11 najlepszych piosenek stycznia 2015

The Staves fot. Archiwum Zespołu/NajlepszePiosenki.pl

The Weeknd, The Staves, Noel Gallagher, Action Bronson, Childish Gambino, The Prodigy, Agyness B. Marry, Will Butler, John Frusciante, Le Youth, José González – oto 11 najlepszych piosenek stycznia 2015.

The Weeknd – „Earned It”

„Pięćdziesiąt twarzy Greya” to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku. Trzeba przyznać, że jak na razie ludzie odpowiedzialni za promocję produkcji spisują się nienagannie, bardzo umiejętnie podsycając zaciekawienie. Piosenka The Weeknda z pewnością także sprawdzi się jako wabik – teledysk obejrzało już ponad 11 milionów ludzi. Czy jest się czym zachwycać? The Weeknd ma to coś, co powoduje, że wyróżnia się spośród wielu artystów uprawiających R&B – w tej piosence to słychać – wiele pań będzie wzdychać do swojego wymarzonego oprawcy przy tej melodii. Teledysk nakręcony przez reżyser filmu Sam Taylor-Johnson jest natomiast – mimo tyłków i cycków – raczej skromny.



The Staves – „Black & White”

Jak wiecie lubimy muzykę niezależną, więc od czasu do czasu przemycamy jakiś kawałek niezbyt popularnej kapeli. Tym razem wybraliśmy kompozycję „Black and White” grupy The Staves. Zespół tworzą siostry Emily, Jessica i Camilla Staveley-Taylor. Dziewczyny występowały początkowo jako The Staveley-Taylors, ale zmieniły nazwę na The Staves gdy podczas jednego z koncertów tak zostały zaanonsowane.

Piosenka utrzymana jest w indierockowej stylistyce. Nas wzrusza piękny chór w refrenie. Bohaterką klipu jest kobieta prezentująca newsy, która tuż przed wejściem na antenę, dowiaduje się, że jej współprowadzący i mąż zdradza ją z pogodynką.

Noel Gallagher’s High Flying Birds – „Ballad Of The Mighty I”

Są piosenki, które po pierwszych dźwiękach zdradzają nam, że będą superfajne. Tak właśnie jest z utworem Noela Gallaghera. Fanką Oasis/Gallagherów ani Manchesteru City nigdy nie byłam, toteż niczego nadzwyczajnego po starszym z braci się nie spodziewałam, tymczasem, Noel Gallagher’s High Flying Birds zaprezentowali nie tylko jeden z najbardziej chwytliwych, wpadających w ucho numerów ostatnich miesięcy, ale i najciekawszy. Niby to zwykła, brytyjska rockowa piosenka, trochę gitarowa, trochę elektroniczna, a jednak dzieje się tu naprawdę dużo. Zaczyna się od rozdrażnionego basowego riffu, który narzuca taneczną pulsację. Dalej mamy smyki (choć chyba syntetyczne) rodem z „Bitter Sweet Symphony” The Verve i tak pięknie harmonijne chórki, że John Frusciante pewnie się posika, jak je usłyszy (BTW, o Fru będzie nieco niżej). Wisienką na torcie jest gitara kumpla Gallaghera z trybun na Etihad Stadium, byłego muzyka The Smiths, Johnny’ego Marra. – Dzięki niemu to jedna z najlepszych piosenek, jakie napisałem – zapewnia Noel i naprawdę nie możemy się z nim nie zgodzić. Całość nośna, elegancka, nowoczesna, ślicznie podlana angielską melancholią, diabelsko uzależniająca.

Oglądając teledysk, upewnijcie się, że obejrzycie do końca, by usłyszeć komentarz o Chrisie Martinie i… Liamie.

Action Bronson – „Actin Crazy”

Action Bronson w końcu zadebiutuje w wielkiej wytwórni. Przedsmakiem zapowiadanego na marzec albumu „Mr. Wonderful” jest piosenka „Actin Crazy” wyprodukowana przez 40 i Omena. Nie jest to może utwór genialny, ale jest całkiem dobry i jeśli podobne pojawią się na płycie, będziemy całkiem zadowoleni.

Childish Gambino – „Sober”

Wygląda na to, że zaczynamy dość poważnie promować rapera o uroczym pseudonimie Childish Gambino. To już kolejna propozycja, która trafia do naszego zestawienia najlepszych piosenek miesiąca. Kompozycję znamy od października ubiegłego roku, gdy ukazała się na EP-ce „Kauai”. W styczniu natomiast Childish Gambino opublikował teledysk, stąd obecność w naszym zestawieniu. Teledysk zrealizowany z minimalnym budżetem a mimo to znakomity. Współkompozytorem „Sober” jest Szwed Ludwig Göransson, który pracował już wcześniej z Gambino i pomagał także dziewczynom z Haim.

The Prodigy – „The Day Is My Enemy”

OK. The Prodigy prochu nie wymyślili. Nie sięgnęli też do głęboko skrywanych pokładów kreatywności, ale jeśli ktoś lubi kapelę w jej złowieszczym wcieleniu, będzie zachwycony. Jest ostro i agresywnie, choć – co należy zaliczyć na plus – udało się to osiągnąć bez dźwiękowego wyścigu. Imienny singel z płyt „The Day Is My Enemy” to nie rozpędzona torpeda, raczej bardzo niebezpieczny koleś bez pośpiechu wymachujący maczetą (jeśli ktoś chciałby wizualnych podpowiedzi).

