9 najlepszych piosenek sponsorowanych, czyli rozdajemy prezenty

Kubki fot. MerchMusic.pl

Idą święta, więc muszą być prezenty. Najlepsze piosenki nie zapominają o swych czytelnikach i mają dla Was trzy muzyczne kubki (sponsor to MusicMerch.pl). Skoro trzy kubki to trzy zespoły, a jak trzy zespoły to po trzy piosenki.

Czytajcie, bierzcie udział w konkursie i wygrywajcie.

Depeche Mode – „Enjoy The Silence”

Oj, chyba trzeba zrobić większe zestawienie najlepszych piosenek Depeche Mode, bo ograniczenie się do trzech oznacza poważny ból głowy. Wybór „Enjoy The Silence” na pewno nie jest kontrowersyjny. To absolutny kanon twórczości Depeche Mode i po prostu wielki hit.

Numer zdobył nagrodę Brit, a singel pokrył się w Stanach Zjednoczonych i Niemczech złotem.

Początkowo była to ballada, ale Alan Wilder wpadł na pomysł, by przyspieszyć tempo. Choć pozostali muzycy niekoniecznie byli zachwyceni, z czasem dali się przekonać.

– Początkowe demo było bardzo powolne, a brzmieniem minimalistyczne – wspominał Martin Gore. – Tylko ja i organy. – Później dodaliśmy chóry, a nasz producent Flood i Alan, zaproponowali, bym zagrał na gitarze. Tak powstał ten riff. Myślę, że był to jedyny raz w naszej karierze, kiedy poczuliśmy, że nagraliśmy przebój.

Teledysk jest dziełem Antona Corbijna.

Depeche Mode – „Stripped”

„Black Celebration” to jeden z mroczniejszych, pod względem muzycznym, rozdziałów w historii Depeche Mode. Nadal królują syntezatory, ale muzyka nabrała ciemniejszych barw, pewnego podskórnego niepokoju. „Stripped” jest tego doskonałym przykładem. Co prawda Dave wykonuje swe charakterystyczne, taneczne ruchy w klipie, ale to zdecydowanie mroczny, nokturnowy utwór.

Beat, który słychać w tle, to zniekształcony dźwięk silnika motoru w zwolnionym tempie.



Wideo nakręcił, współpracując z zespołem po raz ostatni, Peter Care. Klip powstał przed budynkiem Hansa Studios w Berlinie.

Depeche Mode – „Wrong”

Andy Fletcher nazwał „Wrong” „antidotum na balonowy pop, nieodpowiedni dla społeczeństwa, jakim obecnie jesteśmy”. Słychać w tym hipnotycznym, zapętlającym się kawałku pewien gniew, sprzeciw, mocny, pełen emocji przekaz.

Zespół premierowo wykonał piosenkę 21 lutego 2009 roku podczas Echo Awards w Niemczech. Według Martina Gore’a, który jak zwykle odpowiada za piękne chórki w tle, grupa wybrała „Wrong” na pierwszy singel promujący „Sounds of the Universe”, ponieważ różnił się od typowych nagrań Depeche Mode. – Jest w tym coś z rapu, chyba najbardziej przypominający brzmienie R&B kawałek, jaki zrealizowaliśmy – wyjaśniał.

Teledysk nakręcił Patrick Daughters.

Judas Priest – „Breaking The Law”

Zawsze gdy przechodzę przez ulicę w niedozwolonym miejscu bądź na czerwonym świetle (oczywiście, nigdy tego nie robię;)), nucę „Breaking The Law”.

Tekst piosenki jest nieco głębszy. Opowiada o osobie, która znudzona swoim życiem postanawia ryzykować i zaczyna łamać prawo.

Piosenka promująca „British Steel” to bezapelacyjnie jedna z największych w dorobku brytyjskiej kapeli. Charakterystyczny riff i refren idealny do skandowania – czasem tyle wystarczy, by nagrać klasyk.

W czasach, gdy powstał utwór (koniec lat 70.), nie istniało coś takiego jak samplowanie. Efekty dźwiękowe, tłuczone szkło, syrena, zostały więc zarejestrowane „naturalnie”. Muzycy tłukli butelki po mleku dostarczone przez mleczarza, a „syrena” to dzieło gitarzysty K.K. Downinga i specjalnego efektu na jego Stratocasterze.

Polecam teledysk, w którym Rob Halford pędzi kabrioletem, a wiatr… rozwiewa mu włosy.

Judas Priest – „Painkiller”

„Breaking The Law” to bardziej rock niż metal, ale „Painkiller” to już zdecydowanie heavymetalowa jazda. Piękne naparzanie na bębnach, piskliwo-zgrzytliwe zagrywki, gitary unisono i świdrujący wokal Halforda.

