8 najlepszych piosenek Slipknot

Slipknot fot. Warner Music Poland/NajlepszePiosenki.pl

Z lekkim niepokojem, ale i z nadzieją czekamy na nowy album Slipknot. Z niepokojem, bowiem longplay „.5: The Gray Chapter” powstał bez zmarłego w 2010 roku basisty Paula Graya oraz, co chyba jeszcze ważniejsze, perkusisty Joeya Jordisona, który postanowił skończyć przygodę z bandem.

Nadzieja jest, ponieważ Slipknot to wciąż jedna z nielicznych kapel, która potrafi łączyć naprawdę brutalne granie i przebojowość. Owszem, w ostatnich latach szala przechyliła się w stronę melodii, bardziej wymuskanej produkcji, ale jak pokazuje ostatnia pozycja poniższego zestawienia, Slipknot wciąż potrafi potężnie przyłożyć. W oczekiwaniu na nową płytę, którą na pewno zrecenzujemy, 8 najlepszych piosenek Slipknot.



„Psychosocial”

Już czuję, że obrywa mi się za to, że zaczynam zestawienia właśnie od „Psychosocial”. Trochę z przekory, a trochę też dlatego, że mimo wszystko uważam singel z „All Hope Is Gone” za dobrą piosenkę. Przede wszystkim jednak to numer, który kapitalnie ukazuje ogrom wokalnych umiejętności Coreya Taylora. OK, słychać, że koleś coraz bardziej myli Slipknot ze Stone Sour. Refren jest tak śliczny i słodki, że urzeknie każdą pannę marzącą o niebezpiecznym, rockowym chłopaku, ale jednocześnie słychać dzięki temu, że Taylor nie tylko potrafi się drzeć, ale i fantastycznie śpiewać – czysto i harmonijnie. Że ma naprawdę ładny głos, a emocje które nim wyraża niekoniecznie muszą być negatywne.

„(sic)”

Tym właśnie ujął nas Slipknot. Niekoniecznie dokładnie tym nagraniem, ale tego typu graniem. Agresywnym, brutalnym, chaotycznym, bezpośrednim, ostrym, mocnym. Bez mizdrzenia się do rozgłośni radiowych, bez melodii i chwytliwych refrenów, które pokochałyby niewiasty. Po prostu, lanie po pysku i kopanie po dupsku.

„Spit it Out”

To numer, który odpowiada na pytanie, co robi w szeregach formacji Sid Wilson, czyli koleś stojący za deckami. Sporo bowiem w tej piosence scratchowania. Poza tym dość klasyczne łojenie i surowe brzmienie. Jeden z zacniejszych numerów Slipknot.

Wideo stanowi hołd muzyków dla horroru „Lśnienie” na podstawie powieści Stephena Kinga. W klipie artyści wcielili się w bohaterów filmu z Jackiem Nicholsonem w roli głównej.

„People=Shit”

Dla mnie „People=Shit” to wizytówka i kwintesencja stylu Slipknot. Chłoszczące gitary, mocarna perkusja i ten cudowny groove. Kawałek do dzikiej zabawy w młynie. Nie mówiąc o wykrzykiwaniu „people equal shit” i wymachiwaniu zaciśniętą pięścią. Numer wręcz stworzony, by rozładować teenage angst. Muzyczny odpowiednik zaciekłej walki wręcz.

„Wait and Bleed”

Tak zaczynał Slipknot. Mamy już charakterystyczne elementy gry bandu jak szalejącą perkusję, burczący bas, dźwiękowe nawarstwienie, zmiany tempa, wielowątkowość, ale jeszcze z daleka pachnie to nu-metalem.

Numer okazał się jednak na tyle dobry, iż przyniósł formacji z Des Moines pierwszą nominację do Grammy (przegrali z „Elite” Deftones).

„Left Behind”

Skoro o mowa Deftones, „Left Behind” zaczyna się od gitar w stylu kapeli z Sacramento, dalej jednak już czeka nas typowa surowizna spod znaku Slipknot. Piosenka z kategorii +/- czyli naprzemienne „ładne”/”brzydkie” śpiewanie i granie. No i przejście na miarę Korna;)

„Duality”

Dla niektórych „Duality” to już nieco zbyt łagodne oblicze Slipknot. Owszem, produkcja mniej surowa, łagodne harmonie, groove nie aż tak bagienny, a gitary chwilami mięciutkie jak u Slasha, ale kompozycyjnie to majstersztyk! Pomysłami z tego jednego kawałka Slipknot mógłby obdarzyć całą płytę niejednej młodej metalowej kapeli. Trzeba przyznać, że to niemała sztuka, nagrać piosenkę jednocześnie tak przebojową i złożoną. Chyba tylko Tool tak jeszcze potrafi.

Na tym etapie Slipknot był już jedną z największych metalowych kapel na świecie. Nic dziwnego, że na realizację klipu dostali podobno pół miliona dolarów. Za kamerą stanął Tony Petrossian, a zdjęcia powstały w domu fana w Des Moines, w stanie Iowa. Częściowo wyjaśnia to kwestię budżetu, zespół musiał bowiem zapłacić za sporo rzeczy, które zniszczył podczas nagrania.

„The Negative One”

Trochę to na wyrost, ale „The Negative One” daje nadzieję, że nadchodzący album „.5: The Gray Chapter” nie będzie całkiem zły. Nie jest to może urywająca tyłek piosenka, ale gitary ładnie piłują, bas dudni, jest ciężko, wściekle, trochę nawet dziko. Krótko mówiąc, solidne, metalowe łojenie.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.