersji i prezentuje bluesową stronę The Dead Weather. Jest to również jedyny klasyczny duet w wykonaniu Mosshart i White’a na premierowym zestawie. Jak na dwa tak wybuchowe charaktery (Alison i Jack niejednokrotnie publicznie skakali sobie do gardeł) są perfekcyjnie zgrani.

„Impossible Winner”

Tego się nie spodziewaliśmy. Po serii kawałków brzmiąca jak seria z karabinu maszynowego, ballada „Impossible Winner” wydaje się orzeźwiająca. Tak bardzo odbiega od reputacji, jaką wyrobili sobie The Dead Weather. Może lepiej pasowałaby do solowych dokonań Jacka White’a (przypomina nieco „Weep Themselves to Sleep”). To dowód na to, że The Dead Weather są skuteczni nie tylko wśród riffów gęstych jak smoła.

Jeżeli szukacie soundtracku do nocnego zakopywania ciał wrogów na bezdrożach – trafiliście idealnie. W mniej przerażających okolicznościach „Dodge and Burn” jest albumem ciężkostrawnym. Słuchany w całości, brzmi jak kakofoniczny łomot. Utwory zyskują słuchane oddzielnie, bo choć w zestawieniu nie ujęłam „Buzzkiller” czy „It’s too Bad”, też są to garażowe kompozycje z najwyższej półki. The Dead Weather powinni częściej spotykać się w studio, ale przede wszystkim na scenie.

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Anita Ceglińska

Marzyła o siatkówce, a skończyło się na popkulturze. W ciągu dnia bada pokolenie Y, po godzinach recenzuje premiery filmowe i muzyczne. Choć spędza długie godziny na Tumblrze i konwentach, za nic nie przyzna się do bycia geekiem i obsesji na punkcie BBC i „Hannibala”. Nie umie żyć bez koncertów. Jak każdy padawan Jacka White’a trzyma na parapecie dziesiątki płyt – powodów do dumy i wyrzutów sumienia. Kiedyś rzuci wszystko i wyjedzie na Islandię.