– Ten numer uosabia wszytko, czym jest metal. Wszystko, co rozpędzony, rozwrzeszczany metalowy kawałek powinien mieć – opowiadał frontman na łamach magazynu „Kerrang!”. – Każdy tu pędzi jak oszalały, a jednak melodia się wybija. Kiedy 30 tysięcy ludzi na festiwalu wykrzykuje „He is the Painkiller”, wrażenie jest niesamowite.

Numer otrzymał nominację do Grammy.

Judas Priest – „Revolution”

Rockowo-metalowy numer sięgający korzeni gatunku. Ciężki i toporny. I to nie tylko moje wrażenie. Riff, wokół którego zbudowano utwór, powstał w latach 70., więc skojarzenia z – dajmy na to Black Sabbath – są całkiem uzasadnione.

Śpiewając „Revolution” Halford nie był już młodzieniaszkiem, a jednak pokazał, że nadal ma niesamowite warunki wokalne. Jego popisy, szczególnie w finale przypominają wyczyny Roberta Planta. – Głos jest niesamowitym instrumentem – opowiadał. – (…) Wystarczy posłuchać tego, co Robert Plant robił w początkach Led Zeppelin albo Janis Joplim z Big Brother & the Holding Company, by zrozumieć, jak wiele można zdziałać głosem.

The Beatles – „Eleanor Rigby”

Rzadko w przypadku tak wielkich, ważnych zespołów o tak dużym dorobku mam swoją jedną, absolutnie ulubioną piosenkę. „Eleanor Rigby” dla mnie bije wszystkie inne nagrania The Beatles na głowę. Wyraziste, szarpane smyki, przepiękne harmonie i wspaniała, wielowątkowa kompozycja.

Eleanor, Paul McCartney twórca utworu, wziął od aktorki Eleanor Bron. Rigby pochodzi natomiast od nazwy sklepu (Rigby and Evens Ltd Wine and Spirit Shippers). Muzyk połączył te dwa człony, gdyż jego zdaniem brzmiały naturalnie. – Te słowa po prostu przyszły mi do głowy, kiedy pracowałem nad melodią – opowiadał McCartney.

Członkowie The Beatles nie zagrali w tym utworze na żadnym instrumencie. Wszystkie dźwięki są dziełem symfoników grających na skrzypcach, wiolonczelach i altówkach.

The Beatles – „She Loves You”

Słodka, popowa piosenka z lat 60. O chłopaku i dziewczynie, i miłości. Prosta, chwytliwa i rozkosznie niewinna. Dużo grania na talerzach, nieśmiałe jeszcze metaliczne gitary i klasyczne już „yeah, yeah, yeah” Paula McCartneya.

Numer istnieje w wersji niemieckiej zarejestrowanej przez kwartet z Liverpoolu pod tytułem „Sie Liebt Dich”.

Był to najlepiej sprzedający się singel wszech czasów w Wielkiej Brytanii do 1977 roku, kiedy miejsce bestselleru zajął utwór Wings „Mull Of Kintyre”.

Podobno „She Loves You” był pierwszym krążkiem, który kupił Ozzy Osbourne.

The Beatles – „Come Together”

Jeśli włączyć po sobie „She Loves You” i „Come Together” ciężko uwierzyć, że to ta sama grupa, a między jednym a drugim nagraniem minęło zaledwie 6 lat. Chyba żaden inny zespół w historii nie rozwinął się tak szybko i tak bardzo jak The Beatles.

„Come Together” to rockowy numer o mocnym bluesowym zabarwieniu, z fantastycznie wyeksponowanym wyrazistym basem. Dziś powiedzielibyśmy, że o garażowym brzmieniu, ale w garażu panowie na pewno nie nagrywali. Sesja odbyła się w Abbey Road Studios pod czujnym okiem i uchem nadwornego producenta kwartetu, George’a Martina. Charakterystyczny dźwięk na początku każdego wersu, to podobno dźwięk wykręcania numeru na telefonie tarczowym.

Piosenka zainspirowana była kampanią Timothy’ego Leary (ikona amerykańskiej kontrkultury lat 60., jeden z inicjatorów ruchu hippisowskiego), gdy ten planował startować w wyborach na gubernatora.

Stacja BBC nie chciała prezentować piosenki, gdyż miała problem z tekstem – wers „He shoot Coca-Cola” uznawała za lokowanie produktu.

„Come Together” było 18. numerem jeden The Beatles w USA.

W konkursie, którego sponsorem jest internetowy sklep MusicMerch.pl mamy do wygrania trzy kubki (zwycięzca będzie mógł sobie wybrać, które chce). Aby je wygrać, należy odpowiedzieć na proste pytanie znajdujące się w ramce. Odpowiedzi należy udzielać w facebookowych komentarzach poniżej. Nasza sierotka wylosuje laureata 19 grudnia, w piątek.

Pytanie konkursowe:

Jak nazywa się wykonawca, którego koncert LiveNation organizuje w Kraków Arenie 17 kwietnia?

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.