6 najlepszych (wściekłych) piosenek Nine Inch Nails

Nine Inch Nails fot.. Archiwum Zespołu


Na płycie powinno być ostrzeżenie, bo te wściekłe momenty na pewno mogą stale uszkodzić słuch. Po prostu furia, dzikość i kakofonia.

Trent Reznor to dziś mąż, ojciec, laureat Oscara. Podobają mi się jego ambientowe, klimatyczne, bardziej ilustracyjne rzeczy, nie przeszkadzają bardziej popowe, taneczne wręcz podrygi („Hand That Feeds”), cenię duszne, klaustrofobiczne i lekko nieprzyjemne niczym zatęchła piwnica nagrania. Rozumiem, że z wiekiem człowiek pokornieje, ale i tak najbardziej lubię wściekłe Nine Inch Nails.

„Head Like a Hole”

W serca wielu Trent Reznor ze swoim Nine Inch Nails wkradł się singlem „Head Like a Hole”, w którym jasno daje do zrozumienia, jakim jest kolesiem („I’d rather die, than give you control”). Po głosie słychać też, że lepiej z nim nie zadzierać. Muzycznie może nie jest to psychopatyczna agresja czy dzika furia, ale mamy szczere wykrzyczane emocje i jednak niekoniecznie anielskie dźwięki, choć produkcja pozostawiała wiele do życzenia (nim ukazała się zremasterowane wersja „Pretty Hate Machine”, ciężko było tych piosenek słuchać).



„Starfuckers Inc.”

Mike Patton nie ufa ludziom, którzy nie słuchają Slayera, a ja tym, którzy nie przeklinają. Wiem, że rzucanie mięchem jest prostackie, często nie uchodzi i nie przystoi, ale są w życiu sytuacje, kiedy trzeba być dosadnym. Trent też to rozumie, dlatego w jego tekstach nie brakuje „fucków” czy ich kombinacji. Jedną z ładniejszych jest „starfuckers” (którą podobno Reznor zaczerpnął od The Rolling Stones, słowa użyła też wcześniej przyjaciółka Trenta, Tori Amos). Numer podobno jest wymierzony głównie przeciwko Courtney Love (z którą nasz bohater rzekomo miał romans), ale i ówczesnym gwiazdom, co dość dobitnie jest pokazane w klipie.

Piosenka jest bez wątpienia jedną z najcięższych na „The Fragile”, choć mówimy głównie o refrenie. Zwrotki raczej klimatyczne, acz z nerwowym perkusyjnym rytmem. Za to refren to już rasowa jatka, darcie gęby i piłowanie gitarami.

„You Know Who You Are?”

W „You Know Who You Are?” od początku jest „zło”. Szumiące, świszczące, przesterowane, rozdygotane. A potem jeszcze więcej zgrzytów, łomotów i wydzierania się. Cała masa nieprzyjemnych, chropowatych dźwięków. Piękny, rozpędzony jazgot.


„Gave Up”

Jeszcze bardziej rozpędzoną piosenką jest „Gave Up”. Tu już typowo dla Nine Inch Nails numer się rozkręca osiągając kulminację (tym razem dwustopniową) w refrenie. Czyli najpierw jest szybko i nerwowo, a potem dodatkowo głośno, a następnie (to ten drugi stopień) agresywnie. Perkusja napier***a, gitary chłoszczą, a Reznor sączy słowa przez zaciśnięte zęby albo wypluwa razem z żółcią tudzież wykrzykuje wniebogłosy.

Ciekawostka: W nagraniu wykorzystano melotron, który należał wcześniej do Johna Lennona.

„March of the Pigs”

Gdyby cała piosenka była taka jak jej najmocniejsze fragmenty, jakaś organizacja/instytucja zajmująca się zdrowiem na pewno by jej zakazała. I tak na płycie Nine Inch Nails powinno być ostrzeżenie, bo te wściekłe momenty na pewno mogą stale uszkodzić słuch. Po prostu furia, dzikość i kakofonia. Trochę jakby wszystkie dźwięki nagle zaczęły się naparzać. Kopać, walić pięściami i szarpać za włosy. Dla masochistów idealny numer na „tańce” zwane moszowaniem.

Kapitalnie ta piosenka wypadła na festiwalu Woodstock ’94. Muzyczny szał w połączeniu z umazanymi błotem muzykami i Reznorem rzucającym statywem, wydającym z siebie nieludzkie dźwięki, tarzającym się po scenie, tworzył niezapomnianą mieszankę.

„Wish”

Najlepsze zostawiłam na koniec. Cała EP-ka „Broken” Nine Inch Nails jest mocno agresywna. Dużo gitar, dużo metalowego jazgotu. „Wish” to jednak mistrzostwo. Jeden wielki wkurw. Cios prosto między oczy i pięść pod żebra. Konkretne skopanie dupska. Kawałek z kategorii „jeńców nie bierzemy”. Szybko, głośno, gęsto. Nie wspominając o „czułostce” w postaci „fist fuck” (ciekawe, jak to Trent wytłumaczy dzieciom).

O tym, że to najlepsza piosenka nich świadczy nagroda Grammy. Nie, żeby Grammy było jakimś wielkim wyznacznikiem, ale skoro poprawnych politycznie Amerykanów nie wystraszyło owo „fist fuck”, muzycznie musiało ich zwalić z nóg. Reznor później żartował, że na nagrobku będzie miał napisane: Powiedział „fist fuck” i dostał Grammy.

Zespół Nine Inch Nails ponownie odwiedzi nasz kraj. Grupa Trenta Reznora wystąpi w Katowicach 10 czerwca. Nine Inch Nails przyjedzie promować ostatnią płytę „Hesitation Marks”, która ukazała się 3 września 2013 roku. Jako support wystąpi grupa Cold Cave.

20.00 Cold Cave
21.00 Nine Inch Nails

Bilety:
płyta /sektor 1/ – 237 zł
płyta /sektor 2/ – 207 zł
loża – 357 zł
trybuny /czerwony/ – 237 zł
trybuny /niebieski/ – 197 zł

Organizator: Alter Art


Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do... Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave'a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme'a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą "Szklaną pułapkę", bo najbardziej kocha Bruce'a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.