8 najlepszych piosenek Zero 7

Zero 7 fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl


Na początku XXI wieku rozkwitały subtelne elektroniczne nurty. Downtempo, lounge, chillout, wywodzące się z jazzu, ambientu, trip-hopu. Na tej właśnie scenie brylował duet Zero 7 założony przez Henry’ego Binnsa i Sam Hardaker (zdobyli nominacje do Grammy i Mercury Music Prize). Dziś już może nieco zapomniany, ale należy pamiętać, iż Anglicy dali światu co najmniej kilka przepięknych piosenek oraz Się Furler. To właśnie dzięki utworom formacji poznaliśmy późniejszą autorkę przeboju „Chandelier”.

Ponad 10 lat po debiutanckiej płycie „Simple Things”, do Krakowa przyjeżdża połowa duetu Zero 7, czyli Sam Hardaker. 28 listopada w Fabryce muzyk zaprezentuje mieszankę najważniejszych utworów zespołu oraz muzycznych inspiracji grupy. Za wizualizację uzupełniające ten DJ-ski set odpowiadać będzie ElektroMoon.

„In the Waiting Line”

Dawno, dawno temu… czyli jakieś 13 lat temu. Muzyki się nie szukało, a raczej nie tylko się jej szukało, często ona sama znajdowała nas, m.in. za pośrednictwem radia. Medium to ma jeden wielki atut – działa z zaskoczenia. Zdarzyło się więc tak, że człowiek siedział w nocy, ucząc się do egzaminów, w tle Trójka i niespodziewanie… dzieją się czary. Tak było z „In the Waiting Line”. Kiedy nagle piosenka Zero 7 wybrzmiała z głośników świat na chwilę się zatrzymał. Te proste, skromne, delikatne dźwięki, oldschoolowe klawisze i głos Sophie Barker przypominający, miękki, kaszmirowy szal.

„Mr McGee”

Piosenka trochę w stylu Basement Jaxx. Szybki bit, mocna, wyrazista elektronika (choć nie od pierwszych taktów), roześmiane tamburyno i nie aż tak smutny saksofon. Skocznie, kolorowo, z soulowymi inklinacjami. Numer Zero 7 za sprawą klaskanego rytmu, idealnie powinien nadawać się do ćwiczenia grupowych układów choreograficznych. Na wokalu niejaka Eska.



Tytuł stanowi nawiązanie do bluesowego gitarzysty, Browniego McGee.

„Today”

Z czterech utworów z płyty „The Garden”, w których zaśpiewał José González, najbardziej lubię „Today”. Może za ten „niemiecki”, notwistowy rytm, może za hippisowskie wokalne harmonie, może za dumne dęciaki, a najpewniej za wszystko razem. Numer trochę w klimacie Morr Music, z subtelnym french touch. Zgrabny, niepozorny, ukazujące kolejne oblicze Zero 7.

„Simple Things”

Portishead z męskim wokalem? Trochę to uproszczenie, ale jest w tytułowym kawałku z debiutu Zero 7 coś z triphopowej klasyki. To brzmienie trzeszczącej płyty, smyki, melancholia. Piękny, wspaniale zaaranżowany numer, z wybijającymi się analogowymi klawiszami i przejmującym wokalem Mozeza.


„Somersault”

Z nadwornych wokalistek Zero 7 najbardziej lubię Sophie Barker, ale i Sia potrafiła zachwycić. Jej zachrypnięty, organiczny, jakby umęczony głos wydaje się idealny do ballad country, takich które opowiadają o trudach życia. „Somersault” nie jest może numerem country, ale folkowe wpływy słychać wyraźnie. Spokojny rytm konia przemierzającego prerię i akustyczna gitara pięknie kontrastuje z typowymi dla Zero 7, lekko kosmicznymi dźwiękami.

„Destiny”

No to jeszcze raz Sia acz tym razem z Sophie Barker. Amerykańska maniera Furler (choć dziewczę pochodzi z Australii), jej mocne frazowanie przebija się na pierwszy plan, a w tle pomrukuje rozmarzona, eteryczna Baker. Najładniej jednak panie wypadają razem w niezwykle kobiecym, harmonijnym, nawet lekko zmysłowym refrenie.

Numer wykorzystano w popularnym młodzieżowym serialu „Roswell: W kręgu tajemnic”. Pojawił się również na soundtarckach filmów „Błękitna fala” czy „Obsesja”.

„Home”

Piękna trąbka, akustyczne dźwięki, ciepły wokal. Tak właśnie powinien brzmieć numer zatytułowany „Home”. Przez dłuższą chwilę, utwór Zero 7 snuje się niespiesznie, wylewa leniwie z głośników, otulając kaszmirowymi dźwiękami, by niespodziewanie eksplodować pełnym emocji i dramaturgii finałem. Za cudne wokale tym razem odpowiada duńska artystka, Tina Dico.

„Everything Up (Zizou)”

Ostatnia dotąd długogrająca płyta formacji Zero 7 niekoniecznie przypadła do gustu miłośnikom poprzednich, sennych, melancholijnych dokonań duetu. To zestaw zdecydowanie bardziej energiczny, kolorowy. Przebijają się jednak elementy klasycznego Zero 7, jak chociażby w koronkowej, pełnej migoczących dźwięków, lekko zamulonej aranżacji „Everything Up (Zizou)”. Poza tym, jak nietrudno domyślić się po tytule, piosenek stanowi hołd dla Zinedine’a Zidane’a, którego piłkarski talent zachwycał także naszą redakcję.

– Siedziałem w studiu i zastanawiałam się, jak się zabrać za nową płytę – wyjaśnia Hardaker. – Potrzebowaliśmy jakiejś zmiany, zwrotu. To utwór o przezwyciężaniu zwątpienia we własne umiejętności. Kiedy tak o tym myślałem, miałem w głowie obraz Zidane’a, w jednej chwili zmieniającego sytuację meczu, nad dodatek robiącego to z wielką gracją.

Chilliholic #3 – Zero 7 (Dj Set)
Klub Fabryka, Zabłocie 23, Kraków
Start 20:00, ceny biletów: 45 zł – przedsprzedaż, 55 zł – w dniu koncertu
Więcej informacji można znaleźć na facebookowym profilu Fabryki.


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.