Niewiasta, której głos nieco łagodzi złowrogi, muzyczny klimat to dobra znajoma Tricky’ego, Martina Topley-Bird.

Tytuł nawiązuje do utworu Cole Portera, „All Through the Night”, choć dokładnie rzecz biorąc, inspiracją dla muzyków The Prodigy była wersja piosenki zaśpiewana przez Ellę Fitzgerald.

Agyness B. Marry – „Break Up Breakdown”

Wiemy, że za rzadko i za mało piszemy o polskich wykonawcach, ale staramy się systematycznie poprawiać. W styczniu pomogła nam w tym Agyness B. Marry, czyli dziewczyna z gitarą. Numer „Break Up Breakdown” zapowiadający jej debiutancki album (premiera 24 lutego) to rasowa, garażowa, rockowa piosenka. Z fajnie burczącym basem, odpowiednią dawką brudu i kapitalną (!!) perkusją. Kto tęskni za pełnokrwistymi rockmankami rodem z lat 90., na pewno chętnie pozna Agyness B. Marry. My na pewno chętnie sprawdzimy całą płytę.

Will Butler – „Anna”

Zacznijmy od tego, że podoba nam się tytuł;) Zaraz później podoba nam się ejitisowa, taneczna pulsacja, która stanowi podstawę, zaraźliwego, rytmicznego, syntezatorowego kawałka, oszlifowanego alternatywnie i ozdobionego „pijanym” saksofonem oraz „reznorowym” fortepianem. Jeśli szukać skojarzeń, powiedziałabym The Talking Heads. Podoba nam się też lekko pojechany, ale dość zabawny teledysk (jak to się dzieje, że w klipach dziwacznie tańczący ludzie wypadają znakomicie?). Co tu dużo mówić, wydaje się, że bez brata Wina (lidera Arcadre Fire), Will całkiem nieźle sobie poczyna.

Trickfinger (aka John Frusciante) – „After Below”

Przyznam, że trochę się boje tego, co dzieje się w głowie Johna Frusciante. Słuchając jego kolejnych projektów, ciężko oprzeć się wrażeniu, że pod tymi nieumytymi włosami mieszka więcej niż jedna osoba. Kiedy wydawać by się mogło, że były gitarzysta Red Hot Chili Peppers nie możne nas już niczym zaskoczyć, ten obwieszcza wszem i wobec, że nagrał acidhouse’ową płytę. Muzyk przyznał, że zaczął uczyć się obsługi syntezatorów, mikserów i sekwenserów już w 2007 roku. – Straciłem zainteresowanie tradycyjnym pisaniem piosenek, a spodobały mi się nowe metody tworzenia muzyki – wyjaśnia Amerykanin. – Otoczyłem się więc maszynami, zacząłem je po kolei programować i świetnie się przy tym bawiłem, odkrywając jak fascynujący jest to proces.

Całą płytę Frusciante wyda pod szyldem Trickfinger 7 kwietnia. Zapowiadający ją utwór „After Below” ma w sobie coś z oldschoolowych, mrocznych kompozycji Johna Carpentera, ale i nieco klubowej atmosfery.

Le Youth – „T O U C H”

W końcu mamy jeszcze ponad tydzień karnawału, więc coś tanecznego by się przydało. Le Youth i jego utwór „T O U C H” powinien znakomicie sprawdzić się na wszelakich imprezach. Figlarne pianinko, wyraźny beat, falujący rytm i refren o dotykaniu, a jakby komuś było mało sample piosenki „I Am” Mary J. Blige.

Dla zainteresowanych, producent naprawdę nazywa się Wes James.

José González – „Leaf Off / The Cave”

José González jest jak AC/DC. Niby gra mniej więcej to samo, a jednak cały czas się to sprawdza. Najnowszy singel „Leaf Off / The Cave” jest tego dowodem. Akustyczna gitara, delikatne przeszkadzajki, ciepły, głęboki wokal i całe mnóstwo przestrzeni. Wdzięczna, urokliwa piosenka.

Polecamy klip. Może wydaje się, że to nic nadzwyczajnego, ot, ludzie siedzą w ławkach i słuchają jak José i inni muzycy grają. Trzeba jednak wiedzieć, że wideo zainspirowane zostało działalnością Sunday Assembly. Jest to autentyczne, założone w 2013 roku w Londynie niereligijne zgromadzenie, zrzeszające ludzi, którzy poszukują doznań, jak podczas mszy w kościele. Pomysłodawcami byli komicy Sanderson Jones i Pippa Evans. Pierwsze spotkanie odbyło się w kościele w Islington i przyciągnęło 300 osób.

Komentarze

Anka Szymla

Mimo młodego wieku Anka Szymla napisała już 7895 recenzji, które ukazywały się m.in. w Onecie i WirtualnejPolsce. Za swoim ulubionym zespołem potrafi pojechać nawet do… Berlina. Nie proście jej o przysługę podczas Australian Open bo jest wtedy mocno niewyspana. Kocha Dave’a Grohla, Roba Zombie, Trenta Reznora i Josha Homme’a. Zapomina o nich szybko gdy Polsat puszcza pierwszą „Szklaną pułapkę”, bo najbardziej kocha Bruce’a Willisa z czasów gdy miał jeszcze odrobinę włosów.