The Cure: 16 najlepszych piosenek

The Cure fot. Universal Music Polska/NajlepszePiosenki.pl

Bardzo, bardzo ucieszyła nas wiadomość o koncercie The Cure. Do tego stopnia, że musieliśmy parę dni ochłonąć. Dziś jednak, kiedy w sprzedaży są już bilety, bez większych wprowadzeń i wyjaśnień (w końcu każdy zna The Cure), przedstawiamy 16 najlepszych piosenek The Cure (tak, wiemy, że to mało, szczególnie, że grupie zdarza się grać koncerty po 40 numerów i więcej).

The Cure wystąpi 20 października 2016 roku w łódzkiej Atlas Arenie. Bilety w cenie 179 – 299 zł już są w sprzedaży.



„One Hundred Years”

Po pierwszym koncercie The Cure, jaki widziałam (chyba także to było w Łodzi) najbardziej w pamięci zapadł mi utwór „One Hundred Years”. Brzmiał tak potężnie i złowieszczo, a wirujące, szalejące jak opętane reflektory tworzyły niesamowitą atmosferę.

Dziki, mroczny kawałek, z hipnotycznym rytmem, świdrującymi gitarami, porywający, wchłaniający słuchacza.

„Pornography”, płyta z której pochodzi „One Hundred Years”, to zdecydowanie najmroczniejszy i najgłośniejszy rozdział w historii The Cure. „New Musical Express” porównał album do Phila Spectora w piekle.

„Fascination Street”

W moim prywatnym rankingu to najlepsza piosenka The Cure. Kompozycyjnie wysublimowana, pełna emocji, genialnie zaaranżowana i wyprodukowana, wielopoziomowa. Pełna niuansów, a przy tym naprawdę rockowa. Po prostu fantastyczna.

– Myślałem o Bourbon Street w Nowym Orleanie, gdy pisałem ten utwór – wspominał wokalista Robert Smith. – Właśnie się tam wybierałem i zacząłem się zastanawiać, co u diabła mogę tam znaleźć? To numer o niedowierzaniu, o tym, że wciąż można mnie nabrać na poszukiwanie doskonałej chwili.

„A Forest”

Pamiętacie, że jako dzieci nie lubiliście niektórych potraw, produktów, a teraz możecie je pożerać w ilościach hurtowych? Czasem tak samo jest z muzyką. Nie znosiłam numerów „Primary” i „A Forest” bo były takie… basowe. Po latach, bas stał się jednym z moich ulubionych instrumentów, a „A Forest” jednym z faworytów w repertuarze The Cure.

Numer jeszcze dość surowy, rytmiczny, oszczędny, z cudownie wyeksponowanym basem;)

Z tą piosenkę The Cure po raz pierwszy wystąpili w popularnym brytyjskim programie BBC, „Top of the Pops”. „A Forest” był też pierwszym teledyskiem formacji. Za reżyserię odpowiada David Hiller.

Utwór, wraz z resztą albumu „Seventeen Seconds”, został nagrany i zmiksowany w ciągu 7 dni. Budżet wyniósł około 2-3 tysięcy funtów.

Tekst piosenki zainspirowany został snem, jaki miał Robert Smith.

„Never Enough”

– To piosenka o przesadzie – komentuje Robert Smith. – Cokolwiek bym nie robił, nie wystarcza. Zawsze jest coś, co sprawia, że przesadzasz.

Kolejny rockowy, gitarowy numer zespołu. Lekko kąsający, hałaśliwy, mocno w klimacie lat 90.

Choć Perry Bamonte widnieje na okładce singla i w klipie, nie brał udziału w nagraniu.

„Pictures of You”

Nikt nie potrafi wytwarzać tak migoczących dźwięków jak The Cure, a najpiękniej wybrzmiewają one w piosence „Pictures of You”. Bardziej liryczne, romantyczne wcielenie zespołu i bliższe synthpopu granie.

Kobieta z utworu został zainspirowana postacią z eseju „The Dark Power of Ritual Pictures” autorstwa Myry Poleo.

„The Hanging Garden”

Gęsta atmosfera, nawiedzony, wręcz plemienny rytm, metaliczna gitara. Innymi słowy, The Cure w szczytowej formie.

Oficjalny tytuł nagrania to „A Single”.

Zespół AFI zamieścił swoją wersję piosenki na EP-ce „A Fire Inside”

„10:15 Saturday Night”

A tu The Cure z punkowo-nowofalowymi naleciałościami. Surowizna w czystej postaci. Nic dziwnego, że The Cure było tak popularne w Polsce, tak brzmiała nasza alternatywa w latach 80.

