Placebo: 12 najlepszych piosenek

Placebo fot. Universal Music Polska/NajlepszePiosenki.pl

Przypomnieliśmy sobie o Placebo i o tym, że był to (i trochę nadal jest) świetny zespół. Dokładniej, to Placebo przypomniało nam o sobie, zespół nagrał bowiem koncert ze słynnej serii MTV Unplugged (aż dziwne, że dopiero teraz). Zapis występu, który zarejestrowano w sierpniu 2015 roku w Londynie, będzie można zobaczyć przedpremierowo 25 listopada w Mulitikinie (będziemy mieć dla Was zaproszenia). Tymczasem 27 listopada dzieło pojawi się w sprzedaży w formatach CD, Double Vinyl, Picture Disc Vinyl, DVD i Blu-ray. Na razie, z niemałym sentymentem postanowiliśmy powspominać najlepsze piosenki Placebo.



„Every You Every Me”

Placebo zdobyło serca fanów (a raczej fanek) dość głośną, gitarową, egzaltowaną muzyką. Brian Molko i spółka potrafi jednak grać mocno, nie hałasując, czego przykładem „Every You Every Me”. Momentami numer brzmi akustycznie, a jednak ma power.

Utwór wykorzystano w filmie „Szkoła uwodzenia” („Cruel Intentions”), będącego „hajskulową” wariacją na „Niebezpieczne związki”. W obrazie wystąpili młodziutcy Ryan Philippe, Reese Witherspoon, Selma Blair i Sarah Michelle Gellar.

– To dość perwersyjna, pełna manipulacji opowieść, więc temat naszej piosenki nieźle pasował – skomentował wokalista, Brian Molko.

„Nancy Boy”

Typowe wczesne Palcebo – gitarowe, surowe, przesterowane, trochę wściekłe. Zawsze jednak melodyjne, chwytliwe.

Tytułowy Nancy Boy, to chłopak o dziewczęcym wyglądzie. Numer traktuje o seksualności i narkotykach, choć Brian Molko – który otwarcie przyznawał się do biseksualizmu – kwestionuje powody, dla których ludzie sypiają z osobami tej samej płci. – Ludzie myślą, że bycie gejem jest modne, uważają, że skoro moi kumple są gejami, to ja też spróbuję – tłumaczył. – Tak jak heroina jest w modzie, tak bycie bi jest trendy.

– Muzycznie próbowaliśmy oddać seksualne podniecenie podsycone narkotykami – mówił frontman.

Za reżyserię klipu odpowiada Howard Greenhalgh.

„Meds”

Hardkorowi fani uznają tylko trzy pierwsze płyty Placebo, ale i na dalszych krążka tria pojawiały się znakomite numery. Tytułowe nagranie z piątego albumu jest tego dowodem. Nerwowy, akustyczno-elektryczny kawałek. Przyjemnie rozpędzony, momentami duszny, pełen dramaturgii, a za sprawą śpiewającej w „Meds” Alison „VV” Mosshart z The Kills/The Dead Weather, także zmysłowy.

Numer opowiedziany z perspektywy narkomana uzależnionego od kokainy, który zakochuje się w pewnej dziewczynie, ale ma problem, by radzić sobie z rzeczywistością.

„Scared of Girls”

Nie jest to hicior ani nawet singel, ale naprawdę znakomity numer, który pokazuje, że Placebo to naprawdę ciekawa kapelą. Wściekła piosenka, z piłującymi gitarami, rockowym brudem, nieźle rozpędzona, zupełnie nieradiowa.

„Pure Morning”

Pisząc o tym kawałku, nie mogę powstrzymać się od prywatnej anegdoty. Kto był na jakimkolwiek festiwalu i spał na polu namiotowym, wie, że trudno nazwać to spaniem. Rozmaite czynniki przyrody i ludzkie, utrudniają pełne zaśnięcie. Proszę więc wyobrazić sobie, chłodny, wręcz zimny poranek, godzina 5.00 – 6.00 nad ranem, a jakiś dowcipniś z insomnią na cały regulator daje „Pure Morning”. Nie raz, nie dwa. Wierzcie lub nie, ale po kilkunastu razach, gdy drzemiące w nas pokłady ironii i absurdu się wybudzą, zaczyna się to robić zabawne.

Numer skądinąd znakomity. Oparty na rytmie, mocny, donośny (nie tylko o świcie). Trochę fajnych jazgotów i przesterów, za to wokal w kontrze raczej liryczny.

– To piosenka o przyjaźni z kobietą, numer o kilku moich przyjaciółkach – wyjaśniał Molko. – To też piosenka o poranku, o porze dnia, gdy Ty się kładziesz, a inni szykują się do pracy. Czujesz się wtedy odcięty od reszty świata i marzysz wtedy o przyjacielu, do którego możesz się przytulić, który pomoże ci zasnąć.

„Kitty Litter”

Brudny, jazgotliwy kawałek. Mimo decybeli, trochę brakuje mu siły rażenia, ale ogólnie te niskie tony całkiem nieźle się sprawdzają, a „rozklaskane” przejście okazuje się ciekawe.

