Islandia (i Polska) w ćwierćfinale Euro! A Anglia i Hiszpania nie. Piękne, dziwne czasy nastały.
Radujemy się razem z Islandią, odrobinę współczując Anglikom. Mały, wielki kraj, z wielkim sercem i pasją. Nie tylko do gry w piłkę nożną. Nim świat zakochał się w islandzkim futbolu, pokochał islandzką muzyką. Z gratulacjami dla wszystkich -ssonów, 13 najlepszych piosenek islandzkich wykonawców. I powodzenia z Francją.
13. Skálmöld – „Gleipnir”
Zaczynamy bojowo od Skálmöld, czyli przedstawicieli wiking-metalu. Nazwa nawiązuje do epoki Sturlungów, czasów wojny domowej, naznaczonej krwawymi konfliktami rodzinnymi, do jakich doszło na wyspie w XIII wieku. Skálmöld w tłumaczeniu oznacza „epokę mieczy”.
„Gleipnir” to waleczny, dumny, napędzany wysoko strojonymi gitarami, okraszony folkowymi elementami mocny i szybki utwór.
12. Ólafur Arnalds – „So Close”
„So Close” to z kolei śliczna, klimatyczna kompozycja. Z jednej strony piękna, elegancka, a z drugiej jednak mroczna, nieco niepokojąca. Ólafur Arnalds, co dla niego typowe, z dużym wyczuciem łączy elektronikę i muzykę klasyczną.
Numer trafił na soundtrack serialu „Broadchurch”.
Śpiewający w utworze Arnór Dana, znany jest m.in. z formacji Agent Fresco.
11. Emiliana Torrini – „Jungle Drum”
Energiczny, rytmiczny, zaraźliwy numer islandzkiej artystki. Emiliana Torrini porusza się w świecie aleternatywno-popowo-rockowych dźwięków i często stawia na stonowane, delikatniejsze dźwięki oraz balladowe kompozycje, tu jednak dała się ponieść swej dzikiej naturze.
Kawałek wykorzystano w serialach „90210” i „Chirurdzy”.
10. múm – „Green Grass Of Tunnel”
To między innymi za sprawą múm zaczęła się moda na islandzkie formacje. Chłodne, melancholijne, klimatyczne granie. Przestrzenne, tkane wieloma delikatnymi dźwiękami. Takie właśnie jak „Green Grass Of Tunnel”.
9. Ólöf Arnalds – „Surrender” (feat. Björk)
Zostajemy przy śpiewających Islandkach. Ta najsławniejsza – Björk – udziela się gościnnie w nagraniu młodszej i wciąż zdobywającej sławę Ólöf Arnalds. Kruchy, akustyczny, minimalistyczny numer z niezwykłymi wokalnymi popisami obydwu pań.
A Islandia jak jedna wielka rodzina. Płytę, z której pochodzi „Surrender”, czyli „Innundir Skinni” wyprodukowali muzycy Sigur Rós.
8. Of Monsters and Men – „Thousand Eyes”
Of Monsters and Men wspaniale potrafią budować dramaturgię i „rozbuchać” swoje piosenki. Od początku „Thousand Eyes” czuć, że będą się tu działy wielkie, poruszające rzeczy. Islandczycy nie zawodzą i czeka nas fantastyczna, pełen napięcia, muzyczno-emocjonalna burza.
7. Samaris – „Ég Vildi Fegin Verda”
Samaris, podobnie zresztą jak Of Monsters and Men, są laureatami konkursu Músíktilraunir, który co roku odbywa się w Rejkiawiku. Trio zwyciężyło w 2011 roku. Pełne uroku, przyjemnie zamulone, jednocześnie eteryczne i gęste od syntetycznych, pulsujących dźwięków nagranie „Ég Vildi Fegin Verda” pochodzi z albumu „Silkidrangar” z 2014 roku. Wspaniały, nieco wczesno-biojorkowy głos należy do Jófríður Ákadóttir.
Ich płyty, niedawno ukazała się nowa „Black Lights”, wydaje należąca do „cioci” Björk wytwórnia One Little Indian.
