Decapitated – „Blood Mantra” (Recenzja + Video)

Decapitated "Blood Mantra" fot. Mystic Production/NajlepszePiosenki.pl

Najlepsze Piosenki Oceniają

Wciąż uważam, że najlepszą płytą Decapitated pozostaje „Organic Hallucinosis”. Ale szósty materiał zespołu, „Blood Mantra”, jest chyba najbliższy jej poziomem. I na pewno najbardziej zróżnicowanym. Tym razem malarz dodał na palecie więcej kolorów.

Ostatni dzień lata. Trudno o lepszy moment na premierę płyty, na której jest albo szaro i buro, albo ciemno niczym w buszu nocą. Przez szaro-buro-mroczne tło przebija się ciekawa muzyka. O ile mnie pamięć nie zawodzi, Decapitated wcześniej nie nagrał płyty, która stanowiłaby odbicie aż tylu elementów. To na pewno dobrze. Zwłaszcza, że poukładano je w sposób pozwalający odkrywać tę muzykę za każdym przesłuchaniem.

Vogg mówił, że z powodu nagrywania po latach w Hertz Studio, pojawią się na „Blood Mantra” nawiązania do „Organic Hallucinosis”. Inaczej być nie mogło. I tu, i tam brzmienie Decapitated jest cieplejsze niż na „Carnival Is Forever”, soczyste i dynamiczne. Na nowej płycie i na krążku sprzed ośmiu lat, mamy coś więcej niż tylko zagęszczony jak smoła techniczny death metal. „Blood Mantra” smaczków ma więcej. Jest barwniejsza. Zaczyna się wprawdzie od techniczno-deathmetalowego nalotu dywanowego prowadzonego przez „Exiled In Flesh” (uspokojonego na końcu klimacikiem w stylu „Twin Peaks”) i „The Blasphemous Psalm To The Dummy God Creation”. Za to później Decapitated młóci trochę na modłę klasycznie thrashową, skręca ku psychodelii, podaje na tacy riffy, które opisać można jako groovemetalowe, a w paru momentach trąci szybującym post metalem. Liczne koncerty z mistrzami z Meshuggah najwyraźniej zostawiły ślad w wyobraźni Vogga, bo jest parę momentów pachnących wyraźnie muzyką Szwedów.

Mam wrażenie, że „Blood Mantra” wchodzi szybciej. Mniej jest dźwiękowych gęstwin, więc łatwiej w muzyce się odnaleźć. Decapitated chyba też częściej niż kiedykolwiek zwalnia. Czasem dość długo pozwala nam za sobą iść, a potem włącza opcję skoku w nadprzestrzeń i opętańczo gna do przodu. Tytułowy numer to dobry przykład rosnącej wszechstronności i aranżacyjnej ciekawości Decapitated. Fajnie Mastodonem zaciąga troszkę „Nest”. Inne godne polecenia kawałki to „Blindness” oraz „Instinct”.



Z wokalami mam problem. Niemijający. Do Rasty chyba nigdy się do końca nie przekonam. Ani do barwy, ani do sposobu interpretacji. Sauron miał growl z piekła rodem, Covan charyzmę. U Rasty tego nie ma. Potrafi krzyknąć, fakt, a krzyk ten ma wciąż core’ową nakładkę. Mam wątpliwości, czy wokalista jest w stanie wspiąć się na wyższy poziom. Pozostali muzycy na pewno, on… Przypuszczam, że wątpię. Michał Łysejko na bębnach sprawdził się doskonale, a jego instrument brzmi świetnie.

Utyskiwania na wokal nie zmieniają jednak oceny płyty. „Blood Mantra” to dużej klasy materiał i niemało na nim znakomitej muzyki. Reasumując, kolejny materiał Decapitated, o którym będzie się dużo mówiło na świecie. Mówiło, jak sądzę, w przeważającej mierze dobrze.

Premiera w Polsce: 22 września 2014
Wydawca: Mystic Production

Najlepsze piosenki:

'Blood Mantra', 'Nest', 'Blindness' oraz 'Instinct'

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Lesław Dutkowski

Marzy mu się "kolacja" w Rainbow Bar and Grill w Los Angeles, na której byliby, rzecz jasna, Lemmy Kilmister plus Keith Richards, Paul McCartney, Neil Peart oraz, żeby zachować parytet, Lisa Gerrard, Jarboe, Madonna i Lady Gaga. Wierzy, że wykręciłaby się z tego niezła imprezka z mnóstwem anegdot. Miłośnik futbolu. Jako dyscypliny, bez kibicowsko-kibolskich podtekstów. Na basie grać się nie nauczył, choć próbował (za krótko). W muzyce robi od przełomu wieków. Zaliczył dekadę w serwisach muzycznych dwóch wielkich portali. Narobił dla nich parę setek wywiadów i jeszcze więcej recenzji oraz newsów. Wciąż nie ma dość.