Coldplay – „Ghost Stories” (RECENZJA + Video)

Coldplay "Ghost Stories" fot. Warner Music Poland

Najlepsze Piosenki Oceniają

Nie da się ukryć, że rozstanie Chrisa Martina z Gwyneth Paltrow mocno odcisnęło się na szóstym albumie Coldplay.

Coldplay to dziwny twór muzyczny. Z jednej strony przewidywalny, mocno komercyjny, nastawiony na masy, ale z drugiej nie przestaje zaskakiwać. Nie inaczej jest z najnowszym albumem „Ghost Stories”, który jest pewnym punktem zwrotnym. Może bez wielkiej rewolucji, bez stawania na głowie, ale jednak z zawadiackim uśmiechem wydającym się mówić „ha, tego się nie spodziewaliście”.



Gdyby byli z Polski, można by było przypuszczać, że zaszyli się gdzieś w Bieszczadach, by nagrywać nowy materiał. Brzmi on bowiem, jakby zespół był nieco zmęczony „wielkim światem”. Jakby miał dość stadionów, kolorowych, święcących opasek i chciał nieco ciszy i spokoju.

Kiedy okazało się, że do współpracy nad szóstym krążkiem Anglicy zaprosili sporą grupę rozmaitych producentów od Jona Hopkinsa, przez Timbalanda i Avicii, po znanego ze współpracy z Adele, Paula Epwortha, myślałam, że spróbują oszukać system i nagrają płytę-niepłytę. Czyli zestaw totalnie różnych piosenek, singli, gdzie fan każdego wcielenia Coldplay znajdzie coś dla siebie. Od kruchych indierockowych ballad, przez potężne hymny, po popowe hity. Nic bardziej mylnego. „Ghost Stories” okazuje się nie tylko spójnym dziełem, ale i swoistym concept-albumem opowiadającym o mężczyźnie przechodzącym bolesne rozstanie (aspekt autobiograficzny aż nadto oczywisty).

Chodziło o to, jak wydarzenia z przeszłości – twoje duchy (ghosts) – wpływają na teraźniejszość i przyszłość – tłumaczył wokalista. – Przez pewien czas myślałem, że moje duchy ciągną mnie w dół i zrujnują życie moje i moich bliskich.

W warstwie tekstowej jest ckliwie, łzawo, trochę jak z pamiętnika nastolatki ze złamanym sercem, ale muzycznie mamy na tyle szlachetnych, współczesnych dźwięków, że można na te grafomańskie wyznania Martina przymknąć oko, czy raczej ucho.

Ciekawą sprawą jest okładka, którą zaprojektowała czeska artystka, Mila Fürstová. Zainspirowany średniowieczną sztuką obraz w oryginale ma metr długości i metr szerokości. Przedstawia parę anielskich skrzydeł zawieszonych między oceanem, a nocnym, rozgwieżdżonym niebem. Czeszka odpowiadała za cały projekt graficzny albumu, przygotowując też okładki do singli „Magic” i „Midnight”. Istnieją plany, by jej prace związane z „Ghost Stories” zostały wystawione jesienią w jednej z londyńskich galerii.

Trzeba też przyznać, iż Coldplay ma niezłych PR-owców, którzy przygotowali ciekawą kampanię promocyjną. Przed premierą, ukryto kartki ze słowami piosnek w bibliotekach na całym świecie. Dokładnie w Meksyku, Singapurze, Helsinkach, Barcelonie, Dartford, Nowym Jorku, Dublinie, Johannesburgu i Taurandze.

RECENZJA Coldplay – „Ghost Stories”

Kto miał dosyć coldplayowych hymnów, bez wątpienia zachwyci się „Ghost Stories”.

„Ghost Stories” to najskromniejsza, najdelikatniejsza, najmniej rozbuchana płyta zespołu od czasu debiutu. Od razu ostrzegę jednak fanów dawnego Coldplay, nie jest to powrót do korzeni. Owszem, dominują skromne, proste, balladowe kompozycje, nie brakuje akustycznych elementów („Oceans”), fortepianowych struktur („O”), ale to przede wszystkim mocno elektroniczny zestaw. Nowe piosenki przesiąknięte są zwiewnymi syntetycznymi dźwiękami. Stwierdzenie, że to ambientowy materiał byłoby sporym nadużyciem, ale sporo tu takiego właśnie klimatu. Rozproszonych, migoczących dźwięków, szumiących nieśmiało w tle.

Nie da się ukryć, że rozstanie Chrisa Martina z Gwyneth Paltrow mocno odcisnęło się na szóstym albumie Coldplay. Słychać smutek, nostalgię, tęsknotę. Bez wątpienia to jedne z najintymniejszych utworów, jakie napisał wokalista. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że to rodzaj przejściowego albumu. Kwartet odchodzi od stadionowych przebojów, od ścigania się z U2 i zmierza w nowym kierunku. Byle nie był to kierunek „A Sky Full of Stars”, który pachnie Davidem Guettą. Najciekawsza i najbardziej intrygująca okazała się współpraca Anglików z Jonem Hopkinsem przy numerze „Midnight”. Uwagę zwraca też wakacyjno-balearowy „True Love” (chyba najbardziej romantyczna piosenka z udziałem Timbalanda) i „Another’s Arms” z anielskim chórem.

Nadal pozostanę fanką „A Rush of Blood to the Head” i będę tęsknić za takim Coldplay, ale „Ghost Stories” to przyjemny, niespodziewany zwrot na muzycznej drodze zespołu.

Najlepsze piosenki:

'Midnight', 'Oceans', 'Ink', 'O'

Premiera: 16 maja 2014
Wydawca :Warner Music Poland

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.