9 najlepszych piosenek Beyoncé

Beyoncé fot. Sony Music/NajlepszePiosenki.pl


Beyoncé przypomina, przypominamy i my Beyoncé. Beyoncé przypomina swą wydaną niespodziewanie, bez zapowiedzi imienną płytę w postaci wypasionej „Beyoncé Platinum Edition”, a my jej najlepsze piosenki. Opublikowane w tym tygodniu wydawnictwo zawiera m.in. dwa premierowe utwory gwiazdy „Ring Off” i „7/11”, a także kilka remiksów z udziałem Pharrella czy Nicki Minaj. Poniżej znajdziecie natomiast przypomnienie tego, co w dotychczasowej solowej karierze byłej członkini Destiny’s Child najlepsze. Oczywiście, naszym skromnym zadaniem.

„Crazy in Love”

Nie można zestawienia najlepszych piosenek Beyoncé zacząć inaczej. „Crazy in Love” to nie tylko jeden z najważniejszych numerów w dorobku Amerykanki, ale i jeden z największych przebojów pierwszej dekady XXI wieku. Doskonała popowa piosenka o miłości napędzana radosnymi dęciakami. Nośny numer ze świetną melodią i genialną aranżacją. Jest w tym utworze młodość, radość, nawet pewna naiwność i… Jay Z. Wtedy jeszcze tylko chłopak gwiazdy Destiny’s Child i współtwórca hitu.



Numer zawiera sample „Are You My Woman (Tell Me So)” z repertuaru The Chi-Lites. Magazyn „Rolling Stone” zamieścił piosenkę na 118. miejscu 500 największych utworów wszech czasów. Na całym świecie singel rozszedł się w nakładzie 8,5 miliona kopii. Kawałek doczekał się licznych coverów, w tym przez tak zaskakujących artystów jak David Byrne z The Talking Heads. Trzeba przyznać, że solową karierę Beyoncé, zaczęła z przytupem (w czerwonych szpilkach).

„Déjà Vu”

Beyoncé w wersji superseksownej, czyli „Déjà Vu”. Znów dęciaki i Jay Z, a nasza droga B zmysłowa i ponętna. Nie jest to może aż taki popowy dynamit jak „Crazy on Love”, ale piosenka w podobnym stylistycznie klimacie. Refren i przede wszystkim oldschoolowa aranżacja z elementami funku i soulu, nadają całości niemało uroku.

W nagraniach wykorzystano automat perkusyjny TR-808.

„Blow”

Zaczyna się jak klasyczna ballada, ale szybko Beyoncé wchodzi w kolorowe disco-brzmienia rodem z lat 80. Migoczące syntezatorowe dźwięki, nieco laserowych syntetycznych motywów i delikatne wokalne chórki. Gdzieś pomiędzy stara Madonną i starym Prince’em. Nie brakuje też hiphopowych wstawek czy seksownego dyszenia. Co dość zrozumiałe, bo piosenka traktuje o seksie oralnym.

Wielobarwny klip na torze wrotkowym wyreżyserował Hype Williams.

„Single Ladies”

I tak Beyoncé pokochały wszystkie marzące o ślubie, rozczarowane swymi niezdecydowanymi partnerami kobiety. Amerykanka mówi wprost: Jeśli kochasz, marsz do ołtarza. No, może nie wprost, ale taki w uproszczeniu jest przekaz kolejnego hiciora gwiazdy. Beyoncé powiedziała głośno i otwarcie to, co czuje mnóstwo dziewczyn, czkających aż ich chłopak podejmie męską decyzję (gwoli ścisłości, numer którego współtwórcą jest The-Dream, zainspirowany jest małżeństwem Beyoncé i Jaya Z, i tym, jak trzymali je w tajemnicy).

