9 niewakacyjnych piosenek z wakacyjnych krajów

Cristina Scabbia fot. Archiwum Artystki/NajlepszePiosenki.pl

Wakacje. Człowiek marzy o pięknych krajobrazach, palmach, białym piasku, lazurowej wodzie. Albo o wzgórzach, czystym powietrzu i szemrzących strumykach. O jakimś malowniczym, może choć nieco egzotycznym miejscu. Taką idyllę może zakłócić jedno – zła muzyka. Ponieważ nie jesteśmy wielkimi fanami letnich hitów („The Ketchup Song (Aserejé)”, „Coco Jambo” itp) , proponujemy nieco przewrotne zestawienie zupełnie niewakacyjnych piosenek z wakacyjnych miejsc.

Włochy

Lacuna Coil – „Nothing Stands in Our Way”

Jedynym Włochy kojarzą się z Al Bano (tym od Rominy Power i hiciora „Felicità”), innym z Erosem Ramazzottim czy uroczym Nekiem (ten od „Laura non c’e”). Mnie z… Lacuna Coil, czyli gotycką metalową kapelą rodem z Mediolanu. Na czele stoi wielbiona przez chłopców młodszych i starszych ponętna Cristina Scabbia.

„Nothing Stands in Our Way” to kawałek z ostatniej siódmej płyty formacji, „Broken Crown Halo”. Jak przekonuje frontmanka, utwór podsumowuje historię zespołu. – Przez te wszystkie lata, wzloty i upadki pozostaliśmy silni – wyjaśniała w rozmowie z „All Things Metal”. – Nie zatrzymamy się za żadne skarby. Jesteśmy pewni siebie i idziemy po nasze. To numer, który świetnie sprawdza się w kontakcie z publicznością. Nasza wiadomość dla innych: „Jeśli masz marzenie, sięgnij po nie”. Jesteśmy doskonałym przykładem, że marzenia się spełniają.

Melodyjny numer, z soczystymi gitarami, damsko-męskim dwugłosem i refrenem idealnym na koncerty.



Brazylia

CSS – „Alala”

Sepultura była, Amon Tobin też (czytaj „16 najlepszych piosenek na Copa Aamerica 2015”), ale że Copacabana to najsłynniejsza z plaż musi być Brazylia. CSS co prawda wywodzą się z São Paulo nie z Rio de Janeiro, ale to detal;) CSS to skrót Cansei de Ser Sexy, co można przetłumaczyć „mam dość bycia sexy”.

„Alala” to jeden z utworów, który utorował formacji drogę do kariery. Na wskroś electropopowy, ostry, kanciasty, surowy i naprawdę fajny.

Hiszpania

Héroes del Silencio – „Entre dos tierras”

Hiszpania to jeden z popularniejszych kierunków turystycznych. Słonecznych przebojów do „bailando” znajdziemy tam mnóstwo, nie wspominając o klubowych klimatach Ibizy. Można jednak trafić też na hiszpański rock, i to z Saragossy! A raczej można było, Héroes del Silencio to bowiem kapela, która pewną popularność zdobyła w latach 80. i 90. (nawet w Jugosławii!) i miała znaczący wpływ na rozwój sceny rock en español (tak, było coś takiego). Z MTV dziewczęta lubiące chłopaków w skórach i z długimi włosami pamiętają teledysk do „Entre dos tierras” (gniewny młodzieniec na wokalu nazywa się Enrique Bunbury).

Gitara trochę jak z „Lipstick On The Glass” Maanamu. Generalnie brzmienie lekko polsko-nowofalowe, choć wokal klasycznie rockowy. Żeby nie było, że wygrzebaliśmy jakieś „nie wiadomo co”, płyta z której pochodzi piosenka, „Senderos de traición”, rozeszła się na całym świecie w nakładzie 750 tysięcy egzemplarzy.

Portugalia

Moonspell – „Nocturna”

Portugalią też byśmy nie pogardzili. Wśród fanów ciężkich brzmień drugie państwo Półwyspu Iberyjskiego kojarzy się przede wszystkim z Moonspell.

