8 najlepszych piosenek Sepultury z albumu „Roots”



19 lat temu Sepultura wydała jedną z najlepszych i najważniejszych płyt w historii metalu.

Dokładnie za rok minie 20 lat od premiery albumu „Roots” zespołu Sepultura. Nie będziemy jednak czekać aż tyle i już dziś przypomnimy najlepsze piosenki z tego klasycznego – nie tylko dla Sepultury ale i całego metalowego grania – dzieła. A przy okazji rozdamy egzemplarze książki „Sepultura. Brazylijska Furia” Jasona Korolenko.



Album „Roots” został nagrany w należącym do Richarda Kalana studiu Indigo Ranch w Malibu. Nie tworzono go jako dzieła klasycznego czy przełomowego. Miał to być po prostu kolejny krok w rozwoju Speultury.*

Kiedy wokalista Sepultury przedstawił działowi marketingu wytwórni Roadrunner pomysł na płytę, tytuł i okładkę, spece od promocji lekko się wystraszyli, obawiali się bowiem, że „Roots” może być wzięte za… album R&B. Ubaw był niezły.

Zespół jeszcze bardziej niż dotąd skupił się na muzyce swojego kraju. Brazylijskie wpływy były już wyczuwalne na „Chaos A.D.”. Teraz miały stać się głównym wyróżnikiem stylu Sepultury, czymś, czego nie miał żaden inny zespół na świecie. Chłopcy postanowili pójść na całość. Wynikało to pewnie z nostalgii, z tęsknoty za ojczyzną lub z „saudades”, jak to się określa po portugalsku.*

Szósty album Sepultury trafił do sprzedaży 20 lutego 1996 roku i okazał się prawdziwym hitem.

– Płyta „Roots” podbiła cały świat – mówił gitarzysta Andreas Kisser. – W Europie graliśmy w salach na dziesięć, piętnaście tysięcy miejsc. I to narastało. Nikt nie mógł już tego ogarnąć, ani wytwórnia, ani mangment, nikt.*

Do dziś na całym świecie rozeszło się 2 miliony egzemplarzy „Roots” Sepultury.

„Roots Bloody Roots”

Nie możemy zacząć inaczej. Mantrowy, rozdrażniony, rozedrgany riff, niskie strojenie, groove, skandowany refren, niesamowita wielowarstwowa, dzika perkusja. Klasyka nie tylko Sepultury, ale i gatunku. Do tej pory pozostaje jednym z ulubionych utworów fanów zespołu.

– To piosenka o wierze w siebie, o byciu dumnym ze swego dziedzictwa, z tego, skąd się pochodzi – wyjaśniał wokalista, Max Cavalera. – Mocny, ale prosty tekst o naszych korzeniach.

Tytuł i refren są swoistym hołdem dla Black Sabbath i… U2, i ich numerów „Sabbath Bloody Sabbath” i „Sunday Bloody Sunday”.

Utwór, jak i cała płyta, czerpały natomiast z pierwszej, imiennej płyt grupy Korn, która spopularyzowała siedmiostrunową gitarę i niskie strojenia. Za brzmienie odpowiadał ten sam producent, Ross Robinson, a sesja odbywała się w tym samym studiu w Malibu, w którym nagrywali Amerykanie.

Wideo ukazuje kapelę w jaskini oraz na ulicy z plemiennymi bębniarzami. Max ubrany jest m.in. w koszulkę Deftones, z kolei Andreas Kisser w Black Sabbath.

Słuchacz od razu wyczuwa groove w nagraniu, swoiste rozkołysanie perkusji Igora. (…) Chwytliwy refren, w którym Max wykrzykuje poetycki tytuł utworu, nawiązuje do doświadczeń Maksa w roli tekściarza na „Chaos A.D.” – nie tylko przez minimalizm, ale również przez treść.*

„Attitude”

Klip ukazuje zespół występujący przy oktagonalnym ringu dla zawodników MMA, na którym walczą rozmaici ludzie.

Tekst piosenki napisał pasierb frontmana Maksa Cavalery, Dana Wells, który był również pomysłodawcą teledysku. Chłopak zmarł w wypadku samochodowym niedługo po wydaniu płyty.

Charakterystyczne dla ówczesnej Sepultury niskie strojenia, grząskie brzmienie, chwilami perkusyjna galopada, ale przede wszystkim ciężar. To właśnie „Attitude”.

Mamy tu surowy riff grany na jednej strunie i składający się tylko z dwóch nut. Z kolei tekst jest mniej polityczny, a bardziej osobisty.*

Egzotyczny instrument, na którym gra Maks, to berimbau, typowy dla capoeiry, czyli brazylijskiej sztuki walki, wyznaczający rytm zawodnikom. Instrument w zasadzie nieznany poza Brazylią i południem Afryki.

„Ratamahatta”

Nie ma co ukrywać, dziewczyny zazwyczaj wolą piosenki, w których jest melodia. Czasem jednak naszą uwagę przykuje coś opartego głównie na rytmie. W tym przypadku rytmie maracatu (rodzaj tanecznego występu znanego w brazylijskim stanie Pernambuco).