Jednak nie tylko dumnie wyśpiewanym przekazem wokalistka zdobyła serca i listy przebojów, ale i rytmicznym, skocznym, energicznym nagraniem. Trochę hip-hopu, trochę dancehallu, trochę disco i dziewczęce chórki. Beyoncé pokazała też swoje bardziej agresywne, drapieżne oblicze, które doczekało się scenicznego alter ego, Sasha Fierce.


„Run The World (Girls)”

Beyoncé muzą współczesnych feministek? Przesadzam, ale piosenka „Run The World (Girls)” przysporzyła wokalistce co najmniej kilka kolejnych fanek. Bardzo nowoczesny, odbiegający od popowych standardów, dość odważny kawałek. Napędzany plemienno-militarnym rytmem numer, jeden z najciekawszych artystycznie w dorobku Amerykanki. Gwiazda od swoich współpracowników szykujących piosenkę domagała się czegoś innego, zaskakującego i bez wątpienia to dostała.

W utworze wykorzystano sample „Pon de Floor” Major Lazer. Numer porównywany jest do „Independent Women” Destiny’s Child czy wspomnianego „Single Ladies”, co zapewne spowodowane jest wyrazistym rytmem, dominującym nad melodią.

„Naughty Girl”

Wróćmy do bardziej melodyjnej Beyoncé. Na debiucie „Dangerously in Love” (2003), znalazło się kilka miękkich numerów o orientalnym zabarwieniu. Obok „Baby Boy” z udziałem Seana Paula, mamy zwiewne, zmysłowe, gorące „Naughty Girl”, w którym pojawiają się wyraźne arabskie elementy. Pojawia się też cytat z jednej z najbardziej rozerotyzowanych kobiecych piosnek, „Love to Love You Baby” Donny Summer. Numer traktuje o pożądaniu a Beyoncé wypada bardzo przekonująco.

„Irreplaceable”

W dorobku Knowles znajdują się oczywiście także ballady i półballady. W tę drugą kategorię idealnie wpisuje się „Irreplaceable”. Utrzymany w średnim tempie numer, który pierwotnie miał być… piosenką country. Zmieniono jednak aranżacje, pojawił się popowo prowadzony wokal i mamy kolejny hit Beyoncé.

Był to najlepiej sprzedający się w USA singel w 2007 roku. Na szczycie Billboardu przebój utrzymywał się przez 10 kolejnych tygodni.
Tekst piosenki traktuje o rozstaniu i niewierności.

„Beautiful Liar”

Nie ma co ukrywać, to numer przede wszystkim dla panów. Choć w sumie nie tyle numer, co towarzyszący mu teledysk. Nieco zaskakująco Amerykanka zaprosiła do współpracy koleżankę po fachu z Kolumbii, Shakirę. Panie „pojedynkują” się nie tylko na głosy, ale i na ruchy oraz wdzięki. Wideo ukazuje obydwie wokalistki wykonujące w skąpych strojach podobne układy choreograficzne, których ważnym elementem jest taniec brzucha. Słowem, uczta dla miłośników ponętnych, kobiecych kształtów.

Muzycznie czeka nas nieco typowego dla Shakiry popu, deczko orientalnych klimatów i nieco hip-hopu. W warstwie tekstowej, ponownie mamy pochwałę kobiecości i wiarę w siłę płci pięknej.

„Love on Top”

Nie jest to może crème de la crème, ścisła czołówka największych przebojów Beyoncé, ale tyle w tej piosence pozytywnej energii, pewnej muzycznej radości, że nie sposób zapomnieć o tym nagraniu. Ów wesoły klimat, podkręcony figlarnymi dęciakami, dopełnia teledysk, w którym artystka w różnych strojach z towarzyszeniem kilku tancerzy… tańczy. Niby nic niezwykłego, ale widać, wokalistka miała sporo frajdy, podskakując i podyrgując.

Niektórym „Love on Top” przypomina dokonania Steviego Wondera, innym Whitney Houston, a jeszcze niektórzy przywołują skojarzenia z The Jackson 5. I ja bym na to ostatnie postawiła.





Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.