7 najlepszych piosenek Zoot Woman

Zoot Woman fot. Warner Music Poland/NajlepszePiosenki.pl


Zoot Woman zagrają w Polsce 20 stycznia w Warszawie i 21 stycznia w Poznaniu. Oto 7 najlepszych piosenek brytyjskiej kapeli.

„It’s Automatic”

Gdyby Zoot Woman zadebiutowali 10 lat później, byliby sztandarowym zespołem wczesnych hipsterów (nim ci postanowili inspirować się drwalami). Nie chodzi bowiem tylko o muzykę, ale i wizerunek oraz ironiczne klipy.



Cała ich pierwsza płyta to ejtisowe brzmienia, i to takie mocno retro. „It’s Automatic” poza syntezatorowymi dźwiękami, urzeka iście new-romanticową melancholią.

„Living in a Magazine”

Mikrofon „skradziony” Davidowi Bowiemu, modelki w typie panien z klipów Duran Duran, kolorowe gajerki, dziwne efekty specjalne. Trzeba przyznać, klip przykuwa uwagę. Pokazuje też, że panowie z Zoot Woman mocno wyprzedzili swoje czasy. Co prawda moda na lata 80. trwa(ła) dłużej niż sama dekada, i na początku XXI wieku takie klimaty też były na topie, acz Brytyjczycy byli chyba zbyt awangardowi, by zrobić wielką karierę.

W tytułowym nagraniu z debiutu wyróżniają się zniekształcone, lekko drapieżne dźwięki, które świetnie kontrastują z gładkim niczym bile podczas snookerowych mistrzostw głosem Johnny’ego Blake’a.

„Memory”

Jeśli szukacie piosenki do biegania, możecie sięgnąć właśnie po „Memory”. Zaczyna się trochę kraftwerkowo, ale po chwili mamy motoryczny kawałek w równym tempie, wprost idealny do treningów. Utwór nieźle sprawdziłby się też w filmie, w scenie, gdy jakaś przerażona kobieta ucieka nocą, oglądając się co chwilę za siebie.

Klip zrealizowali współpracujący regularnie z zespołem Mirjam Baker i Michael Kren.


„Gem”

W tym numerze naprawdę wyraźnie słychać bas, choć pełni on rolę akcentu. To jednak takie delikatne spostrzeżenie. Piosenka urzeka melancholią oraz klimatem w stylu starego Depeche Mode. Kawałek znakomity na tzw. drugą część imprezy, kiedy tylko niedobitki mają jeszcze chęć się poruszać. Zapętlony motyw, wokół którego zbudowane jest nagranie pozwala na nieśmiałe podrygiwania i kiwanie głową z przymkniętymi oczami.

„Don’t Tear Yourself Apart”

Tym razem mamy Zoot Woman w wersji mocniejszego electro. Wyrazisty zapętlony, niemal rave’owy rytm, na który nałożone są eteryczne wokale i elektroniczne pasaże.

Do nagrania wykorzystano syntezatory Casio i automat perkusyjny 909.

Za reżyserię klipu odpowiada Uwe Flade (Depeche Mode, Franz Ferdinand). – Doskonale zrozumiał ten utwór zarówno muzycznie jak i tekstowo – wyjaśnia Johnny Blake. – Klip idealnie odzwierciedla emocje piosenki, a jednocześnie nadaje jej nowy wymiar.

„Grey Day”

Chyba jeden z najlepszych refrenów w dorobku Zoot Woman. Minimalistyczne brzmienie, chwilami jak z gier Atari, nerwowe tempo, nawet jakieś lekko zadziorne gitary, a tu nagle słodycz, miód, malina i Johnny Blake śpiewający tym swoim wysokim, wypolerowanym głosem „put your smile on my face”.

Jak pisał „Pitchfork”, numer zawieszony gdzieś między muzyką taneczną a rockiem.

„We Won’t Break”

Jak na Zoot Woman brzmieniowo dzieje się tu całkiem sporo. Oczywiście dominują synetyczno-komputerowe dźwięki, ale pojawia się dużo dodatkowych elementów, jak wokalne sample czy burcząca gitara, które w fajny sposób wzbogacają styl formacji. Numer przy tym wpadający w ucho, zgrabny, z refrenem, którego trudno pozbyć się z głowy.

Teledysk nakręcili wspominani już studenci z Austrii, Mirjam Baker i Michael Kramer.

Zoot Woman

Miejsce: Warszawa, Hybrydy
Data: 20 stycznia 2015
Bilety: od 49 zł
Organizator: Go Ahead

Miejsce: Poznań, Pod Minogą
Data: 21 stycznia 2015
Bilety: od 49 zł,
Organizator: Go Ahead


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.