8 najlepszych piosenek z brzydkimi wyrazami

Gwen Stefani fot. Universal Music Polska||NajlepszePiosenki.pl

Słowo „fuck” pojawia się w piosence „Killing in the Name” 17 razy.

„Herbata stygnie zapada mrok, a pod piórem ciągle nic, obowiązek obowiązkiem jest i tekst jakiś musi być” – parafrazując słowa przeboju Heya, czy wena jest czy nie ma, artykuł szef każe napisać. I kiedy brak pomysłu albo uwaga koncentruje się na zmaganiach polskiego tenisisty, albo się po prostu nie chce, jedyne co ciśnie się na usta to… fuck! Zatem. Najlepsze piosenki z przekleństwami i brzydkimi słowami.

Rage Against The Machine – „Killing in the Name”

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy to „Killing in the Name”. Chyba w żadnej innej piosence przekleństwa nie mają takiej siły rażenia i nie wydają się tak uzasadnione. Jak każdy utwór Rage Against The Machine i ten miał swoje przesłanie. Rzecz traktuje o rasizmie i brutalności policji.



Ciekawa jest historia z 2009 roku, kiedy to piosenka okazała się… bożonarodzeniowym hitem w Wielkiej Brytanii. Był to efekt fanowskiej kampanii mającej na celu nie dopuszczenie na szczyt listy przebojów zwycięzcy „X Factora”. Był to pierwszy przypadek w historii, kiedy udało się wykonawcy dotrzeć na 1. miejsce wyłącznie dzięki sprzedaży mp3.

Słowo „fuck” pojawia się w piosence 17 razy.

N.W.A. – „Fuck tha Police”

Skoro już padło „fuck” i „policja” musi być „Fuck tha Police”. Prostest song hiphpowej formacji, którą tworzyli m.in. Ice Cube, MC Ren i Eazy E. Za produkcję kawałka odpowiada jeden z najbogatszych dziś członków hiphopowej społeczności – Dr. Dre. Numer podzielony jest na 3 części, w każdej z nich jeden z raperów „zeznaje” przed sądem, który tu reprezentowany jest przez Dre. Co ciekawe, tekst sugeruje, że czarnoskórzy policjanci są gorsi niż biali.

Jak się można domyślić, hasło „fuck tha police” bez problemu przeniknęło do codziennego języka oraz zostało nieraz powtórzone .

Body Count – „Body M/F Count”

Pozostańmy w tej samej okolicy, czyli niezbyt glamour Los Angeles. Body Count, czyli mistrzowska mieszanka metalu (tego szybkiego, thrashowego) i surowego hip-hopu, za który stał Ice-T. Jak obydwie powyższe kapele zaangażowani społecznie, czego najbardziej znane przykłady to „Cop Killer” i „Born Dead”. „Body M/F Count” to swoista wizytówka, nie tylko dlatego, że cały tekst to powtarzanie „Bodycount, Body muthafuckin’ count”, ale i kapitalny, piłujący riff, melo-krzykacja Ice’a, odgłosy niespokojnej ulicy. Bezpośredni, strzelający po pysku numer.

Limp Bizkit – „Hot Dog”

Teraz będzie nieco lżej, choć tylko pod względem tekstu. Ten numer powstał chyba w podobnych okolicznościach, co artykuł, który właśnie czytacie. Znakomita większość słów, które słyszymy w piosence to właśnie… „fuck” i jego wariacje. Po dwóch minutach, „fuck” pada 46 razy (co Fred Dusrt skrupulatnie wyliczył). Generalnie, tekst miły nie jest, a Durst każe się całować w rzyć. No ale z takim mięsistym riffem Wesa Borlanda, na Freda można nie zwracać uwagi.

Gwen Stefani – „Hollaback Girl”

Nie samymi „fuckami” człowiek żyje. Gwen Stefani woli… „shit”. W „Hollaback Girl” pozwala sobie powtórzyć „shit” 38 razy w otoczeniu kolorowych dźwięków, syntezatorowych pasaży i chwytliwego rytmu. Nie ma się jednak co dziwić, że Gwen postanowiła nieco powarczeć. Ta piosenka to jej odpowiedź na komentarz Courtney Love, iż Stefani jest w muzycznym świecie tym, kim cheerleaderka w szkole średniej. Numer powstawał pod koniec prac nad płytą „Love. Angel. Music. Baby.” podczas sesji z Pharrellem Williamsem.

Britney Spears – „Work B**ch”

„Bitch” to równie „wdzięczne” słówko co „fuck” i także często pojawia się w piosenkach. Niemniej, podczas gdy „fuck” upodobali sobie raczej rockmani, tak popowi wykonawcy wolą „bitch”. W roku 1974 Elton John miał utwór „The Bitch Is Back”, ostatnio Lily Allen bolała, że jest „hard out here for a bitch”, ale mnie najbardziej przekonuje „kobieta pracująca”, Britney Spears. Motywacja to w końcu klucz do sukcesu, a skoro takie hasło zagrzewające działa na Brytę, to tylko jej kibicować. Muszę jednak zaznaczyć, poprze mnie zapewne Jesse Pinkman z „Breaking Bad”, że w obecnych czasach, „bitch” nie jest aż tak nacechowane jak ponad 30 lat temu. Ot, kolejne słowo-wytrych.

Świetliki – „Odciski”

Proszę mnie nie… przekląć, ale po „work bitch” od razu przyszły mi do głowy Świetliki. Jedyna polska piosenka, w której przekleństwo ma swój urok, wdzięk, klasę i styl. Poezja.

Rammstein – „Pussy”

Cóż, Niemcy pojechali po bandzie. Ich wnikliwość w temacie anatomii jest po prostu rozbrajająca.

DJ Shadow, UNKLE Featuring Roots Manuva – „GDMFSOB”

Na finał – creme de la creme. Nie tylko w warstwie tekstowej i użycia przekleństw, ale także, a może przede wszystkim, muzycznej. Akronim GDMFSOB rozwija się następująco – god-damn-motherfuckin-son-of-a-bitch. Wyjątkowej to urody zbitka słowna, której w tej piosence ustępuje jedynie bit i burczący bas. Jeśli ktoś miałby mnie zwyzywać, chciałabym by był to właśnie Manuva.

P.S. Całkiem fajnie przeklina też Trent Reznor, ale o tym już było przy okazji Najlepszych piosenek Nine Inch Nails.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.