Tame Impala – „Currents” (Recenzja + 7 najlepszych piosenek)

Tame Impala fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl

Najlepsze Piosenki Oceniają

Tame Impala psychodelii nie wymyślili, ale to oni najwięcej ugrali na modzie na ten gatunek.

Gdy kolejne zespoły zaczęły nagrywać w stylu Tame Impala (Django Django, Jagwar Ma i Temples), Australijczycy przerzucili się na disco rodem z płyt Bee Gees. Nowy album „Currents” pokazuje, że Kevin Parker za nic ma trendy i gra to, co podoba się przede wszystkim jemu.



RECENZJA: Tame Impala – „Currents”

Najlepszą wskazówką do interpretacji krążka jest utwór „Yes, I’m Changing”. To już nie są nieco zdezorientowani Tame Impala, pomykający w japonkach na największych scenach festiwali. Są pewni siebie, tworzą muzykę trochę pod prąd i nie boją się eksperymentować.

Plastic-funkowy numer „The Less I Know The Better” brzmi jak pocztówka z czasów świetności Bee Gees. Zresztą, dyskotekowi giganci byli kluczowym źródłem inspiracji dla Parkera.

Kilka lat temu, podczas pobytu w Los Angeles, wziąłem grzybki halucynogenne – mówi frontman Tame Impala w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika The Guardian. – Kompletnie zjarany ruszyłem z kumplem na przejażdżkę po mieście zdezelowanym sedanem. Puścił muzykę Bee Gees i to emocjonalnie rozłożyło mnie na łopatki. Słuchałem „Staying Alive” – piosenki, którą znałem od zawsze. Beat wydawał się niewiarygodnie silny i brzmiał wtedy totalnie psychodelicznie. To mną poruszyło. To było coś, czego zawsze oczekiwałem od psychodelicznej muzyki – żeby potrafiła mnie teleportować.

Na „Currents” Tame Impala odstawili gitary na bok, więc wszyscy, którzy liczyli na riffy rodem z „Elephant” będą zawiedzeni. Trzeci longplay jest zdominowany przez syntezatory, dyskotekowe i klubowe brzmienia. W kolejnych utworach przewijają się wpływy różnych wykonawców i dekad, od wspomnianych Bee Gees, po Briana Eno („Disciples”) i Prince’a („The Moment”).

Po godzinnym odsłuchu „Currents” zaczyna męczyć, niektóre kawałki trwają po osiem minut. Po pewnym czasie miałam ochotę porzucić ten krążek i wrócić do surowych riffów z czasów „Innerspeaker”. Album wydaje się kompletnie oderwany od rzeczywistości, zarówno w warstwie tekstowej (skandalizujące wersy w „Cause I’m a Man”), jak i kompozycyjnej („Nangs”).

Mało tego, krążek „Currents” nie jest dziełem, które ma się podobać dziennikarzom, hipsterom, a nawet szerokiej publiczności (od czasów współpracy z Markiem Ronsonem coraz liczniejszej). To longplay, który ma usatysfakcjonować przede wszystkim Kevina Parkera. Kumple z Tame Impala mogą się wykazywać w side-projectach (np. w Pond). „Currents” jest jego osobistym krążkiem.

– Chciałem tworzyć piosenki, które mi się podobały, ale zawsze rezygnowałem, bo myślałem, że pewne inspiracje były tematem tabu lub nie pasowały do kanonu psychodelicznego rocka – mówi Parker. – Jednak im więcej odkrywam, tym silniej zdaję sobie sprawę, że te bariery nie miały sensu. Tworząc każdy kolejny album odnoszę wrażenie, że jestem bliżej ostatecznego stylu muzyki, którego sam chciałbym słuchać.

Kevin Parker być może jeszcze nie osiągnął pełni szczęścia i nie stworzył swoich wymarzonych piosenek, ale sporo hitów już nagrał. Warto więc przypomnieć sobie perełki z poprzednich wydawnictw oraz najgorętsze hity ze świeżutkiego longplaya „Currents”.

7 najlepszych piosenek Tame Impala

„Let It Happen”

Pierwszy singel zapowiadający krążek „Currents” jest zarazem jedynym, który choć po części nawiązuje do brzmienia z czasów albumów „Innerspeaker” i „Lonerism”. Przez osiem minut numer rozrasta się do rozmiarów gigantycznego, neopsychodelicznego hitu, w którym wpływy Cream przeplatają się z beatami z czasów „Human After All” Daft Punk.

„Cause I’m a Man”

Delikatnie mówiąc, Kevin Parker naraził się tym utworem wszystkim aktywistom walczącym o równouprawnienie. Trudno nie nazwać tekstu seksistowskim, szczególnie refrenu „kobieto, myśl zanim coś zrobisz”.

