Lykke Li – „I Never Learn” (Recenzja, Wideo, Odsłuch)

Lykke Li "I Never Learn" fot. Warner Music Poland

Najlepsze Piosenki Oceniają

Próbowałam udokumentować życie 20-latki. Jej poszukiwanie miłości.

Li Lykke Timotej Svensson Zachrisson jest nie tylko wokalistką, autorką muzyki i tekstów, ale też modelką i aktorką. Szwedka uczestniczyła w 2012 roku w kampanii Levi’s Curve ID razem z Pixie Geldof i Miss Nine. Talent aktorski Lykke jak na razie mogli podziwiać tylko mieszkańcy Skandynawii, gdzie w marcu zadebiutował thriller „Tommy”. Podobno szwedzka artystka ma też pojawić się w nowej produkcji Terrnece’a Malicka.

Choć pochodzi z niewielkiego nadbałtyckiego miasta Ystad (nie wiem czy wybrała się kiedyś promem do Świnoujścia) jej doświadczenia geograficzne są imponujące. Najpierw jako dziecko przeprowadziła się z rodzicami (matka jest fotografem, a ojciec członkiem kapeli Dag Vag) do Sztokholmu. Gdy miała sześć lat, państwo Zachrisson wybrali portugalskie góry – mieszkali tam pięć lat. Widać ciepła ciągle im było mało, bo zimy spędzali w Indiach i Nepalu. Przez krótkie okresy mieszkali też w Maroku i w Lizbonie. Przed nagraniem debiutanckiego albumu Lykke Li spędziła też trzy miesiące w Nowym Jorku (konkretnie na Brooklynie).



Dziś 28-letnia Szwedka ma już na koncie trzy albumy i jest międzynarodową gwiazdą grającą na największych festiwalach (na Open’er Festival pojawi się w piątek, 4 lipca). Jej piosenki przerabiają najdziwniejsze kapele świata. Żeby nie być gołosłownym, posłuchajcie remiksu znakomitego „I Follow Rivers” w wykonaniu oryginała Tylera, The Creatora.

Ostatni longplay to zwieńczenie trylogii. – Podpisałam umowę na trzy płyty gdy miałam 21 lat – wyjaśnia. – Wiedziałam, więc, że czeka mnie taka podróż i nie ma odwrotu. Interesują mnie różne dźwięki, różne rodzaje muzyki – instrumentalna, voodoo, zwykłe piosenki. Nie przeczę, kusiło mnie, by zrobić coś zupełnie innego, ale wiedziałam, że muszę skończyć, co zaczęłam.

W warstwie tekstowej Szwedka kontynuuje opowieści o byciu kobietą. – Próbowałam udokumentować życie 20-latki – tłumaczy. – Jej poszukiwanie miłości.

Nad brzmieniem czuwał Björn Yttling, znany z Peter Bjorn and John, który pomagał jej także przy poprzednich dziełach. Co ciekawe, ich współpraca nie należy do najłatwiejszych. – Nie dogadujemy się, kłócimy się bez przerwy – opowiada. – On ciągnie w jedną, a ja w drugą i spotykamy się gdzieś po środku.

RECENZJA Lykke Li – „I Never Learn”

Lykke Li wciąż jest smutna, ale gotowa kroczyć dalej.

Przez długi czas nie mogłem sobie uświadomić, z czym kojarzy mi się singel „Gunshot”. Za każdym przesłuchaniem miałem takie dziwne przeczucie, że coś mi ta piosenka przypomina, choć nie w oczywisty sposób, na zasadzie podobieństwa melodii, lecz raczej charakteru. Po intensywnych przemyśleniach, w końcu się udało – Pat Benatar i „Love Is A Battlefield”. Zakładam, że większość każe mi się teraz mocno puknąć w głowę, jak jednak mówiłem, nie chodzi o kompozycję, aranżacje, wokal. Hit z 1983 roku to klasyczny przykład walecznej piosenki miłosnej. Mieszanka melancholii i bojowego nastawienia. Taki też klimat ma „Gunshot” i zresztą większość utworów na „I Never Learn”. Szwedka cierpi, ma złamane serce, ale dzielnie kroczy dalej, z podniesionym czołem, gotowa znów zaryzykować, mimo świadomości kolejnych porażek (stąd tytuł albumu).

Muzycznie przekłada się to na materiał mocniejszy, potężniejszy, dostojniejszy. Taki mały krok w stronę wielkich festiwalowych scen, w kierunku Coldplay. Bogata, niemal hollywoodzka produkcja, pewne rozbuchanie i elegancka dramaturgia. Wszystko przesiąknięte smutkiem, czasem goryczą.

Przepadły skandynawskie chłody, plemienne dudnienia czy psychodeliczne wycieczki znane z poprzednich płyt wokalistki. Artystka nadal lubi akcentować rytmy, chętnie sięga po rozmaite instrumenty perkusyjne, wciąż ma słabość do smaczków i dźwiękowych drobiazgów, ale tym razem postawiła na brzmienie, które niczym wicher otwiera okna i powiewa firanami.

Trzeba czasu, by się do takiej Lykke Li przyzwyczaić. Pod względem emocji i muzycznej struktury, niemal wszystkie piosenki można podpiąć pod kategorię power ballad. To wielkie, dumne piosenki, niczym rumaki pędzące po plaży o zachodzie słońca.

Premiera: 5 maja 2014
Wydawca: Warner Music Poland

Najlepsze piosenki:

'I Never Learn', 'Gunshot'

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Wojciech Duś

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.