13 najlepszych piosenek na hipsterską imprezę

Depeche Mode fot. Sony Music


Wanda i Banda – „Hi-„Fi

„Hi-Fi Superstar Superhit” – dokładnie tak i z akcentem na superhit. Ta piosenka to zestaw obowiązkowy każdej szanującej się prywatki. Numer, który wyciągnie na parkiet (stary dywan) największych i najbardziej zagorzałych antytancerzy. Zresztą, nawet nie trzeba tańczyć, można po prostu skakać. Piosenka, przy której poczujecie się jak beztroskie dzieci w wesołym miasteczku. Poza tym, to jeden z niewielu niemetalowych utworów, przy których można odstawić headbanging i zrobić zawody w air guitar. „Hi-Fi” to też dowód na to, że lepsze jest czasem wrogiem dobrego. Parę lat temu, DJ Adamus, popełnił remiks, który – jak twierdzi Wikipedia – „wdarł się na czołowe pozycje muzycznych list przebojów”, ale moim zdaniem nie umywa się do oryginału.

Tomasz Makowiecki – „Holidays in Rome”

„Holidays in Rome” na pewno nie jest najciekawszym utworem na skądinąd świetnej płycie „Moizm”, ale zdecydowanie najbardziej przebojowy. Oldschoolowe syntezatory dopełnione są solidną dawką melancholii i pastelowych brzmień. Całość jest lekka, zwiewna, ale niepozbawiona charakteru. Jedna z najlepszych piosenek 2013 roku (a że hipsterzy lubią Makowieckiego trafia na nasze zestawienie).



Depeche Mode – „New Life”

Depeche Mode kochamy za wiele rzeczy, za wiele utworów. Za doskonałe „Enjoy the Silence”, mroczne, rockowe „I Feel You”, niewiarygodne na żywo „Never Let Me Down Again”. Wymieniać można w nieskończoność, ale pewnie mało kto na swojej liście ma synthpopowego pioniera pod tytułem „New Life”, a szkoda. Gdyby w latach 80. markieting był tak rozwinięty jak dziś, ten numer na pewno byłby dźwiękowym motywem przewodnim jakiejś gry na Atari. Syntezatorowa orgia pod dyktando Vince’a Clarke’a.

Yazoo – „Don’t Go”

Pozostańmy przy Clarke’u. Za Erasure nie przepadam, jakieś to za słodkie, za gładkie, ale Yazoo to co innego. Alison Moyet z potężnym głosem, którym potrafiła wyrażać skrajne emocje, dodawała muzyce duetu Yazoo przyjemnego, soulowego feelingu, ale i rockowej zadziorności. Kiczowate klawisze i ten niesamowicie organiczny wokal tworzą bajeczną mieszankę. Don’t go!

Kombi – „Słodkiego miłego życia”

Długo się wahałam, czy zamieścić tę piosenkę w imprezowym zestawie. Owszem, muzycznie nadaje się bezbłędnie. Szczególnie dla tych mniej odważnych w tańcu. Monotonny, spokojny rytm generowany przez automatyczną perkusję, pozwala bowiem na nieśmiałe podrygiwanie, naprzemienne uginanie kolanek i prawie skoordynowane chwianie się na boki. Czyli, coś dla panów. Ten polski synthpopowy klasyk ma jednak drugie dno w postaci tekstu. Mądrego, refleksyjnego, wręcz gorzkiego. Istnieje więc obawa, że goście zaczną zastanawiać się nad sensem istnienia i zadawać sobie „Wielkie Pytanie o Życie, Wszechświat i całą resztę” (jak wiemy, z książek Douglasa Adamsa, odpowiedź to: 42). Kompozycyjnie „Słodkiego miłego życia” stanowi jednak prawdziwą perełkę, warto zatem zaryzykować.

Marek Biliński – „Ucieczka z tropiku”

„Ucieczka z tropiku” to z kolei propozycja dla odważnych i takich, którzy wierzą w taneczną inwencję/brawurę swych znajomych. Można bowiem przy tym instrumentalnym, rozpędzonym , wielowątkowym utworze nieźle wywijać, ale trzeba wykazać się bujną wyobraźnią i talentem do ruchów robota.

Classix Nouveaux – „Never Never Comes”

Wsród 13 najlepszych piosenek na hipsterską imprezę nie może zabraknąć muzyki do przytulania. Stawiam na piękny numer Sala Solo i jego formacji i – szczególnie w Polsce – spory hit tychże. Śliczna, delikatna, trochę smutna piosenka. Może nie klasyczna ballada, ale na pewno można przy tych dźwiękach pozwolić sobie na zmniejszenie odległości i wtulenie głowy w jakąś chętna klatę.