6. The Sugarcubes – „Hit”
Zanim dojdziemy do Björk solo (a oczywiście dojdziemy), pamiętajmy, że młodziutka gwiazda z wyspy wulkanów i gejzerów śpiewała (kiedyś) w ulubionym (kiedyś) zespole Roberta Smitha, czyli The Sugarcubes. „Hit” był ich największym hitem i – proszę mi wierzyć – był czas, gdy po kilka razy dziennie gościł wraz z klipem w ramówce MTV. Muzycznie to takie trochę pomieszanie z poplątaniem. Pop, rock, indie (które w latach 90. chyba jeszcze nie nazywało się indie), a nawet nieco hip-hopu. Nadal jednak to świetny, wpadający w ucho numer z przyjemnie rozedrganym basem, wyraźną perkusją, smykami i scratchowaniem. Ach, te lata 90.;).
5. GusGus – „David”
Absolutny pewniak na taneczne imprezy. Udzielająca się pulsacja, wciągający, zapętlony rytm i to coś, co sprawia, że człowiek ma ochotę podnosić ręce do góry i czuć się niczym Tiësto czy inny David Guetta. Dodatkowo mechaniczne dźwięki znakomicie zostały tu przełamana zmysłowym, kobiecym wokalem.
4. Kiasmos – „Bent”
No to pozostajemy na parkiecie. Może to będzie taniec nieco bardziej okiełznany, tak zwany katatoniczno-kołysający, ale w trans przy kawałku „Bent” wpaść można. Jest w tej kompozycji pewna rockowa moc, a zarazem klubowa energia. Nie brakuje też subtelnego klimatu. Kapitalnie uzupełniająca się drapieżność i delikatność. Można sobie wyobrazić jak wspaniale to wybrzmi w nocy na terenie Trzech Stawów podczas OFF Festivalu.
Duet Kiasmos razem z Janusem Rasmussenem tworzy wspomniany już wcześniej Ólafur Arnalds, który w swym szerokim artystycznym dorobku ma też grę na perkusji w hardcore’owo-metalowych kapelach Fighting Shit czy Celestine.
3. Sigur Rós – „Popplagið”
Sigur Rós w naszym kraju raczej nikomu przedstawiać nie trzeba. Są bezapelacyjnie jednymi z ulubieńców Polaków. Kto jednak kojarzy zespół z „islandzkimi smutami”, nigdy nie był na ich koncercie i nie widział w akacji pana, który nazywa się Orri Páll Dýrason, czyli perkusisty formacji. Najbardziej metalowy bębniarz w niemetalowej kapeli. Na scenie siedzi bokiem, by lepiej można było podziwiać jego szaleńczą grę, a jest co podziwiać. Zresztą, wystarczy wybrać się na nadchodzący Open’er.
Wybrana przez nas piosenka „Popplagið” to… „The Pop Song” (takie jest angielskie tłumaczenie tytułu). Interesujący to pop. Z tych miażdżących i wgniatających w ziemię.
2. Björk – „Play Dead”
Każdy ma swój ulubioną część twórczości Björk. Ja lubię tę filmową, trochę triphopową z bondowskimi smykami Davida Arnolda. Może to i komercyjne, na pewno nie szczyt artystycznych możliwości Islandki, ale niezmiennie przepiękna, poruszająca rzecz.
Numer wykorzystano w filmie „Amerykański łowca” („The Young Americans”).
– Nie było łatwo, ponieważ bohater z filmu przechodził trudne chwile w życiu, tymczasem ja byłam wówczas przeszczęśliwa – wspominała Björk.
Piosenka trafiła jako bonus, na reedycję płyty „Debut” Björk. Wyobraźcie sobie, że fani, którzy wcześniej kupili album, byli rozwścieczeni i domagali się od wytwórni rekompensaty. Dziś, wznowienia i reedycje z bonusami to chleb powszedni, a krążek „Debut” bez „Play Dead” pewnie ma swoja wartość na eBayu.
1. Hjaltalín – „Feels Like Sugar”
Być może nie tego spodziewaliście się na pierwszym miejscu, ale nie ma – nie tylko na Islandii – lepszej piosenki oddającej euforię niż „Feels Like Sugar”. A przecież razem z reprezentacją Islandii to właśnie czujemy. Jakiż to jest wspaniały, porywający, rozpromieniający refren!
O utworze Hjaltalín już pisaliśmy w tekście 14 najlepszych piosenek na wiosnę, gdzie pokornie odsyłamy. https://najlepszepiosenki.pl/14-najlepszych-piosenek-na-wiosne/
Högni Egilsson, jeden z członków Hjaltalín, współtworzy też GusGus.
PS. Lepsza od euforii Hjaltalín jest tylko euforia islandzkiego komentatora.