Nie będzie przesady, w stwierdzeniu, że to jeden z najbardziej egzotycznych numerów Sepultury i ogólnie metalowego grania. Bohaterami piosenki są młodszy z braci Cavalerów, Igor oraz perkusista Korna, David Silveria, którzy swą finezyjną, nieszablonowa grą na bębnach i innych instrumentach perkusyjnych zbudowali ten pierwotny, lekko nawiedzony utwór. Za bębnami siadł też Ross Robinson. W piosence pojawia się jeszcze jeden inny gość – pokrzykujący Carlinhos Brown, brazylijski muzyk z Salwadoru (miasta). Obydwaj z Maksem śpiewają po portugalsku.

Taka „brudna poezja” jest świetnie znana brazylijskiej młodzieży; posiada przy tym naturę abstrakcyjną, bo bardziej chodzi tu o rytmiczne walory słów, niż o ich znaczenie – bardziej chodzi o ogólną wymowę niż o przekazanie wąsko rozumianego komunikatu.*

„Ratamahatta” to ostatni oficjalny singel z udziałem Maksa Cavalery, który rozstał się z Sepulturą w 1996 roku.

Animowany teledysk powstał w technice poklatkowej.


„Breed Apart”

Nerwowa, trochę kornowa (gitarowe rwania) piosenka. Z wirującym, można powiedzieć deftonesowym rytmem. Pod względem kompozycji, liczby wątków, jedna z bardziej zróżnicowanych w zestawie. Słychać w tej piosence Sepultury, jak wyraźne piętno odcisnął Robinson.

Mamy tu wybuchową mieszankę różnic dynamicznych – grupa pokazuje, jak dźwięki ciche mogą współgrać z głośnymi i jak jedne pomagają osiągnąć drugim maksymalną ekspresję. *

„Straighthate”

Niektórzy znaczenia przysłowia „what goes around comes around” (nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe; jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie) nauczyli się od Justina Timberlake’a, a inni od Sepultury.

Wszyscy lubili Panterę. Sepultura też, co słychać w „Straighthate”. Mocno groove’owy kawałek, gitara Andreasa nie tak luźna, bardziej piłująca. No i mamy świetny, wyrazisty bas.

Po raz kolejny grupa pokazuje, ile można wycisnąć z riffu zagranego na jednej strunie, zwłaszcza gdy ma się do dyspozycji pedał Big Muffer.*

W „Straighthate” Kisser udziela się też wokalnie.

„Lookaway”

Tutaj gości mamy jeszcze więcej. Jonathan Davis, Mike Patton i DJ Lethal, czyli muzycy Korn, Faith No More i House of Pain/Limp Bizkit. Tekst, choć raczej ciężko go zrozumieć ze słuchu, napisał Davis. Mocno zniekształcony numer, powolny, sabbathowsko ociężały, ale i z nowoczesnymi wówczas, numetalowymi elementami. No i raczej nawiedzony, mroczny, ale klimatyczny kawałek. Dość nietypowa piosenka dla Sepultury.

Niepokojąca atmosfera tego industrialnego numeru dużo zawdzięcza grupie Ministry, a także udziałowi Maska w projekcie Nailbomb, choć nie przypomina dokonań żadnej z tych formacji. Również pod względem treściowym oddalamy się tu od wszystkiego, co fani grupy słyszeli wcześniej. Otóż Davis, w charakterystyczny dla siebie sposób unikając tematyki kojarzonej z metalem, wciela się w mężczyznę zniesmaczonego myślą o uprawianiu seksu oralnego (jako strona aktywna).*

„Born Stubborn”

Sepultura trochę w starszym wydaniu, choć plemiennych elementów nie brakuje. Skoczny, energiczny kawałek idealny do szaleństwa w młynie pod sceną.

Atmosfera jest tu bardziej pogodna niż kiedyś, a to za sprawą durowych progresji akordowych w zwrotkach.*

Zaśpiewy/pohukiwania w finale to dzieło Indian z plemienia Xavante.

„Itsári”

Ten utwór w jeszcze większym stopniu współtworzony jest przez Xavante. Słowo itsári w ich języku oznacza korzenie (roots).

Ciężko nazwać tę instrumentalną kompozycję metalową. Mamy bowiem do czynienia z akustycznym numerem, bliższym grunge’owi niż ciężkiemu graniu. Poza zaśpiewami Xavante, słychać gitarę i bębenki.

Sepultura spędziła trzy dni z Indianami, w ich wiosce w stanie Matto Grosso, pracując nad tym nagraniem.

Przez wiele miesięcy grupa prowadziła korespondencję z przedstawicielami plemienia i omawiała sprawy związane z transportem sprzętu nagraniowego w okolice pozbawione nie tylko elektryczności, ale jakiejkolwiek nowoczesnej infrastruktury*.

* fragmenty z książki Jasona Korolenko, „Sepultura. Brazylijska Furia”. Wydawnictwo, w tłumaczeniu Lesława Halińskiego, ukazało się nakładem oficyny In Rock.


Komentarze

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.