9 najlepszych piosenek Jessie Ware

Jessie Ware fot. Universal Music Polska/NajlepszePiosenki.Pl

Jessie Ware lubi Polskę i znowu do nas przyjeżdża. My lubimy Jessie Ware i przy okazji jej koncertu 7 lutego na warszawskim Torwarze przygotowaliśmy 9 najlepszych piosenek brytyjskiej wokalistki.

„Running”

Nic dziwnego, że ludzie z miejsca pokochali Jessie Ware. Otwierający karierę Ware utwór „Running” jest po prostu wspaniały. Eteryczny, ale i zmysłowy. Elegancki i bardzo kobiecy. Niby staromodny, ale i idealnie wpisujący się w inspirowany R&B pop ostatnich lat. Syntetyczne dźwięki, pięknie współgrają tu z ciepłymi gitarowymi akcentami.

Wykorzystany w utworze perkusyjny loop powstał na podstawie nagrania „The Ballad Of Dorothy Parker” Prince’a.



Za realizację klipu odpowiada Kate Moross. – Chciałam tym teledyskiem pokazać, że nie jestem już chórzystką, że to moja piosenka – wyjaśniała Angielka w rozmowie z „V Magazine”. – Dzień przed kręceniem, oglądałam sporo klipów Whitney Houston i chciałam czegoś takiego. Chciałam wyglądać jak gwiazda popu.

Podczas realizacji, artystka przewróciła się na schodach. – Wszędzie była krew – opowiada.

„Wildest Moments”

W pracy nad utworem wspierał Jessie Ware folkowy twórca, Kid Harpoon. Zależało mu na stworzeniu wielkiej popowej piosenki, w stylu Alicii Keys.

Do Keys może nieco brakuje, ale w porównaniu z delikatnym, kruchym „Running”, na pewno to bardziej rozbuchany utwór. Angielka nadal jednak ujmuje szlachetnością i elegancją.

– To utwór o kłótni, którą miałam ze swoją najlepszą przyjaciółką Sarah – wyjaśniała na łamach „The Sun”. – Dużo się kłócimy, ale jesteśmy wciąż najlepszymi przyjaciółkami. Ten numer pokazuje, że można w jednej chwili być wspaniałym dla siebie, by za moment zachowywać się okropnie. Kocham ją, ale łatwiej było napisać piosenkę, niż się kłócić.

Do kłótni miało dojść na ślubie menedżera Ware. – Byłyśmy pijane i skończyło się rzucaniem w siebie ciastem – dodaje.

Wideo nakręcono za jednym podejściem.

Na potrzeby amerykańskiego rynku powstał remiks kawałka z udziałem A$AP-a Rocky’ego.

Numer wykorzystano w reklamie prezerwatyw Durex. Artystka nie miała nic przeciwko, a wręcz cieszyła się, że pomaga promować bezpieczny seks.

„Say You Love Me”

Piosenkę „Say You Love Me” pomógł Jessie Ware napisać Ed Sheeran. „Rękę” kolegi po fachu słychać chociażby w akustycznym brzmieniu i pełnym emocji refrenie. Kompozycja pokazuje też pewną zmianę w stylu Ware, która postawiła na większe, bardziej dramatyczne, wręcz hollywoodzkie piosenki.

Brzmiący niczym chór gospel fragment utworu to tak naprawdę tylko głosy Ware, Sheerana oraz ojca i brata współproducenta piosenki, Benny’ego Blanco. Sztuczka polega na tym, że warstwy wokali zostały na siebie wielokrotnie nałożone.

Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji albumu Jessie Ware „Touhg Love”.

„Kind Of…Sometimes…Maybe”

„Kind Of…Sometimes…Maybe” to taki współczesny walczyk. Z typowymi dla Jessie synetzatorowymi dźwiękami, zwiewny, ogrzany głównie wokalami.

Tym razem przy tworzeniu piosenki pomógł Angielce Miguel. Jak przyznaje, dzięki niemu udało jej się pokazać swoje bardziej zmysłowe oblicze. – Były momenty, że ja i chłopaki z BenZel nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić w studiu, bo Miguel sprawiał, że wszystko było rezerotyzowane – wspomina wokalistka.

