Prawdziwe oblicze Amy Winehouse (Recenzja filmu + 9 najlepszych piosenek)

Amy Winehouse fot. Universal Music Polska

Od śmierci Amy Winehouse minęły już cztery lata, a wielu fanów do dziś nie pogodziło się z jej przedwczesną śmiercią. Wykończona bulimią, narkotykami, nieudanym małżeństwem i obelgami tabloidów dołączyła do słynnego Klubu 27. Już 7 sierpnia w polskich kinach pojawi się dokument „Amy”, który ma pokazać prawdziwe oblicze artystki.

Recenzja: „Amy”

Reżyser Asif Kapadia nie chciał stworzyć spiżowego pomnika, a rzetelny reportaż. Wykonał kawał doskonałej, dziennikarskiej roboty. W obrazie „Amy” nie zobaczymy fabularyzowanych scen, gadających głów ze świata showbiznesu i lamentujących gwiazdek, chcących zagrzać się w blasku legendy Winehouse. W tle słyszymy tylko Amy, jej najbliższych przyjaciół i rodzinę. Kolaż w całości składa się z osobistych nagrań Amy, jej współpracowników oraz materiałów z prasy. Aż trudno uwierzyć, że po piosenkarce zostało tak wiele prywatnych wspomnień z prób, imprez i tras koncertowych. Tak jakby Amy Winehouse nigdy nie rozstawała się z kamerą.



Widzowie śledzą jej karierę od czasów pierwszych prób i śpiewania „Sto lat” na imprezie u koleżanki. Winehouse wstydziła się sławy, była pyskata, lecz nie dało się jej nie lubić. Dopiero przygnieciona sławą, nałogami i toksycznym związkiem z Blakiem Fielderem stoczyła się na dno. Wybrane przez Kapadię zdjęcia z ostatniego okresu budzą skojarzenia z brutalną, naturalistyczną kinematografią. Wiele scen ściska za gardło, zarówno tych radosnych (podróż w pierwszą trasę koncertową), jak i tragicznych (pamiętny koncert w Belgradzie). Reżyser nie lituje się nad artystką, nie tworzy z niej anioła na siłę. Przyjaciele Amy Winehouse, m.in. producent Mark Ronson, wypowiadają się o filmie w samych superlatywach:

– Na ekranie możesz zobaczyć teksty piosenek i przypomnieć sobie jak genialne były – mówi Ronson w wywiadzie dla dziennika „The Guardian”. – Film jest świetnie wykonany, pełen szacunku dla Amy. Poniekąd czułem, jakbym był z przyjaciółką, jak za dawnych lat.

W minimalistycznym obrazie „Amy” nie ma nawet lektora. Zamiast komentarza twórcy wykorzystali teksty piosenek Amy Winehouse. Poprzez muzykę artystka komunikowała się ze światem, mówiła o swoich uczuciach i lękach, zawsze była przy tym do bólu szczera. Często o tym zapominamy, że to teksty piosenek, a nie wywiady czy relacje w prasie są kluczem do zrozumienia Amy. Dlatego przypominamy najważniejsze z nich.

Najlepsze piosenki z filmu „Amy”:

„Stronger Than Me”

Tytuł debiutanckiego longplaya Amy Winehouse – „Frank” – jest wskazówką do jej sposobu pisania piosenek. Choć nawiązywał do Sinatry, w potocznym angielskim oznacza też słowo „szczery”. Amy nigdy nie wymyślała ckliwych historyjek do rzewnych ballad. Pierwszy singel, „Stronger Than Me” pokazuje, jak wyglądał jej związek z kilka lat starszym mężczyzną, który nie grzeszył dojrzałością (co Amy dobitnie pokazała w teledysku). Numer otrzymał statuetkę Ivor Novello Award, nagradzającą najlepsze teksty, co było sporym wyróżnieniem dla debiutantki.

„Fuck Me Pumps”

Poza refleksjami na temat nieszczęśliwej miłości, Amy Winehouse była świetną obserwatorką życia Londynu. Od razu wyjaśniam, że „fuck me pumps” to w miejskim slangu niewygodne, ale seksowne szpilki, które zakłada się do klubów. Amy, sama ostro imprezująca od wczesnych lat, znała nocne życie miasta od podszewki. W piosence „Fuck Me Pumps” z nutką ironii przedstawia dziewczyny, których największym marzeniem jest zostanie „WAG”, czyli bogatą żoną piłkarza.

