Lindemann – „Skills In Pills” (Recenzja + Video)

Lindemann "Skills In Pills" Warner Music Poland/NajlepszePiosenki.pl

Najlepsze Piosenki Oceniają

Lindemann to propozycja dla zdesperowanych, mało wymagających fanów Rammstein. Najlepiej jeśli lubią też „American Pie”.

To nie solowy album, to poboczny projekt – podkreśla Till Lindemann, który do współpracy zaangażował Petera Tägtgrena, szwedzkiego muzyka i producenta, znanego z Hypocrisy czy Pain.

Panowie, którzy znają się około 15 lat, nie myśleli o nagraniu całej płyty, ale tak dobrze im się pracowało, że w pewnym momencie przerzucali się empetrójkami i kolejnymi pomysłami. Jednym z nich było śpiewanie po angielsku.



Na początku się trochę bałem, nie podobało mi się, jak mój głos brzmi po angielsku, ale chciałem poeksperymentować – tłumaczy Till Lindemann. – Teraz jestem już z tego bardzo dumny.

Cóż, dobrze, że Lindemann jest dumny, bo my niekoniecznie.

RECENZJA: Lindemann – „Skills In Pills”

Jak zdradzać żonę, to nie z siostrą bliźniaczką. Nawet jeśli jest bardziej zdzirowata.

Taka oto barwna analogia przyplątała mi się do głowy po wysłuchaniu albumu „Skills In Pills”. Może Rammstein i Lindemann to nie jednojajowe bliźniaczki, ale podobieństwo jest uderzające. Tym samym nie bardzo widzę celowość całego przedsięwzięcia. Chęć skoku w bok, raczej wynika ze zmęczenia rutyną, pragnienia czegoś nowego, świeżego, innego. Tymczasem Till Lindemann wskoczył do łóżka bardziej odpicowanej, mniej naturalnej, wcale nie ładniejszej za to zdzirowatej siostry, z którą może to robić po… francusku, pardon, po angielsku.

A tak prościej. „Skills In Pills” to wariacja twórczości Rammstein. Podstawy są te same. Mocarne, zwaliste, metaliczne i metalowe utwory. Podobny klimat, zamiłowanie do industrialnych brzmień, marszowe tempa, huczącą-chłoszczące motywy przewodnie. Zamiast rockowych, gitarowych elementów, czeka nas jednak więcej synetyczno-symfonicznych aranżacji. Zamiast „egzotycznego” niemieckiego, twardy i na szczęście nie zawsze łatwo zrozumiały angielski. Na szczęście, bowiem słuchanie o pieprzeniu bez prezerwatyw i golden showers jakoś nie urzeka. Co gorsze, teksty przypominają często nieudolne grafomańskie wierszydła, gdzieś na poziomie gimnazjum. Całość jest bardziej wypolerowana, wygładzona, nie tak agresywna i bezpośrednia. Nie ma żaru, nie ma ognia. Brakuje mocnych refrenów, wpadających w ucho melodii czy chociażby jednego potężnego ciosu.

Rozumiem, że miała to być groteska, zabawa, puszczanie oka. Niestety, wyszedł popis kiczu, banału, wtórności i taniej wulgarności. Jeśli Rammstein to zadziorna, rockowa, seksowna, figlarna laska, Lindemann jest jej tandetnie ubraną, festyniarską i lekko zdesperowaną bliźniaczką.

Premiera w Polsce: 19 czerwca 2015
Wydawca: Warner Music Poland

Najgorsze piosenki:

Wszystkie

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do… Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave’a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme’a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą „Szklaną pułapkę”, bo najbardziej kocha Bruce’a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.