The Afghan Whigs – „Do to the Beast”

The Afghan Whigs - "Do to the Beast" fot. Rockers Publishing

Najlepsze Piosenki Oceniają

Wiem, że piszę jak podlotek, który zakochał się po raz pierwszy, ale tak właśnie jest z „Do to the Beast” The Afghan Whigs. To płyta, w której się po prostu zakochuje… po raz pierwszy, po raz drugi, po raz n-ty.

Greg Dulli jest wielkim entuzjastą serii „Breaking Bad”. Nie było więc przypadkiem, że premierę szóstego album The Afghan Whigs ogłosił… Bob Odenkirk, czyli serialowy prawnik Saul Goodman. 24 stycznia aktor zamieścił na Twitterze wspólne zdjęcie z wokalistą i obwieścił światu: „Greg Dulli, którego jestem wielkim fanem, właśnie powiedział, że niedługo ukaże się nowa płyta Afghan Whigs. Pierwsza od 16 lat”.

Właśnie tyle, aż 16 lat minęło od wydania krążka „1965”, po którym formacja The Afghan Whigs przestała istnieć. Dulli nie dał jednak o sobie zapomnieć. W 1997 roku powołał do życia grupę The Twilight Singers, z którą zrealizował pięć studyjnych płyt. Współpracował też z Markiem Laneganem współtworząc m.in. projekt The Gutter Twins.



Pod koniec 2011 roku, do fanów trafiła wiadomość o wznowieniu działalności The Afghan Whigs. Kapela skupiła się jednak na działalności koncertowej (w sierpniu 2012 roku zagrali w warszawskiej Proximie). Choć trasa okazała się sukcesem, muzycy nie czuli potrzeby, by wejść do studia i wydawać muzykę (wyjątkiem były covery „See and Don’t See” Marie „Queenie” Lyons i „Love Crimes” Franka Oceana). Sytuację zmienił… Usher. Wokalista R&B, odkrywca Justina Biebera, twórca przeboju „Yeah!” i szeregu pościelówek o lekkim zabarwieniu erotycznym, dołączył do rockowej kapeli podczas koncertu na festiwalu South by Southwest w 2013 roku. Niecodzienna współpraca rozbudziła twórczo członków The Afghan Whigs. – To był taki fajny pomysł, że pomyśleliśmy, że czemu by nie zrobić jeszcze czegoś – wspominał Dulli. – Pomyśleliśmy, że może jednak chcemy kontynuować przygodę z The Afghan Whigs.

The Afghan Whigs fot. Piper Ferguson

Efektem, „Do to the Beast”, pierwsza płyta zespołu bez oryginalnego gitarzysty, Ricka McColluma, któremu problemy osobiste uniemożliwiły granie w The Afghan Whigs. Dulli zaprosił jednak do realizacji dzieła wielu innych, utalentowanych muzyków, których ścieżki w przeszłości krzyżowały się z jego kapelą. Na albumie pojawili się więc członkowie Chavez, The Raconteurs, Squirrel Bait i Queens of the Stone Age, a także muzyczny dyrektor Ushera, Johnny „Natural” Najera czy soulowy artysta Van Hunt. Zasadniczy skład uzupełnił związany z kapelą od początku istnienia basista John Curley oraz gitarzyści Dave Rosser i Jon Skibic, multiinstrumentalista Rick Nelson i perkusista Cully Symington.

Lwia część materiału została zarejestrowana w należącym do lidera Queens of the Stone Age, Josha Homme’a studiu Pink Duck. Sesje odbywały się również w Nowym Orleanie, Cincinnati i Joshua Tree.

Greg Dulli o dwóch piosenkach z „Do to the Beast”:

„It Kills”

Zabraliśmy Vana Hunta na trasę z Whigs i każdego wieczora wykonywaliśmy w duecie jego piosenkę „Mean Sleep”. Na żywo wplatał krzyki, których nie było w studyjnej wersji. Brzmiał jak Bobby Womack. Kiedy napisałem „It Kills”, potrzebowałam drugiego głosu, który pełniłby rolę chóru greckiego, więc zadzwoniłem po Vana. Powiedziałem, żeby robił co chce, byle nie używał prawdziwych słów, a jak się uda, niech powtórzy te wrzaski w stylu Womacka.

„Lost in the Woods”

To najbardziej osobista piosenka w zestawie. Przypomina mi o dzieciństwie, o tym, jak w samochodzie rodziców słuchaliśmy w radiu „You’re My Best Friend” Queen. W tym utworze, chciałem uchwycić podobny klimat, dlatego użyłem przesterowanego Wurlitzera.

RECENZJA The Afghan Whigs – „Do to the Beast”

Miłość miłością, ale obawy przed nową płytą The Afghan Whigs miałam całkiem spore.

Powroty często bywają rozczarowujące. Pierwszy dreszcz szybko znika, kiedy zorientujemy się, że to jednak nie to, co kiedyś. My jesteśmy starsi, muzycy są starsi, a sentyment nie wystarcza na długo. W przypadku The Afghan Whigs jest trochę inaczej. Liderujący grupie Greg Dulli nigdy nie zszedł ze sceny i choć jego dokonania po rozpadzie formacji czasem odbiegały od tego, czym rozkochał słuchaczy (chwilami dość mocno, jak na debiucie The Twilight Singers), pewna cząstka pozostała niezmienna. Ta cząstka to emocje, które Dulli przekazywał i przekazuje w swoich piosenkach. Dlatego tak łatwo zachwycić się „Do to the Beast”. Greg jest wciąż tym samym pełnym pasji facetem, który nie stroni od mroku, który ma serce na dłoni (w głosie).

Mówimy jednak o The Afghan Whigs. Cóż, The Afghan Whigs brzmią jak The Afghan Whigs i Greg Dulli. Soczyście i rockowo. Oczywiście, mamy elementy bluesa („Parked Outside”) czy soulowe naleciałości, choć nie aż tak obecne jak na „1965” (obłędne „These Sticks”). Nie brakuje też spokojniejszych, akustycznych utworów (singlowe „Algiers”, lekko folkowe, nokturnowe „Can Rova”). Rządzą jednak gitary – skomasowane, rozpędzone, gęste. Podkręcane dynamiczną perkusją, rozświetlone metalicznymi dźwiękami, okiełznane niezawodnym wokalem Dulliego. Najlepsze piosenki w zestawie, to właśnie te najbardziej gitarowe, te w których brzęczą rozzłoszczone tamburyna, w których Greg krzyczy, a krzyczeć wciąż potrafi niesamowicie (mistrzowskie, dramatyczne „Royal Cream”). A wszystko wibrujące, elektryzujące, tętniące, organiczne.

Wiem, że piszę jak podlotek, który zakochał się po raz pierwszy, ale tak właśnie jest z „Do to the Beast”. To płyta, w której się po prostu zakochuje… po raz pierwszy, po raz drugi, po raz n-ty. Rzecz niesamowicie oddziałująca na emocje, nieco dzika, bezpośrednia, szczera. Piękna.

Wydawca: Rockers Publishing
Premiera: 22 kwietnia 2014

Najlepsze piosenki:

'Parked Outside', 'Royal Cream' oraz 'These Sticks'

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.