Spring Break 2015 (Relacja + 5 najlepszych piosenek)

Natalia Nykiel fot. Archiwum Artystki/NajlepszePiosenki.pl

Poznański Spring Break to nie festiwal, a istny scavenger – trzeba dobrej strategii, by sprawnie poruszać się między trzynastoma lokalizacjami i wybrać idealną trasę. Przy setce nakładających się koncertów to nie lada wyzwanie, więc moja taktyka polegała na wybieraniu małych, nieznanych artystów – w końcu to z myślą o nich powstała ta impreza.

Jedyny poważny zarzut, jaki mogłabym skierować do organizatorów, to niefortunne lokowanie występów. Sjón męczyli się na klaustrofobicznej Scenie Na Piętrze, podczas setu We Draw A połowa publiczności w ogóle nie weszła do klubu, a Coals niezbyt pasowali do imprezowej atmosfery Good Time Radio. Tłumy na koncertach są jednak niezbitym dowodem na to, że trzydniową imprezę należy uznać za udaną. Nie sprawdziły się obawy, że publiczność wybierze tylko występy znanych wykonawców, np. Meli Koteluk. Nic dziwnego, organizatorzy zaspokoili potrzeby słuchaczy o skrajnie różnych gustach. Hip-hopowców elektryzowały świetne sety od Ten Typ Mes i Małe Miasta, a w Projekt LAB dzikie afterparty rozkręcił kolektyw Rysy.

Popełniłabym niewybaczalny błąd, gdybym próbowała teraz stworzyć zestawienie najlepszych koncertów – trudno wybrać czołówkę, gdy z powodu nakładających się terminów nie można zobaczyć lwiej części wykonawców. Dlatego też przywołuję te koncerty, które na różny sposób zapadły mi w pamięć.

Natalia Nykiel -„Bądź duży”

W komentarzach pod naszą zapowiedzią festiwalu Spring Break 2015 ktoś wspomniał, że koniecznie powinniśmy znaleźć miejsce dla Natalii Nykiel. Dlatego piątek rozpoczęłam właśnie od jej setu. Byłam, widziałam i jestem zachwycona. Wokalistka dała lepszy koncert, niż wszyscy artyści, których obserwowałam dzień wcześniej. Na scenie ma energię bomby neutronowej, materiał z krążka „Lupus electro” brzmi świeżo i niebanalnie. Natalia rozhulała publiczność mimo wczesnej pory. Co więcej, nie wstydzi się śpiewać po polsku, zatem tym bardziej należą się jej wyrazy uznania.

Coals – „Weightless”

Za wybór lokalizacji dla koncertu Coals organizatorzy powinni otrzymać ostre cięgi. Pół biedy, że większość chętnych w ogóle nie zdołała wejść do Good Time Radio. Akustyczne utwory i liryczny wokal Kasi Kowalczyk zagłuszało dudnienie techno dobiegające z sąsiedniego lokalu. Szkoda, bo Coals mają talent do tworzenia nieziemskiej aury, a mało kto mógł się nią godnie nacieszyć.

Daniel Spaleniak – „My Name Is Wind”

Potwornie szkoda mi Daniela Spaleniaka. Choć jego debiutancki krążek wychwalano pod niebiosa (przeczytaj naszą recenzję albumu „Dreamers”), klub Blue Note świecił pustkami. Nic dziwnego – grał tuż przed headlinerami z Years & Years. Swoimi klimatycznymi kompozycjami udowodnił, że mimo młodego wieku ma charyzmę i talent na miarę gigantów. Porównań z Mattem Berningerem z The National pewnie nie uniknie.