Kapitan Nemo – „Twoja Lorelei”

Na przyjęciu dla hipsterów nie powinno też zabraknąć czegoś poetyckiego, ergo „Twoja Lorelei”. Beznamiętny głos Kapitana Nemo zderzony z nerwowym klawiszem to mieszanka doskonała. Kolejny polski klasyk mieniący się bogactwem elektronicznych dźwięków.

Super Girl & Romantic Boys – „Spokój”

Super Girl & Romantic Boys miałam okazję widzieć na żywo podczas OFF Festivalu, mogłam więc organoleptycznie sprawdzić, jak na dźwięku alternatywnego przeboju reagują fani oraz przypadkowi ludzie, których muzyka magnetycznie przyciągnęła po wizycie w pobliskich toi-toiach. Otóż, ludzie reagują entuzjastycznie, bez wahania poddając się temu nerwowemu rytmowi. Tupanie nóżką, potrząsanie głową, nieskoordynowane, energiczne ruchy, a w końcu śpiewanie na pełne gardło słów „bo ja nie umiem kochać już/bo ja nie umiem płakać już”. Widziałam nawet tańce w parach, a to sztuka niemal zapomniana, a jakże przyjemna, można więc pokusić się o przywrócenie mody na dansingi

Franek Kimono – „King Bruce Lee Karate Mistrz”

Piotr Fronczewski jest mistrz, a nawet King Bruce Lee Karate Mistrz. Ze swym muzycznym wcieleniem, czyli Frankiem Kimono, był w zasadzie protoplastą polskiego hip-hopu, choć postać ta (pomysłodawcą był Andrzej Korzyński) była parodią stylu disco. Bywalców dyskotek to jednak nie zraziło i piosenka stała się przebojem i przebojem być powinna nadal, bo cieszy od pierwszego dźwięku. No i panowie (albo co i bardziej postępowe panie) mogą podłapać kilka niezawodnych tekstów na podryw. „Mam w sobie dzikość żółtej pantery” – kto by się oparł? No kto? 😉

P.S. Polecałabym słuchanie z analogu, co jeszcze tylko doda smaczku.

Devo – „Whip It”

Czym byłaby hipsterska impreza bez ironii, a Devo to jej królowie. W tym przypadku, lepszą opcją jest „słuchanie” z YouTube, by przy okazji podziwiać komiczny, ostro pojechany teledysk i zabawy z pejczykiem. Ciesząc oczy i fantazjując o biczach-pejczach, nie zapominajmy, że mamy do czynienia z muzyczną awangardą – rytm jak od krautrockowych pionierów, sączące się dźwięki Minimooga, wyrazisty bas i nowofalowy chłód.

Małgorzata Ostrowska – „Meluzyna”

Przyznam, że to dość ekstrawagancki wybór. Pewnie nie każdy pełniący obowiązki DJ-a sięgnąłby po akurat ten numer z repertuaru Małgorzaty Ostrowskiej – bądź co bądź „Meluzyna” jest piosenką dla dzieci. Do odważnych jednak świat należy i kto spróbuje zarazić swych gości kawałkiem z filmu „Podróże Pana Kleksa”, na pewno nie pożałuje. Czeka ich bowiem kwintesencja polskiego brzmienia lat 80., „sucha” elektronika i nieco rockowej drapieżności, głównie za sprawą fantastycznego głosu pani Małgorzaty. Poza tym, odrobina egzotyki jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Izabela Trojanowska – „Wszystko czego dziś chcę”

Sama może bym się nie dopominała o włącznie Izabeli Trojanowskiej na listę 13 najlepszych piosenek na hipsterską imprezę, ale pewien kolega by mi nie wybaczył, gdybym nie zaproponowała utworu „Wszystko czego dziś chcę”. Niektórym pewnie pani Iza kojarzy się z niekoniecznie zachwycającą rolą w „Klanie” i dość strasznymi utworami z lat 90. i późniejszych, ale u progu kariery to była fajna babka z klasą, która nagrywała z Budką Suflera (też wówczas fajną) i mogła się pochwalić tak udaną piosenką jak orientalnie ozdobione „Wszystko czego dziś chcę” (współtworzoną przez muzyków Budki Suflera).


Komentarze

Wojciech Duś

Wojtek Duś widział więcej koncertów niż zjadł kotletów, a kotlety lubi. Lubi też hip-hop, elektronikę i rock alternatywny. Pracował w korporacjach, ale niezbyt długo. Ulubiona wokalistka: Janelle Monáe. Ulubiony raper: Kendrick Lamar.