8 najlepszych piosenek The Libertines

The Libertines fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl


Jednym z najgłośniej komentowanych ogłoszeń na Open’er Festival 2015 było The Libertines. Spora w tym zasługa młodszych słuchaczy, którzy najzwyczajniej nie wiedzieli kto zacz. Z myślą o nich, ale i o tych, którzy The Libertines znają, mała ściąga przed występem w Gdyni.

Zespół powstał w 1997 roku w Londynie. W skład weszli dwaj charyzmatyczni wokaliści, a zarazem gitarzyści Carl Barât i Pete Doherty oraz basista John Hassall i perkusista Gary Powell. Na początku stulecia byli gwiazdami, dostarczając nie tylko hity na listy przebojów, sprzedając całkiem sporo krążków, ale zapewniając ciągłe tematy dla plotkarskich mediów. Prym wiódł w tym zmagający się z uzależnieniami Pete Doherty, szczególnie gdy był związany z Kate Moss.



Debiutancki album „Up the Bracket” (2002) zyskał uznanie krytyków i fanów gitarowych brzmień. Magazyn „Rolling Stone” umieścił płytę na 61. miejscu 100 największych debiutów wszech czasów i na 94. 100 najlepszych albumów pierwszej dekady XXI wieku.

Osiągnąwszy sukces, do pracy nad drugim albumem, zatytułowanym po prostu „The Libertines”, zaangażowali w roli producenta Micka Jonesa z The Clash.

Jones porównał współpracę Doherty’ego i Barâta do jego doświadczeń z Joe Strummerem. – Między Pete’em i Carlem jest ta sama więź, co kiedyś między mną i Joe – uważa Anglik. – On siadał do pisania tekstu, a w tym czasie ja parzyłem sobie kawę i za kilka minut miałem gotową melodię. Tak samo szybko wychodzi to liderom The Libertines. Naprawdę trudno uwierzyć, jak dobry to band.

Choć płyta została świetnie przyjęta, wewnętrzne problemy doprowadziły do rozpadu kapeli w 2004 roku. Minęło 10 lat nim muzycy zdołali dojść do porozumienia. Obecnie koncertują i pracują podobno nad trzecią płytą. Zagrali już nawet pierwszy nowy utwór – „Gunga Gin”.

Być może usłyszymy go także na Open’er Festival 2015. Na razie jednak 8 najlepszych piosenek The Libertines.

„Can’t Stand Me Now”

Średnie tempo, lekko przybrudzona gitara, pasujące na koncerty „oOoOoo” i ciekawy akcencik w postaci solo na harmonijce.

Piosenka wydaje się piękną wizytówką burzliwej relacji między niesfornym Carlem Barâtem, a jeszcze bardziej niesfornym Pete’em Doherty. Panowie śpiewają do siebie, jak nie mogą się znieść, ale jednak się kochają i chcą być razem.

– Możliwe, że jedyne, o czym Pete i Carl mogli szczerze śpiewać to, o tym co do siebie czują – tłumaczył basista John Hassall w rozmowie z „Q”. – To był dla nich rodzaj terapii.

Kawałek powstał po tym, jak Doherty został zwolniony z więzienia, gdzie trafił włamawszy się do mieszkania Barâta.

Numer okazał się największym przebojem formacji, docierając do 2. miejsca UK Charts.

Klip do „Can’t Stand Me Now” wyreżyserował były basista The Jesus and Mary Chain, Douglas Hart.

„What Katie Did”

Oldschoolowo roztańczona dość słodka piosenka. Delikatnie melancholijna, z popowym sznytem (urocze „shoop-shoop-shouap”).

Tytułowa Katie to nie Kate Moss, lecz inna dziewczyna Pete’a Doherty’ego, mianowicie Katie Lewis. Jednak na albumie „Down in Albion” Babyshambles (innej kapeli Pete’a) jest numer „What Katy Did Next”, który traktuje o Moss.

„What a Waster”

Chyba moja ulubiona piosenka The Libertines. Niby niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale jest w niej coś zadziornego, zaczepnego, drapieżnego.