„110%”

Typowa piosenka angielskiej dziewczyny. Dopóki Jessie nie prezentuje swego głębokiego, krystalicznego głosu, lecz w zwrotkach podśpiewuje delikatnie, można by ją pomylić chociażby z Lily Allen.

Syntetyczny, zapętlony szybki beat i eteryczne, elektroniczne tło są zasługą producenta z Bristolu, Julio Bashmore’a.

Powtarzany przez cały utwór hiphopowy fragment to raper Big Pun mówiący „carving my initials on your forehead”. Sample pochodzą z jego utworu „The Dream Shatterer”.

Tytuł to także nawiązanie do Big Puna i jego piosenki „100%”. Z powodów prawnych, tytuł musiał być później zmieniony na „If You’re Never Gonna Move”. Zmieniono również cytat na „comingcission like a warhead”, ponieważ Ware nie otrzymała zgody na wykorzystanie sampli.

„Valentine” (Jessie Ware i Sampha)

Co prawda pierwsze samodzielne kroki Jessie Ware stawiała u SBTRKT-a, ale duet z artystą imieniem Sampha (nota bene stałym współpracownikiem SBTRKT-a) najlepiej oddaje, z jakiego muzycznego środowiska wyrastała.

„Valentine” to minimalistyczny kawałek, mocno elektroniczny, migoczący, kruchy i z pięknymi wokalami. Głosy wokalistów fantastycznie współgrają i uzupełniają się.

„Confess To Me” (Disclosure feat. Jessie Ware)

Co prawda moim ulubionym gościem na płytowym debiucie Disclosure jest Eliza Doolittle, ale na albumie „Settle” w zasadzie nie ma słabych gości ani słabych utworów, a na pewno nie jest to Ware z „Confess To Me”.

Jak na Angielkę to dość ostry, „kanciasty” numer. Oparty na wyraźnym bicie, klubowym rytmie, z laserową elektroniką, w zasadzie pozbawiony melodii i subtelności. Kawałek odstaje od tego, co Jessie robi na co dzień. Okazuje się jednak, że i w takiej stylistyce świetnie się czuje i znakomicie sobie radzi.

„Sweet Talk”

Ta piosenka jest nie tylko zwiewna, delikatna, co typowe dla debiutu Ware, ale i w pewien sposób pogodna. Jest w tym utworze muzyczna i emocjonalna lekkość oraz słodycz, która jednak nie przyprawia o mdłości. I znów ta kapitalna oldschoolowa gitara przełamująca syntetyczną monotonię.

Klip ukazuje dziecięcego sobowtóra Jessie. Za reżyserię teledysku odpowiada Joel Wilson. Wideo zyskało rozgłos, gdy utwór na Twitterze pochwalił Tyler, The Creator z Odd Future.

Jak wyjaśnia producent kawałka, Julio Bashmore, to pierwsza część opowieści, której drugą odsłonę stanowi „Running”.

„Night Light”

To właśnie takie utwory jak „Night Light” sprawiły, że Jessie Ware może poszczycić się porównaniami z Sade. Niespieszne tempo, emocje, teksty o miłości i ta fantastyczna, elegancko wyeksponowana gitara. Choć akurat w tej piosence ślicznie brzmi również wiolonczela, na której gra izraelska artystka, Hadas Kleinman.

Numer dedykowany jest chłopakowi wokalistki, który jednak przyznał, że nie znosi tego kawałka.

W klipie, razem z rzeczonym chłopakiem występuje… siostra Angielki, aktorka Hannah Ware najlepiej znana z serialu „Boss”.

Jessie Ware ostatnio była w Polsce we wrześniu, więc nie tak dawno. Od tego czasu niewiele koncertowała, można przypuszczać też, że setlista nie będzie bardzo różnić się od warszawskiego koncertu. W ubiegłym roku w Basenie artystka zaprezentowała takie oto piosenki:

„Running”
„Champagne Kisses”
„Cruel”
„110%”
„Tough Love”
„Keep On Lying”
„You & I (Forever)”
„Sweet Talk”
„Desire”
„Kind of… Sometimes… Maybe”
„Pieces”
„Sweetest Song”
„Want Your Feeling”
„Wildest Moments”
„Say You Love Me”

Jessie Ware
7 lutego 2014, Warszawa, Torwar
wejście: 18:00 początek: 20:00
Więcej informacji na stronie organizatora imprezy czyli Go Ahead.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.