9 najlepszych piosenek Jamiroquai

Jamiroquai fot. Archiwum Artysty/NajlepszePiosenki.pll


Jamiroquai uwielbia wypasione samochody, więc nie mamy do niego pretensji, że przyjeżdża do Polski na Verva Street Racing. A dla miłośników wyścigów mamy pomoc naukową – 9 najlepszych piosenek Jamiroquai, z których zapewne większość będzie można usłyszeć podczas imprezy 20 września na Stadionie Narodowym.

„Corner of the Earth”

To niezbyt znana piosenka Jamiroquai, a szkoda. Jest w niej tyle uroku i subtelności, że można by obdzielić kilka utworów. Kompozycja oparta jest rytmie bossa novy, fantastycznym kobiecym chórze i pięknym refrenie. Piosenka była ostatnim singlem z płyty „A Funk Odyssey”, ale dotarła tylko do 31. miejsca na liście przebojów w Wielkiej Brytanii.

Punkt kulminacyjny utworu, w postaci wspaniałej wokalizy Jay Kaya i trąbki, to prawdziwe dzieło sztuki. Ekologiczne przesłanie numeru Jamiroquai podkreślił teledyskiem, w którym sporą rolę grają wilki.

„Virtual Insanity”

Jeśli nie znacie tej piosenki to albo macie 6 lat, albo jesteście głusi. To największy przebój Jamiroquai i wydaje się ze absolutnie zasłużenie. Na przełomie 1996 i 1997 roku można było usłyszeć tę melodię w każdej stacji radiowej a teledysk w MTV pojawiał się kilka razy dziennie.



Na osobny akapit zasługuje klip do „Virtual Insanity”. Reżyserii podjął się Jonathan Glazer, który ma na koncie m.in. klipy „Karmacoma” Massive Attack czy „Karma Police” Radiohead. Genialny w prostocie pomysł, by zbudować ruchome ściany dał znakomity efekt, dający złudzenie poruszającej się podłogi. Choć teledysk ma już 18 lat nadal robi wrażenie. W 2006 roku widzowie MTV umieścili go na 9. pozycji wśród klipów „łamiących zasady”. W 1997 roku teledysk zebrał aż cztery nagrody podczas MTV Video Music Awards.

„You Give Me Something”

O Jamiroquai często mówi się, że to grupa funkowa, wypada więc by w zestawieniu najlepszych piosenek znalazła się też kompozycja potwierdzająca to miano. „You Give Me Something” to doskonały przykład tego jak Jay Kay potrafił odnowić oblicze funkowej muzyki. Piosenka pochodzi zresztą z albumu „A Funk Odyssey”. Klasyka lat przełomu wieków.

„Cosmic Girl”

Utwór „Cosmic Girl” mógłby być synonimem muzycznego niewymuszenia. Jay Kay podobno jest w swym zespole monarchą absolutnym, dyktatorem i nieznośnym perfekcjonistą. Tymczasem ten numer brzmi, jakby napisał go przy śniadaniu, a potem w sympatycznej, bezstresowej atmosferze, racząc się cuba libre czy inną pina coladą, nagrał go z kumplami w studiu. W tej piosence jest tyle luzu, lekkości, (pozornej) prostoty, że po prostu nie można jej nie lubić. Disco, elektronika, R&B, wdzięk, styl i elegancja naturalnie przeplatają się, tworząc wyjątkowo zwiewny numer.


Utwór stał się dość dużym przebojem i na Wyspach dotarł do 6. miejsca zestawienia. Kawałek wykorzystano w animowanej serii „Daria”, spin-offie popularnego cyklu MTV, „Beavis i Butt-head”.

Niewątpliwie był to ważny utwór dla Jay Kaya, bo w towarzyszącym mu klipie połączył swe dwie pasje – muzykę i samochody. Za reżyserię teledysku odpowiada Adrian Moat. W filmiku widać trzy superauta – Ferrari F355, Lamborghini Diablo SE30 i Ferrari F40. Ostatni z nich wypożyczył na potrzeby klipu perkusista Pink Floyd, Nick Mason. Jay Kay prowadzi purpurowe Lamborghini. Rolę chwilami dość przerażonego pilota pełni basista Jamiroquai, Stuart Zender. Zdjęcia kręcona były w Cabo de Gata, w Hiszpanii.

„Deeper Underground”

Filmy o Godzilli jakoś mnie nie przekonują, ani ten nowy, ani ten z 1998 roku. Ten starszy przynajmniej promowała fajna piosenka. Co prawda sporo tu elektroniki, ale „Deeper Underground” to bardziej rockowe wcielenie Jamiroquai, takie, które można powiązać z Lennym Kravitzem czy Prince’em (jak nie wydziwia). Oczywiście, mamy też w piosence smyczkowy wątek hollywoodzki. Może ta Godzilla trochę mało zadziorna, ale i tak bardzo fajny numer.

Wideo, nawiązujące do filmu, nakręcił Mike Lipscombe.

„Lifeline”

Jak się lubi funk, soul, jazz i disco, w końcu trzeba nagrać bigbandową piosenkę. Może to nie Michael Bublé czy chociażby Justin Timberlake ze swych ostatnich poczynań, ale smyki szybują, dęciaki się pokrzykują, jest fortepian i szurająca perkusja, a w klipie, dokumentującym trasę promującą płytę „Rock Dust Light Star”, pojawia się scena na miarę Sinatry.

Na singlu numer ukazał się w tylko w formacie cyfrowym.

„Half The Man”

„Half The Man” niby jest dość typową piosenką Jamiroquai. Rozbujaną i pulsującą delikatnie. A jednak brzmi jakoś inaczej, nietypowo, zaskakująco, mocno organicznie. Może sprawia to leniwe iście hawajskie tempo, wokalne popisy w stylu George’a Michaela, coś nieuchwytnego w klimacie The Jackson 5 czy trochę dziwny, na swój sposób bardzo intymny teledysk.

Piosenkę wykorzystano w soundtracku do filmu „Blue Juice”.

„Space Cowboy”

Ten numer dowodzi, że epitet „acid” pojawiający się w opisach twórczości Jamiroquai nie jest bezpodstawny. Niby jest normalnie. Bas pięknie burczy i plumka, wokale w mistrzowskiej harmonii, klawisze owszem, może zalatują nieco psychodelią, ale wszystko w normie. Za wyjątkiem dwóch bulgoczących, pojechanych „przerywników”, którym w teledysku towarzyszą projekcje liści pewnej znanej rośliny (w amerykańskiej wersji wideo widać… stokrotki;) ). Od razu też słychać, że to numer wprost idealny na koncerty, do improwizacji i radosnej muzycznej zabawy. Na żywo osiąga nawet 12 minut.

Dzięki tej piosence Jay Kay zyskał w prasie przydomek „space cowboy”.

Na amerykańskim singlu pojawiły się remiksy w wykonaniu Davida Moralesa.





Komentarze

Wojciech Duś

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.