– Ten wers powinno się interpretować bardziej jako „jestem człowiekiem”, a nie „jestem mężczyzną” – mówił Parker w wywiadzie dla Stereogum. – Rozumiem, że tekst może być brany za seksistowski, ale w głębi serca wiem, że ja sam nie jestem taką osobą.

Choć niesmak pozostał, leniwy numer „Cause I’m a Man” jest najpopularniejszym kawałkiem z krążka „Currents” i stale gości na radiowych playlistach. Promuje go klip Dana Diapoli i Megan McShane, w którym członków Tame Impala na scenie zastąpiły kultowe Muppety.

„The Moment”

Teoretycznie Kevin Parker buszuje jedynie pomiędzy starymi nagraniami z lat siedemdziesiątych, a jednak na „Currents” przytrafił mu się jeden utwór brzmiący dość współcześnie. Ostatnio miałam okazje oglądać obraz „Eden” o francuskiej scenie house lat dziewięćdziesiątych. Utwór „The Moment” mógłby znaleźć się na ścieżce dźwiękowej filmu tuż obok wczesnych hitów Daft Punk. I nikt nie zauważyłby różnicy.

„Elephant”

Niezaprzeczalnie jest to największy hicior w dorobku Tame Impala. I jak to z przebojami bywa, członkowie zespołu go nie znoszą. W jednym z wywiadów Kevin Parker stwierdził, że szczególnie nie cierpi „swagowego”, bluesowego riffu, który tak dobrze sprawdza się na scenach letnich festiwali. Dodał, że na ironię, zarobił tym jednym kawałkiem na połowę domu.

Poza oficjalną wersją polecam fanowski mash-up, w którym „Elephant” połączono z „Black Skinhead” Kanye’go Westa. Kto by pomyślał, że ich numery mogą tak idealnie się zgrać? Ja już nie potrafię słuchać oryginału.

Oryginał:

Mash-up:

„Half full Glass of Wine

Prawdziwy antyk, pochodzi jeszcze z czasów debiutanckiej EP-ki zatytułowanej po prostu „Tame Impala”. Kevin Parker nie śpiewał wówczas falsetem, nie nadużywał grzybków, a zamiast syntezatorów dominowały przesterowane, brudne gitary i automaty perkusyjne.

„Solitude is Bliss”

Mam sentyment do krążka „Innerspeaker” – moim zdaniem był najbardziej wyważonym, stylowym wydawnictwem w dorobku Tame Impala. Za czasów EP-ki byli jeszcze nieokrzesani, za to w „Lonerism”, a szczególnie w „Currents” kompletnie odpłynęli w kosmos.

„Solitude is Bliss” jest za to eleganckim, dobrze skrojonym przebojem na potrzeby festiwali.
– To była moja najbardziej uskrzydlająca piosenka – mówił o niej Kevin Parker. – To nasz najbardziej zadziorny, kipiący pewnością siebie kawałek. Nawet zbyt pewny siebie.
Trochę na przekór, numerowi towarzyszył teledysk nagrany w Kijowie, utrzymany w stylu postapokalipsy, zupełnie niepasującej do rozleniwionego stylu Australijczyków.

„Feels Like We Only Go Backwards”

Numer „Feels like We Only Go Backwards” jest największym komercyjnym hitem Tame Impala obok „Elephant”, a promował go klip (później wielokrotnie kopiowany) autorstwa Joe Pellinga i Becky Sloan.

Jeżeli trafiliście kiedyś na zestawienia w stylu „najlepsze kawałki na leniuchowanie na plaży”, „najlepsze piosenki na upały”, to nie mogło zabraknąć tam „Feels Like We Only Go Backwards”. Numer brzmi jak pocztówka z psychodelicznych lat sześćdziesiątych z pozdrowieniami od supergrupy Cream.

Premiera w Polsce: 18 lipca 2015
Wydawca: Universal Music Polska

Najlepsze piosenki:

'Let It Happen', 'The Moment', 'The Less I know The Better'

Komentarze

Podsumowanie Najlepszych Piosenek

Anita Ceglińska

Marzyła o siatkówce, a skończyło się na popkulturze. W ciągu dnia bada pokolenie Y, po godzinach recenzuje premiery filmowe i muzyczne. Choć spędza długie godziny na Tumblrze i konwentach, za nic nie przyzna się do bycia geekiem i obsesji na punkcie BBC i "Hannibala". Nie umie żyć bez koncertów. Jak każdy padawan Jacka White'a trzyma na parapecie dziesiątki płyt - powodów do dumy i wyrzutów sumienia. Kiedyś rzuci wszystko i wyjedzie na Islandię.