„What is About Men”

Trudno uwierzyć, że dwudziestolatka mogła tworzyć tak dojrzałą muzykę, zarówno pod względem tekstów i samych kompozycji. W filmie „Amy”, w wywiadzie archiwalnym Amy Winehouse tłumaczy, że gdy była nastolatką, popularne były beznadziejne, płytkie piosenki, więc zmuszona była sięgać po „niemodne” standardy bluesowe, jazz oraz klasykę soulu. Efektem jej dojrzałych poszukiwań był m.in. utwór „What is About Men”.

„Rehab”

Dobrze wiemy, co było efektem ubocznym popularności albumu „Frank” i nagłej sławy Amy Winehouse. W singlu „Rehab” z drugiego wydawnictwa Winehouse – „Back To Black” – poznajemy prawdziwe oblicze walki z nałogiem. Amy była oderwana od rzeczywistości, wiecznie pod wpływem alkoholu i narkotyków. Tak jak słyszymy w tekście, przyjaciele chcieli wysłać ją na odwyk, jednak tatuś z parciem na szkło stwierdził, że Amy jest zdrowa. Mitch Winehouse żerował na sławie córki do tego stopnia, że śledził ją z kamerami reality show, gdy Amy próbowała uciec od paparazzi i natrętnych fanów.

„Tears Dry On Their Own”

Amy nie była zwolenniczką coverów oraz odcinania kuponów od sławy innych muzyków. Za czasów krążka „Frank” wściekała się na producentów, że dokładali instrumentalne partie bez jej wiedzy. Chciała mieć pełną kontrolę nad utworami. Wyjątek zrobiła dla legendy, Marvine’a Gaye’a. W „Tears Dry On Their Own” pożyczyła od niego sample z piosenki „Ain’t No Mountains High Enough”.

„Love Is A Losing Game”

Numer „Love Is A Losing Game” w skrócie przybliża naturę toksycznego związku Amy z Blakiem Fielderem, który zdradzał ją, nakłaniał do zażywania ton narkotyków, a w końcu wylądował w więzieniu. Po rozwodzie budował w brukowcach własną sławę szydząc z Amy. Po tej relacji pozostała piosenka, w której zasłuchiwał się sam Prince.

„Back to Black”

Tytułowy singel z drugiego longplaya Amy Winehouse, nagrany z Markiem Ronsonem, również odsłania kulisy związku z Fielderem. Tym razem Amy wspomina wspólnie spędzone pierwsze lato i gorycz odrzucenia. Stała się wówczas poważniejsza i bardziej skryta, nasiliły się jej problemy z bulimią i narkotykami. Utwór „Back to Black”, obok „Rehab”, przyniósł Amy Winehouse największy sukces komercyjny, w samych Stanach Zjednoczonych sprzedano ponad milion kopii singla.

„Valerie”

Piosenka „Valerie” nie znalazła się na longplayach Amy. Jest owocem współpracy z Markiem Ronsonem, producentem krążka „Back To Black”. Numer trafił na płytę Ronsona „Version” oraz na B-side singla Amy „Rehab”. Jest coverem utworu z repertuaru The Zutons. W nowej wersji zyskał większą sławę niż oryginał, a Winehouse przyniósł nominację do nagród Brits. Jest też pozostałością po ostatnich momentach, gdy Amy była na tyle zdrowa i świadoma, by nagrywać w pełni formy.

„Body And Soul” feat. Tony Bennett

Duet z Tonym Bennettem był ostatnim utworem, jaki Amy zdążyła nagrać przed śmiercią. Dla niej było to spełnienie marzeń. W filmie „Amy” obserwujemy reakcję wokalistki, gdy Bennett – jej największy idol – wyczytywał jej nazwisko podczas ceremonii Grammy. To był jeden z ostatnich momentów, gdy uchwycono czystą radość na jej twarzy. Z kolei podczas wspólnych nagrań z mistrzem swingu, Amy stresowała się niczym debiutantka, mimo własnego statusu gwiazdy.

Ponieważ kochamy Amy pisaliśmy już o niej w tekście „8 najlepszych piosenek Amy Winehouse”.

Komentarze

Anita Ceglińska

Marzyła o siatkówce, a skończyło się na popkulturze. W ciągu dnia bada pokolenie Y, po godzinach recenzuje premiery filmowe i muzyczne. Choć spędza długie godziny na Tumblrze i konwentach, za nic nie przyzna się do bycia geekiem i obsesji na punkcie BBC i "Hannibala". Nie umie żyć bez koncertów. Jak każdy padawan Jacka White'a trzyma na parapecie dziesiątki płyt - powodów do dumy i wyrzutów sumienia. Kiedyś rzuci wszystko i wyjedzie na Islandię.