„Nocturna” pochodzi z albumu „Darkness and Hope”, za którego grafikę odpowiada polski artysta Wojciech Blasiak.

Posępny numer, z mrocznymi, nawiedzonymi klawiszami i odrobiną gitarowe szaleństwa.

Za reżyserię teledysku odpowiada Tiago Guedes.

Grecja/Jamajka

Lianne La Havas – „Is Your Love Big Enough?”

W paszporcie Lianne La Havas ma obywatelstwo angielskie, ale tata jest Grekiem, a mama pochodzi z Jamajki. Póki co Grecja, choć w głębokim kryzysie, nadal kusi turystów, a Jamajka zawsze znajdzie amatorów reggae.

Pomimo takich korzeni, Lianne La Havas nie gra banalnych, kolorowych hitów, lecz proponuje wysmakowaną mieszankę folku i soulu. Ciepłą, miękką, ale z rockowym pazurem. To śliczne dziewczę samo gra na gitarze, na dodatek elektrycznej, i wygląda z tym fantastycznie.

Tytułowy utwór z jej debiutanckiej płyty jest pełen emocji, kobiecej energii i fajnego klaskania. Artystka lubi śpiewać o własnym życiu i swoich doświadczeniach. – Dla mnie to rodzaj katharsis, dobrze się czuję, gdy mogę zrzucić ciężar z serca – wyjaśniała.

Gruzja

Katie Melua – „The Flood”

Niektórym marzy się Gruzja. Katie Meluy, Gruzinki z pochodzenia, raczej w naszym kraju przedstawiać nie trzeba. Dziewczyna jest popularna i regularnie nas odwiedza.

Zabarwiony orientalnie numer „The Flood” napisali wokalistka oraz Guy Chambers, znany ze współpracy z Robbiem Williamsem. – Fortepianowy riff, który napisał Guy przypomina mi gruzińską muzykę – wyjaśniała artystka w rozmowie z „The Sunday Times”. – Kiedy mieliśmy riff, nagle pojawiła się cała piosenka.

Turcja/Niemcy

Murat Tepeli – „Mastika”

Murat Tepeli urodził się nieopodal Hannoveru, ale jego rodzice pochodzą z Turcji. W świat muzyki został wprowadzony wcześnie. – To ważny element tureckiej edukacji – opowiada. – Jeśli jedziesz do Turcji, pierwsze co zauważasz, to, że muzyka jest wszędzie. Nawet na ulicach. W sklepie, w jadącym samochodzie. Wszędzie.

Uczył się grać na tureckiej gitarze (saz), trąbce i puzonie, ale w wieku 16 lat uznał, że interesuje go muzyka elektroniczna i chce zostać DJ-em. Tak też zrobił.

Bułgaria

Ladytron – „Black Cat”

Całe Ladytron pochodzi z Liverpoolu, ale Mira Aroyo urodziła się w Sofii i niektóre piosenki pisze i śpiewa po bułgarsku, jak na przykład „Black Cat”.

Zimne, seksowne electro, z gotyckimi syntezatorami, na mocnym rockowym podbiciu.

Węgry

Neo – „Control”

Oj, pojechałoby się do Budapesztu… albo nad Balaton. Może kierunek nie tak popularny jak Turcja, szczególnie wśród rodzin, ale na Węgry na pewno warto się wybrać. Pewnie wszyscy spodziewali się Omegi, a tu taka elektroniczna niespodzianka.

Neo zasłynęli ścieżką muzyczną do filmu „Kontrolerzy” Nimróda Antala. Soundtrack doceniono m.in. na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Pionierscy uczestnicy Open’era mieli okazję zobaczyć zespół podczas edycji z 2005 roku.

Po wysłuchaniu numeru „Control” nikogo nie powinno dziwić, że supportowali Massive Attack. Mamy triphopowy klimat, mroczną elektronikę i nieco rocka. Rzecz na pewno intrygująca.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.