Pewnie jakiś wpływ ma na to skojarzenie z filmem „Football Factory”, w którym go wykorzystano. Obraz opowiadał o angielskich kibolach – Chelsea vs. Millwall.


Kawałka początkowo nie umieszczono na brytyjskiej wersji albumu „Up the Bracket”. Znalazł się dopiero na reedycji.

„Lazy Sunday”

Jeszcze jeden soundtrackowy numer The Libertines. Dokładnie cover piosenki Small Faces. Nagranie wykorzystano w filmie „Czarna kula” („Blackball”).

Wersja The Libertines jest ostrzejsza i bardziej garażowa w stosunku do oryginału. Generalnie muzycy niewiele zmienili, ale uwspółcześnili i dodali swoje charakterystyczne brzmienie.

„Road To Ruin”

Jedna z bardziej rozbudowanych piosenek The Libertines, nieco odstająca od młodzieńczego, pełnego energii prostego grania. Numer utrzymany jest w psychodeliczno-bluesowo-rockowej stylistyce, przypominający nieco dokonania The Doors.

„Time for Heroes”

Nie tylko amerykańscy muzycy poruszają w swych tekstach kwestie policyjnej brutalności. „Time for Heroes” to przykład z brytyjskiego podwórka. Pisząc numer, Pete Doherty korzystał z własnych doświadczeń oraz obserwacji podczas zamieszek w Londynie, do których doszło w 1 maja 2000 roku.

– Czułem, że tyle rzeczy jest nie w porządku – opowiadał Pete. – Nie wiedziałam, jak to wyrazić, a tu znalazłem się z ludźmi, którzy myśleli tak samo.

Numer powstał w mieszkaniu byłego menedżera kapeli, Banny’ego Pootschi w Islington.

Wideo do utworu powstało w Madrycie.

Fani tak bardzo lubią ten numer, że Doherty wykonywał go także podczas koncertów swego drugiego zespołu, Babyshambles.

„The Man Who Would Be A King”

Zeppelinowski wstęp, trochę westernowego rozbujania, trochę rockowego hałasu i chwytliwe „la la la”. Pozornie bałaganiarski, nieposkładany numer, ale kiedy już się wydaje, że panowie zbłądzili, niepostrzeżenie wracają na prostą. Ciekawym akcentem jest lekko pijacka trąbka.

Tytuł został zaczerpnięty z opowiadania Rudyarda Kiplinga.

Numer otwiera ten sam akord i prawie identyczny wers jak „Tell The King” z debiutu.

„Boys in the Band”

The Libertines w pierwotnym, surowym, garażowym wcieleniu. Prostota, rockowy brud, ale i całkiem wpadająca w ucho melodia.

Piosenka na początku była dość melancholijna, a zyskała pazur, po tym jak zespół zobaczył koncert The Strokes.

Kawałek opowiada podobno o kokainie i groupie, ale też o pozerach oraz fanach, którzy głupieją w obecności swych idoli.

Open’er Festival 2015
Wykonawcy: A$AP Rocky | Alabama Shakes | Alt-J | Chet Faker | Curly Heads | D’Angelo | Die Antwoord | Disclosure | Django Django | Domowe Melodie | Drake | Eagles Of Death Metal | Electro-Acoustic Beat Sessions | Elliphant | Enter Shikari | Faithless | Father John Misty | Fisz Emade | Flume | George FitzGerald | Hozier | Hudson Mohawke | HV/Noon | Jonny Greenwood | José González | Julia Marcell | Kasabian | Kaytranada | Kodaline | Major Lazer | Małe Miasta | Marmozets | Modest Mouse | Mumford & Sons | Natalia Przybysz | Nervy | Of Monsters And Men | Of Montreal | Ratking | Rebel Babel Ensemble | Refused | Skubas | St. Vincent | Swans | The Dumplings | The Libertines | The Prodigy | The Vaccines | Thurston Moore | Tom Odell | Two Gallants | W.E.N.A. | Years & Years
Miejsce: Gdynia, Lotnisko Gdynia-Kosakowo
Data: 01-04.07.2015
Organizator: Alter Art


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.