Years & Years – „Worship”

Na twórców festiwalu posypały się krytyczne komentarze za sprowadzenie Years & Years. Co wrażliwszych mogły zniesmaczyć piski fanek, papierowe korony i bombardowanie przeuroczego Olly’ego Alexandra przekąskami (tak przy okazji, czy ktoś z fandomu Y&Y mógłby wytłumaczyć, po co rzucaliście w niego paczkami paluszków?). Mimo to bronię organizatorów Spring Break. Owszem, Years & Years grają słodko-mdlący pop, ale mają smykałkę do kreowania przebojów. Co więcej, do tańca zdołali porwać cały dziedziniec, nie tylko wierne fanki. Szacunek tym większy, że przecież nie wydali jeszcze debiutanckiego longplaya.

Jóga – „Fire”

Zamiast skakać przy nieustannie wałkowanym w radiu singlu Y&Y „King”, część festiwalowiczów wolała wyciszyć się przy akompaniamencie duetu Jóga. Była to grupa tak liczna, że w Kisielicach ściany pokryły się parą od zgrzanych oddechów, a wielu chętnych mogło tylko denerwować się przed drzwiami. Garstce wybrańców zaserwowano króciutki set utrzymany (a jakże) w stylu skandynawskim. Dla miłośników melancholijnych smętów, to mógł być najbardziej magiczny epizod poznańskiego festiwalu.

Wymienione tutaj koncerty to zaledwie fragment tego, co widziałam podczas Spring Break. Nie wszyscy podołali zadaniu, niektóre występy były po prostu marnowaniem czasu, który można było przeznaczyć na konkurencyjny set. Spory dylemat mieli także ci, którzy biegali między scenami festiwalowymi a spektakularnym konwentem fantastyki Pyrkon, który w tym samym czasie odbywał się w Poznaniu. Niemniej jednak dla promotorów i poszukiwaczy nowości Spring Break jest chyba najlepszą okazją, by sprawdzić, czego będziemy słuchać w tym roku i kto może pojawić się na wielkich festiwalach. Mimo kilku zgrzytów, chwalimy i czekamy na przyszłoroczną edycję.

Na Spring Break 2015 wystąpili: Bartek Winczewski, Besides, Bisquit, Buszkers, Coals, Cosovel, Czarny Hifi, Daniel Spaleniak, Die Flote, Dog Whistle, Eleanor Gray, Flemings, Folga, Galus, Groberska, Groh, Happy Pills, Hidden World, Inqbator, Iza Lach, Janek Samołyk, Jazzpospolita, Joa Bird, Jóga, Józef, Król, Krzysztof Zalewski, Lass, Latające Pięści, Lemodien, Lennox Row, Les Ki, Liars & Sinners, Lord & The Liar, Łukasz Kowalka, Małe Miasta, Mary Komasa, Mela Koteluk, Michał Lewicki, Min T, Mjut, Mokrofon, Moonglass, Mooryc, Muchy, Nagrobki, Naphta, Natalia Nykiel, Neony, Night Marks Electric Trio, Olivier Heim, Oly., Pola Rise, Rycerzyki, Rysy, Sister Wood, Sjón, Skubas, Snorbes, Soniamiki, Sonia pisze piosenki, Sonnenberg, Stonkatank, Straight Jack Cat, Szatt, Ten Typ Mes + Live Band, The And, The Feral Trees, The Phantom, The Saturday Tea, Thostey, Tides From Nebula, Tom Encore, Trupa Trupa, We Call It A Sound, We Draw A, Women For Hire, Years & Years, Zagi, Zakręt.

Zachęcamy do obejrzenia naszej galerii z festiwalu Spring Break 2015.

Organizatorem Spring Break 2015 była firma Go-Ahead.

Komentarze

Anita Ceglińska

Marzyła o siatkówce, a skończyło się na popkulturze. W ciągu dnia bada pokolenie Y, po godzinach recenzuje premiery filmowe i muzyczne. Choć spędza długie godziny na Tumblrze i konwentach, za nic nie przyzna się do bycia geekiem i obsesji na punkcie BBC i "Hannibala". Nie umie żyć bez koncertów. Jak każdy padawan Jacka White'a trzyma na parapecie dziesiątki płyt - powodów do dumy i wyrzutów sumienia. Kiedyś rzuci wszystko i wyjedzie na Islandię.