Perkusista Steve Forrest po zagraniu tego kawałka z zespołem na próbie, postanowił, że zrobi wszystko, by zostać przyjętym. – To była grupa, której szukałem całe życie – mówił bębniarz Placebo w latach 2008-2015.

„Running Up That Hill”

Tak wiem, że to nie piosenka Placebo tylko cover, ale Brian Molko z kolegami nagrali wersję, która może równać się z oryginałem Kate Bush.

Istnieją dwie szkoły grania przeróbek – albo wywraca się pierwowzór do góry nogami, albo pozostaje się mu wiernym. Placebo wybrali opcję numer trzy;) Ich cover to rodzaj hołdu dla numeru Angielki, a z drugiej strony jego negatyw. Produkcja, aranżacja, tempo są inne, a jednak udało się zachować klimat i charakter tak wyjątkowej piosenki, jaką jest „Running Up That Hill”. Dziennikarz „Q” napisał, że to bardziej pakt z diabłem, niż znana z oryginału umowa z Bogiem (słowa „deal with God” padają w piosence – przyp. red).

Interpretacja Placebo trafiła jako bonus na „Sleeping with Ghosts” i zestaw o wszystko mówiącym tytule „Covers”. Piosenka spodobała się nie tylko sympatykom tria, ale i ludziom z telewizji. Kawałek można usłyszeć w produkcjach „Pamiętniki wampirów”, „Kości”, „CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas” czy „Agenci NCIS: Los Angeles”. Cover pojawił się także w kilku filmach i programach.

„Slave to the Wage”

Jeśli myśleliście, że Placebo nie czerpało z Joy Division, cóż, byliście w błędzie. Wystarczy posłuchać „Slave to the Wage”. Bas, riff, ogólnie brzmienie (gdzieś z pogranicza Joy Division i New Order).

Piosenka opowiada o nudzie i rutynie codziennego życia i biurowo-korporacyjnej pracy. Można się tego zresztą domyślić, słysząc powtarzane wersy o wyścigu szczurów.

Za kamerą klipu stanął znów Howard Greenhalgh. Wideo zainspirowane zostało filmem „Gattaca – Szok przyszłości”.

„The Bitter End”

Wielce obiecujący singel, jak się miało okazać raczej rozczarowującej płyty. Dynamiczny, z fajnym, soczystym rwanym riffem, chłoszczące dźwięki i pełen emocji śpiew Briana Molko. Brzmienie już nie tak surowe, elektroniki sporo, ale jednak jest w tym rockowy pazur. No i zawsze fajne są kawałki z elementami „na dwa głosy”.

Gigantyczny talerz, na którym muzycy występują w klipie to mający średnicę blisko 80 metrów radioteleskop im. Lovella znajdujący się w obserwatorium Jodrell Bank w północno-zachodniej Anglii. W chwili ukończenia budowy, był największym ruchomym radioteleskopem na świecie.

„Special K”

„Special K” to numer, który pokazuje jak popularny swego czasu był to zespół. Proszę państwa, każdy szanujący się fan Placebo ma bowiem pewną wiedzę medyczno-farmakologiczną. Nie tylko wie, co to placebo (w uproszczeniu, substancja obojętna podawana jako lek), ale i czym jest ketamina, czyli właśnie „special K”. Otóż, ów związek chemiczny to lek stosowany głównie jako środek do narkozy u zwierząt. Wśród jego efektów ubocznych wymienia się halucynacje.

W utworze Brian Molko łączy miłość i działanie narkotyków. – To o haju, który odczuwamy, gdy się zakochujemy – tłumaczył wokalista.

Świetny numer koncertowy, kto bowiem nie lubi śpiewać „pa ra pa pa ra ra”, a refren „gravity, no escaping, gravity” też się idealnie do tego nadaje.

„Taste In Men”

A skoro o koncertach Placebo mowa, to jest najlepszy numer Placebo live… zresztą chyba nie tylko live. Kapitalny, soczysty riff, który panowie potrafią mocno zapętlić. Jest w tym utworze jakaś fajna, podskórna pulsacja i zmysłowość.

Za reżyserię teledysku odpowiada Barbara McDonogh. W klipie widzimy wokalistę wmieszanego w dziwny trójkąt.

Wers „come back to me awhile” zapożyczony został podobno z nagrania „Catholic Block” Sonic Youth.

„Without You I’m Nothing”

Ależ nie, nie moglibyśmy zapomnieć czy pominąć „Without You I’m Nothing”. Jedna z ładniejszych rockowych ballad nie tylko w dorobku Placebo. Pięknie charczące, metaliczne i nisko strojone gitary (Placebo niemal gra post-rockowo), odpowiednia dawka mroku i dramaturgii. Oczywiście to tylko nasze zdanie, ale dobrze o piosence musiał myśleć też David Bowie, gdy nagrał z zespołem singlową wersję. Były też wspólne wykonania na żywo.

Pokazy „Placebo MTV Unplugged” odbędą się 25 listopada o godz. 20.00 w wybranych kinach sieci Multikino: Warszawa – Złote Tarasy, Wrocław Pasaż , Rybnik , Koszalin, Poznań 51, Zabrze, Gdańsk, Kraków, Bydgoszcz, Szczecin , Gdynia, Silver Screen Łódź, Rzeszów, Lublin, Katowice, Olsztyn.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.