Numer z powtarzanym wersem „drip, drip, drip, drip…” przykuł uwagę Chrisa Parry’ego z wytwórni Fiction, któremu piosenka na tyle się spodobała, że zaproponował The Cure kontrakt płytowy.

Robert Smith napisał utwór w wieku 16 lat przy kuchennym stole. Charakterystyczne „drip, drip, drip…” wzięło się z kapania domowej roboty piwa, które warzył ojciec muzyka.

„High”

Jedna z lepszych piosenek The Cure po latach 80. Mimo odstraszającego „Friday I’m in Love” (nie, nie będzie tego hitu w naszym zestawieniu), longplay „Wish” okazał się całkiem udany. Bardziej popowy, już nie tak mroczny, jak lubili fani, ale pełen dobrych numerów. „High” przypomina trochę New Order, w czym oczywiście nie ma nic złego.

No i w „High” znów mamy te śliczne, migoczące dźwięki.

„Lullaby”

Robert Smith napisał numer zainspirowany powracającym koszmarem. Wokalista wspominał, że kołysanka (lullaby), którą śpiewał mu ojciec, miała dość katastroficzne zakończenie. Mówi się też, że piosenka ma coś wspólnego z narkotykową przeszłością lidera.

Bogata aranżacja, mroczny, duszny klimat, nieco wodewilowych elementów. Jeden z bardziej „horrorowych” kawałków The Cure.

Za reżyserię teledysku odpowiada Tim Pope. Pomysł na wideo został zaczerpnięty z filmu „Głowa do wycierania” Davida Lyncha. Teledysk wyróżniono Brit Awards.

„Shake Dog Shake”

Ta piosenka przypomina mi o tym, że w życiu przechodzimy różne fazy, etapy i fascynacje. To, że dziewczyna w nastoletnim wieku wypisuje hasła „Make up in the new blood/And follow me to where the real fun is”, nie znaczy, że nie wyrośnie na normalną, zdrową psychicznie kobietę;) (pozdrowienia dla Igi;))).

Jest w tej piosence coś gniewnego, rozedrganego, podskórnie nerwowego.

„A Night Like This”

Jest w repertuarze The Cure kilka numerów, które można nazwać balladami. „A Night Like This” na pewno jest jedną z ładniejszych wśród nich. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak wypada tak sentymentalnie, melancholijnie i po prostu ładnie.

„Primary”

O „Primary” już było. Bas, bas, bas i jeszcze raz bas. I znów słuchając tej piosenki The Cure, przypominają nam się nowofalowe, polskie kapele z lat 80. Prosta, rytmiczna rzecz.

„Hot Hot Hot!!!”

The Cure lubili też wygłupy. Trochę celowo unikałam w zestawieniu kawałków typu „Lovecats” czy „The Walk”, ale „Hot Hot Hot!!!” mimo lekko kabaretowego i nieco tanecznego stylu, ma w sobie coś intrygującego.

„Killing An Arab”

Już wtedy, w 1978 roku, numer za sprawą tytułu wzbudzał kontrowersję. W 2005 roku zespół włączył piosenkę do koncertowego repertuaru, ale zmienił tekst na „kissing an Arab”.

Utwór został zainspirowany „Obcym” Alberta Camusa. Tytuł piosenki zaczerpnięto z jednego z wersów z książki.

Był to pierwszy singel The Cure. Mimo wplecionych orientalnych elementów, mamy do czynienia z prostym i dość biednym brzmieniowo kawałkiem. Opartym na basowej pulsacji, garażowym.

„Faith”

Bardzo klimatyczny, sprawiający wrażenie instrumentalnego numer. Głos z oddali, hipnotyzujący rytm, zawiesiste brzmienie.

„Love Song”

Robert Smith napisał piosenkę jako prezent ślubny dla swej narzeczonej, Mary. Tekst zainspirowany został trasami koncertowymi, w których muzyk wciąż przebywał. Chciał, by jego przyszła żona wiedziała, że nieważne gdzie jest, zawsze ją będzie kochał.

Największy hit The Cure w USA.

Reggae-rockowa grupa 311 nagrała cover na potrzeby soundtracku „50 pierwszych randek”. Przeróbkę zamieściła też na swym drugim albumie „21” Adele. The Cure było podobno pierwszym koncertem, na jakim była. Zabrała ją mama, która jest wielką fanką zespołu.

Świetna wizytówka „Disintegration”, gdzie obok gitar sporą rolę odgrywały syntezatory, a produkcja skrywała mnóstwo smaczków.

The Cure
Wykonawcy: The Cure | The Twilight Sad
Miejsce: Łódź, Atlas Arena
Data: 20 października 2016
Organizator: Live Nation

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.